Borussia Dortmund rozgromiła Real Madryt i jest jedną nogą, ręką i połową barku w finale Ligi Mistrzów na Wembley. Robert Lewandowski zatańczył polskiego walca z Pepe i czterema bramkami zapisał jeszcze jedną czarną kartę w ponad stuletniej historii klubu z Madrytu.
Dziś tak naprawdę w piłkę grała Borussia Dortmund, Cristiano Ronaldo i Fábio Coentrão. Mesut Özil ostatni raz widziany był w okolicach swojego dawnego miejsca zamieszkania, trzydzieści kilometrów od Dortmundu dwa dni przed meczem na Signal Iduna Park. Rozliczanie każdego z osobna zajęłoby sporo czasu, który można spożytkować w inny sposób niż znęcanie się nad zawodnikami (podobno) Realu Madryt. Warto napisać tylko tyle, że to co robili dziś Ramos i Pepe, a raczej to, co robili z nimi gracze gospodarzy, to - nie szukając daleko - kryminał.
To najgorszy mecz José Mourinho na stanowisku trenera Realu Madryt od pamiętnej manity na Camp Nou w 2010 roku. Ale jeśli porównać fizyczną dyspozycję w tych dwóch spotkaniach, to dziś kibice Realu Madryt marzyliby o tej sprzed trzech lat. Dziś trzeba postawić sprawę jasno, jeśli we wtorek nic się nie zmieni, to przyszłość José Mourinho jest w stolicy Hiszpanii przesądzona.
Można było się śmiać z Roberta Lewandowskiego, że miał szczęście, że strzela, bo ma partnerów, że w lepszym klubie sobie nie poradzi, ale to w tym momencie Lewandowski jest dwa piętra wyżej niż Karim Benzema. Z szacunku i litości nie wspomnę o Higuaínie.
Potrzeba cudu. Póki co gratulacje dla Borussii Dortmund.
Najgorszy mecz od manity, Borussia bliżej finału
Królewscy zaprzepaścili szansę już w pierwszym meczu
REKLAMA
Komentarze (1554)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się