Menu
Cover / marca

Ostatni król Szkocji

Kawałek ekscentrycznej, ale i gorzkiej, historii z życia Fergusona

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Hiszpańscy sympatycy futbolu usłyszeli o nim dopiero wiosną 1983 roku. Rozgrywano wówczas w Göteborgu finał Pucharu Zdobywców Pucharów i Real Madryt, prowadzony przez Alfredo di Stéfano, mierzył się ze szkockim Aberdeen – niespecjalnie znanym w Europie klubem, z mniejszymi tradycjami od Rangersów, czy Celticu, ale korzystającym w tamtych latach z ich indolencji. Ichni trener był jeszcze mniej znany niż klub, który prowadził. Mimo że już wcześniej odnosił sukcesy na krajowym podwórku: w 1977 roku wprowadził do pierwszej ligi Saint Mirren, w 1980 zdobył z Aberdeen mistrzostwo kraju a w 1982 Puchar Szkocji, zaś w drodze do finału Pucharu Zdobywców Pucharów wyeliminował Bayern Monachium. Nazywał się Alexander Chapman Ferguson i liczył sobie czterdzieści jeden wiosen. Wtedy nie miał jeszcze tytułu szlacheckiego, publicznie nie było wiadomo, że jest sympatykiem dobrego wina, czy wyścigów konnych, ale za to krążyły już historie o jego temperamencie i wybuchach gniewu.

W Realu Madryt z kolei grali wtedy: Camacho, Gallego, Stielike, Juanito, czy Santillana. Mimo tego poprzedni sezon Królewscy skończyli w grupie pościgowej, ale nie przeszkadzało im to w byciu faworytami starcia z Aberdeen. Mecz rozgrywano w ulewnym deszczu, a rozstrzygnięcie przyszło dopiero w dogrywce, Szkoci wygrali 2:1. Ferguson wyszeptał wtedy: „W końcu dokonałem czegoś znaczącego w moim życiu. Teraz mogę powiedzieć, że ma ono sens”, po czym uprzejmie złożył pokłon Di Stéfano, który miał jeszcze zmierzyć się z demonami Madrytu, wychodzącym z mroku po każdej porażce.

To był najważniejszy krok w stronę rycerskiego pasowania. W kolejnym sezonie Szkot wygrał ligę, puchar i odebrał Order Imperium Brytyjskiego właśnie. Angielskie kluby zwróciły na niego uwagę, ale dopiero w 1986 roku przejął schedę w Manchesterze United po Atkinsonie.

Inspiracja
Lata płynęły, Ferguson zdobywał tytuł za tytułem, ale nie można powiedzieć, że zapomniał o tych, których nazywał swoimi nauczycielami. Jock Stein, który sprawował nad nim pieczę za młodu i Matt Busby, zmarły w 1994 roku legendarny trener United, wywarli na nim największe piętno.

– Najlepszą radą, której udzielił mi Busby, było zalecenie by nie czytać prasy. Nigdy nie mogłem się z nim porównywać. Poza tym, że tak jak on jestem Szkotem i dzieckiem z robotniczej rodziny, gdyż jego ojciec był górnikiem, podobnie jak ojcowie Shankly’ego i Paisley’ego, szkockich trenerów Liverpoolu… Ale sam jestem tylko jego spadkobiercą – wspomina obecny menedżer Manchesteru United.

Pod koniec swego życia Jock Stein prowadził reprezentację Szkocji, wyznaczając na swego asystenta Fergusona. Podczas meczu z Walią 10 września 1985 roku siedząc na ławce rezerwowych Ninan Park w Cardiff, dostał zawału serca i kilka minut później zmarł w szatni. Jego funkcję przejął Ferguson, ale Szkocja została pokonana w ostatecznej fazie eliminacji przez Australię.

– Nie uroniłem łzy podczas lotu do Glasgow. Dopiero jadąc do Aberdeen, zatrzymałem się w strefie wypoczynkowej i pękłem… Dla ludzi takich jak ja, Jock był symbolem wszystkich wyzwań i osiągnięć, do których aspirowaliśmy. Nigdy się nie zatrzymywał, gdy go chwalono. Zawsze był ze swoimi zawodnikami i budował świetny zespół. Ta wielkoduszność mówi wszystko na jego temat. Jeśli ktoś chce ulepszyć swój piłkarski trening, to Stein był w tym aspekcie uniwersum.

Metoda
Przez te dwadzieścia długich lat Ferguson nie został wielkim fanem taktycznej strony trenerki. Biorąc pod uwagę, że „ciągle łatwiej jest wygrać mecz niż posiadać piłkę”, raczej nie zostanie zapamiętany jako twórca rewolucyjnej metody na grę. „Musimy adaptować się do każdej generacji, czy zawodnika, bo wszyscy są inni. Tylko nigdy nie pozwól im myśleć, że kontrolują sytuację. Jeśli tak zrobisz, to będzie koniec”. Może dlatego, gdy przychodziło do dyskusji nad transferami było tak, że „takie rzeczy są tutaj bardzo proste. Zrobimy albo po mojemu, albo w ogóle”. Nigdy nie miał reputacji odkrywcy, innowatora, po prostu przystosowywał się do sytuacji, zmian w taktyce i metodach treningowych, czy do zawodników, których miał.

Jego Manchester zmieniał się przez te wszystkie lata, obchodząc się bez jakiegoś konkretnego planu. Bez zmian pozostała tylko sytuacja w szatni, Szkot nadal kojarzy się z siłą, budząc u swoich podopiecznych respekt. Ci którzy znają go dobrze, mówią, że gdy przychodził do United, do rozwiązywania problemów podchodził jak realista i pragmatyk. Ferguson nie należy też do trenerów, którzy nie korzystają z nowych technologii, ale wykorzystuje do tego asystentów, bo „Piłka nożna to gra, w której ważny jest moment, a koncentracja jest kluczem do sukcesu. Będąc na ławce zajmuję się tylko swoim zespołem. Jedyną rzeczą, która martwi mnie u rywali, jest to, czy ich trener robi zmiany jako pierwszy”.

Charakter
Szkot nie jest człowiekiem, który wzbudza obojętność. Kiedyś „byłem bardziej agresywny, wściekły. Miałem więcej energii. Teraz mam więcej samokontroli”. Mimo to jego kariera jest jedną ciągłą walką z rywalami, prasą, własnymi piłkarzami, czy kolegami po fachu… Tutaj prym wiodą Wenger i Benítez. Z uwagi na wszystkie wymienione wyżej cechy Szkot był bohaterem wielu przedziwnych sytuacji, by wspomnieć tylko o tym, jak trafił butem Beckhama, karząc go w ten sposób za pomyłkę boiskową, która zaowocowała stratą bramki przeciw Arsenalowi. Innym razem sam stał się obiektem złośliwości rzeczy martwej, kiedy to dostał w głowę kawałkiem pizzy rzuconym przez Cesca Fábregasa. Real Madryt również ma swoje miejsce wśród ekscentrycznych historii związanych z jego osobą – kiedyś bowiem politykę transferową Królewskich Ferguson porównał z osobą generała Franco.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!