REKLAMA
REKLAMA

Mourinho: Najszczęśliwszy byłem w Interze

"A gdy przychodzi do rzutów karnych, panikuję" - mówi Portugalczyk
REKLAMA
REKLAMA

Trener Realu Madryt udzielił wywiadu portugalskiej telewizji TVI. Wspomina czasy spędzone we Włoszech, opowiada anegdotę z Julio Césarem w roli głównej i przyznaje się do pewnej wielkiej... słabości

- Inter Mediolan to klub, w którym czułem się najlepiej. Nikt nigdzie nie dał mi tyle szczęścia. To jedna wielka rodzina z którą będę na zawsze. Płakałem nieraz, gdy opuszczałem Mediolan.

- Gdy zdecydowałem się objąć Real Madryt, odpowiedziałem na trzecią już propozycję ze stolicy Hiszpanii. Moi przyjaciele powiedzieli mi, że jeżeli nie będę mistrzem z Realem, zawsze będzie mi czegoś w życiu brakować. A na przykład Fabio Capello potrafił tu zatriumfować. Dlatego podjąłem zobowiązanie wobec siebie i Florentino Péreza. Lecz tęsknota za Interem zawsze jest obecna.

- Historia dotyczy sezonu 2008/09, gdy wygrałem pierwsze Scudetto. Następnego dnia mieliśmy mecz i chcieliśmy g wygrać. Dlatego zarządziłem nocleg w hotelu, aby zawodnicy mogli odpocząć. Lecz w drzwiach pokoju stanął bramkarz Julio César i nalegał na wyjście drużyny do tysięcy fanów zgromadzonych na Plaza de la Catedral w stolicy Lombardii. Zapytał "a jeżeli już nigdy niczego w życiu nie wygramy?". Gdy usłyszałem te słowa, przebiegły mnie ciarki, chociaż przesądny nie jestem. Kibice oszaleli z radości, gdy nas zobaczyli. A następnego dnia daliśmy z siebie wszystko i wygraliśmy mecz.

- Gdy przychodzi do rzutów karnych, wpadam w panikę. Porażki po serii "jedenastek" trwają wiecznie, w tym dwukrotnie w półfinale Ligi Mistrzów.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (29)

REKLAMA