Wiele kosztowało mnie zrozumienie tego sentymentalnego rozżalenia, którym Real Madryt był obdarowywany w Walencji przez transfer Mijatovicia. Nigdy nie uważałem tego za sprawiedliwe, ponieważ Czarnogórzec miał swoją cenę [którą określiła Valencia], a ludzie z Bernabéu zapłacili co do centa, o który proszono. Jednak zakładam, że to sprawiło, iż klarowne uwielbienie fanów z Mestalla i całej Wspólnoty dla Realu Madryt w latach 70. i 80. zniknęło. Potem mieliśmy przypadki Mendiety, Ayali, Villi... Jednak rozmawiając można łatwiej zrozumieć ludzi i od 2009 roku Florentino wykorzystując swoją przyjaźń z prezesem Manuelem Llorente starał się odwrócić tę gorzką sytuację, która nie prowadziła do niczego dobrego.
Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, niech popatrzy na zdrową atmosferę [ja nazywam to "hojnością", wielu madridistas mówi o "nieuzasadnionych prezentach"], którą okazywał Real przy operacjach dotyczących Parejo, Gago i Canalesa. Jeśli Real Madryt działałby według zasady "oko za oko, ząb za ząb", to żaden z nich nie broniłby barw Valencii. Jednak Królewscy nie są złośliwi, starają się rozwijać i żyć w pokoju. Dlatego oczekuję, że w tym sezonie Mestalla nagrodzi moich graczy oklaskami...
Tekst został napisany przez Tomása Roncero. To dziennikarz pracujący dla Asa, który znany jest ze swoich mocno skrajnych poglądów na temat Realu Madryt. Niewielu jest aż takich "miłośników" Królewskich, przynajmniej w mediach.
Real i Valencia żyją w pokoju
Tekst Roncero
REKLAMA
Komentarze (26)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się