Menu
Rafael / Realmadrid.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Takich emocji nie kupisz za żadne pieniądze

Relacja z meczu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Godziny przed meczem angielscy kibice opanowali centrum Madrytu. Dominowały przyśpiewki, a fanom dopisywał dobry humor. Od dworca Atocha aż do Santiago Bernabeu można było spotkać grupki kibiców obydwu zespołów, zmierzające na stadion. Ktoś niezorientowany nie musiał pytać o drogę, ponieważ wszyscy szli w jednym kierunku.

Jeszcze zanim wyruszyłem na mecz, byłem świadkiem próby sprzedaży biletu angielskiemu kibicowi. Konik zwyczajnie chciał orżnąć nieświadomego Angola, wmawiając mu, że trybuna Fondo Norte, to ta wzdłuż linii bocznej boiska. Żądając przy tym za wejściówkę absurdalnych pieniądzy. Szepnąłem zatem słówko Anglikowi, któremu udało się wynegocjować korzystniejszą cenę. Uważajcie na koników, to cwane bestie. Próbowałem się dowiedzieć, skąd panowie pod stadionem mają zawsze tyle biletów, niezależnie od wagi spotkania. Socios klubu nie są, zatem może za pośrednictwem penyi? Może ktoś z was wie coś na ten temat?



Każdy metr bliżej stadionu oznaczał gorętszą atmosferę. Z każdym krokiem czuć było, ze na Bernabeu zostanie rozegrany za moment wielki mecz. Ostatnio pytaliście o bar ultrasów – Drakkar. Postanowiłem zajrzeć do środka… Wewnątrz wygląda całkiem normalnie, a po wejściu przy takim tłoku, jaki był przed rozpoczęciem meczu z Manchesterem, nie wygląda jakoś inaczej od zwykłej hiszpańskiej knajpy. Na ścianach wiszą koszulki piłkarzy. Są na pewno trykoty Ikera Casillasa i Sergio Ramosa, a także innych. Wszystkie podpisane, z dedykacją. Dla kogo? Nie mam pojęcia. Wyciągnąłem zatem kamerę, aby urzeczywistnić to, co zobaczyłem. I wtedy od baru odskoczył w ułamku sekundy jeden z ultrasów.

– Oszalałeś? Wyłącz to! Żadnych zdjęć! Usuwaj to! No już, k***a, usuwaj! – ponaglał łysy gość.

Co miałem zrobić? Spełniłem jego żądanie i skasowałem 6-sekundowy filmik. Czego tak strzegą ultrasi? Wystrój naprawdę niczym nie zaskakuje. Może ktoś z was wie? Dziwne miejsce, lepiej tam nie chodzić.

Na przeciwko z kolei pod barem „El 7 Blanco” kibice dobrze się bawili.



Pod trybuną gości kilku Angoli zaczęło się denerwować i szukać zadymy, ale po interwencji policji wszystko wróciło do normy. Pod stadionem był wielki tłum i z trudem można było dotrzeć pod właściwą bramkę, prowadzącą na wykupione miejsce na obiekcie.

Na mecz z Manchesterem United przygotowano specjalną oprawę. Widzieliście w telewizji, jak pięknie to wszystko wyglądało? Na żywo efekt był powalający. Sektorówka ultrasów, do tego powiewające flagi fanów Los Blancos. Hymn Realu Madryt w wykonaniu Placido Domingo, a chwilę po tym melodia, kojarząca się tylko z Ligą Mistrzów. Nie wiem jak wy, ale u mnie hymn Champions League zawsze powoduje ciarki na ciele. Przy takim akompaniamencie wejście piłkarzy na murawę i to całe powitanie przez kibiców... Coś fantastycznego.

Przebieg meczu doskonale znacie, na pewno oglądaliście. Real przeważał przez większość spotkania, ale Manchester nie odstawał i to właśnie Czerwone Diabły za sprawą Danny’ego Welbecka wyszły na prowadzenie. Sektor gości oszalał, a szał kibiców United był nie do opisania. – I co teraz, Hiszpanie? – krzyczał jeden z fanów Red Devils. Odpowiedział mu Cristiano Ronaldo, strzałem głową dziesięć minut później. W momencie, kiedy futbolówka po uderzeniu przez Portugalczyka minęła linię bramkową Manchesteru, stadion oszalał. Obok mnie siedzieli nieznani mi ludzie, ale w tej właśnie sekundzie byli moimi najlepszymi kumplami, a ja ich. Wszyscy zaczęli się ściskać, wybuchła wielka radość. Szczególnie jednego z fanów, który dobitnie wyraził swój stosunek do przyjezdnych z Wielkiej Brytanii.



Portugalczyk nie celebrował bramki. Jak powiedział po meczu: „Z szacunku do byłego klubu, w którym się wychowywał przez 6 lat”. Kibice United podziękowali byłemu ulubieńcowi głośnym: „Viva Ronaldo”!



Co jakiś czas fani angielskiej drużyny dawali o sobie znaćmocnym dopingiem. – Sit down Mourinho! – prowokowali portugalskiego trenera, którego doskonale znają z czasów, kiedy ten prowadził Chelsea. The Special One odpowiedział tylko wymownym gestem dłoni. „Krzyczcie ile chcecie, porozmawiamy po meczu” – można było wyczytać z zachowania Mourinho.

Czas mijał bardzo szybko. Podczas takich meczów nie zwraca się uwagi na zegar, a nagle słyszy się gwizdek arbitra, kończący połowę. Dopiero pod koniec spotkania rozpoczyna się nerwowe kontrolowanie czasu i zastanawianie się: „ile jeszcze? Czy zdążą strzelić”?

Mecz zakończył się wynikiem 1:1, więc okazuje się, że najbardziej zorientowani w tematach piłkarskich są jednak dziennikarze z Wielkiej Brytanii. Nils Coutis z The Sun przewidywał przecież właśnie taki scenariusz.

Obok mnie siedzieli kibice Realu Madryt z Wielkiej Brytanii. Jakie było ich zdziwienie, kiedy ostatni widzowie przybyli na stadion spóźnieni nawet do 15 minut. Przed końcowym gwizdkiem, oczywiście także zaczęli wychodzić. Norma. Anglicy jednak niech nie będą tacy zdziwieni. Na Old Trafford tak nie jest? No właśnie. Swoją drogą, niektórzy Hiszpanie tłumaczą, że Bernabéu to teatr. Ale czy ktoś z was wyszedł kiedyś z przedstawienia przed spuszczeniem kurtyny?

Po zakończeniu spotkania ruszyłem pieszo do hostelu. Madryt nocą prezentuje się kapitalnie, a wędrówka prosto ze stadionu na Plaza de Cibeles pozwala się wyciszyć i na spokojnie przeanalizować mecz. Wskaźniki temperatur pokazywały około 12 stopni. Idealna pora na nocny spacer. Podczas takiego spotkania czasami nie myśli się o wydarzeniach dookoła. Liczy się tylko murawa i to, co dzieje się na niej, tam na dole, między zawodnikami dwóch drużyn. To wielki zaszczyt, że mogłem być świadkiem tej wielkiej rywalizacji, w moim uznaniu, dwóch największych drużyn na świecie. Takich meczów nie zapomina się do końca życia. Takich emocji nie kupi się za żadne pieniądze.


Zorganizuj swój wyjazd na mecz Realu Madryt z serwisem Travelissimo.pl

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!