Menu
dziobo / RealMadryt.pl

Dudek dla RealMadryt.pl: Jeśli Mourinho wygra ligę, wszyscy krytykanci powinni zamilknąć

"Szpaler na Camp Nou byłby świetną rekompensatą za trzy ostatnie lata"

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Chyba jest pan podwójnie zadowolony po niedzielnym spotkaniu, bo oprócz zwycięstwa Realu niezłe zawody zaliczył pański przyjaciel Kaká.
To bardzo świadczy o tym, że Mourinho bardzo w niego wierzy. Kaká miał trochę pecha, przychodząc do Realu, długo też wracał do formy po kontuzji. Teraz rozegrał kilka meczów z rzędu i widać, że z meczu na mecz coraz bardziej się rozkręca. Poza tym w niedzielę grało kilku chłopaków, którzy wcześniej nie zawsze mieli miejsce w składzie, i to świadczy o tym, że ta filozofia Mourinho jest powoli wdrażana, co przynosi efekty. Niezależnie, czy gra Arbeloa, Marcelo czy Coentrão, to każdy z nich zapewnia odpowiedni poziom gry. W końcówce sezonu powinno to przynieść efekt w postaci tego, że wszyscy zawodnicy będą mieli jeszcze w miarę dużo sił, by walczyć o te najwyższe trofea. Ta końcówka sezonu będzie bardzo ważna dla Realu. Liga hiszpańska praktycznie jest wygrana, została jeszcze Liga Mistrzów, która jest bardzo ciężka, bo wiele zależy od losowania i dyspozycji dnia. Dlatego odpowiednie oszczędzanie sił zawodników na pewno przyniesie pozytywny efekt.

Powiedział pan, że liga jest już wygrana...
Patrząc na to, jak Real gra na wyjazdach, ciężko stwierdzić, że pesymistyczny scenariusz jest możliwy. Nikt nie wygrał jeszcze ligi ani w lutym, ani w marcu, ale na pewno Real zrobił wielki krok ku temu, by tę ligę wygrać. W tym roku sezon kończy się już w pierwszej połowie maja, więc jeszcze kilka meczów i wszystko będzie wiadomo. Powoli zaczyna się taka schizofrenia, by zapewnić sobie mistrzostwo jeszcze przed meczem w Barcelonie. 15 punktów to niby nie jest dużo. Barcelona gra w lidze bardzo w kratkę, praktycznie męczy się ze swoimi przeciwnikami, więc kto wie – może po tych trzech latach świetną rekompensatą dla kibiców Realu byłby szpaler na Camp Nou.

Abstrahując jednak od tego, czy Real pojedzie do Barcelony już jako mistrz Hiszpanii, uważa pan, że tytuł mistrzowski smakowałoby w pełni bez zwycięstwa z Barceloną?
Myślę, że przede wszystkim bardzo ważny jest końcowy efekt. Ważne jest to, czy sezon kończy się z trofeum w ręku, czy nie. Pojedyncze mecze z Barceloną dla prestiżu są bardzo ważne, ale nie są ważne w kontekście tego, czy ktoś będzie mistrzem, czy nie. Nikt nie dostaje trofeum za to, że wygra w lidze z Barceloną. Zawodnicy Realu na pewno będą chcieli za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość nad Barceloną na Camp Nou, ale myślę, że priorytetem będzie to, żeby ligę wygrać jak najszybciej, by móc się skupić na Lidze Mistrzów.

A czy Real jest już gotowy, by ograć Barcelonę? Rewanż w Pucharze Króla wniósł wiele optymizmu w szeregi Królewskich, ale podobnie mówiło się po spotkaniach w Superpucharze Hiszpanii.
Jeżeli Real będzie koncentrował się na poczynaniach swojego zespołu, na wykonywaniu swoich zadań, jak koncentruje się na innych przeciwnikach, to ma wielkie szanse. Ale jeśli będzie przykładał dużą wagę do emocji nie do końca typowo związanych z meczem na boisku, to te spotkania będą wyglądały jak do tej pory. A więc Barcelona będzie starała się w jakiś sposób wyprowadzić Real z równowagi w przypadku utrzymywania się niekorzystnego rezultatu. Zawodnicy Realu są bardzo pobudzeni, bo Mourinho potrafi bardzo zmotywować, a czasami przemotywować swoich podopiecznych, więc gracze Barcelony mogą starać się wykorzystać te niezwiązane z meczem sytuacje. Już wcześniej mówiłem, że jeśli Real nie da się sprowokować, to na pewno ma wielkie szanse na to, żeby w tym sezonie wygrać nawet na stadionie Barcelony, która potrafi bardzo dobrze koncentrować się w tych najważniejszych meczach. Brakuje jej już motywacji w meczach ze słabszymi klubami w La Lidze, ale w spotkaniach z Realem czy w Lidze Mistrzów potrafi wznieść się na wyżyny i zagrać na 100% swoich możliwości fizycznych i psychicznych.

Czy w Lidze Mistrzów jest jakaś drużyna, która może zagrozić Realowi i Barcelonie?
Wiele będzie zależeć od losowania. Eksperci straszą, że Milan gra tak, jak za tych najlepszych czasów (wywiad został przeprowadzony przed wczorajszym rewanżem z Arsenalem – przyp. red.). To może lekka przesada, ale to jest bardzo doświadczona drużyna. Tak jak już wspominałem, wiele będzie zależeć od dyspozycji dnia, a także od losowania. Pamiętam, jak w Liverpoolu dwukrotnie awansowaliśmy do półfinału i wtedy wszystko było uwarunkowane tym, jaka była dyspozycja dnia. Myślę, że przy małej pomocy szczęścia w losowaniu Real może wygrać Ligę Mistrzów w tym roku.

W ostatnim roku Real trzykrotnie rozgrywał dwumecze z Barceloną i za każdym razem rewanż był rozgrywany na Camp Nou. Czy i tym razem układ spotkań będzie miał duże znaczenie, jeśli Real trafi na Barcelonę w ćwierćfinale lub półfinale?
Pierwszy mecz na wyjeździe to duże udogodnienie, bo w rewanżu gra się u siebie, ma się wsparcie swoich kibiców, robi się odpowiednią otoczkę do tego meczu, wszyscy są zmobilizowani – od portiera na bramie po zawodników. A gdy rewanż gra się na wyjeździe, to nigdy nie wiadomo, jak to będzie. Pamiętamy te mecze, to były małe różnice pomiędzy oboma zespołami. W poprzednim sezonie jeden mały detal – czerwona kartka Pepego, niesłuszna zresztą – okazał się kluczowy dla losów tego dwumeczu. W rewanżu ćwierćfinału Copa del Rey było widać, że Real jest coraz bliżej konkurowania jak równy z równym z Barceloną. Być może w kolejnej konfrontacji Mourinho przygotuje swój zespół już pod każdym kątem do walki z Barceloną, zwłaszcza psychologicznym – żeby wszyscy koncentrowali się bardziej na wykonywaniu zadań na boisku niż na reagowaniu na poczynania przeciwnika. W piłce jest tak, że ten, który prowokuje, nigdy nie ginie, a ten, który da się sprowokować, od razu dostaje czerwoną kartkę. I to jest ta różnica między wielkimi klubami.

Dziwi pana, że w Barcelonie znowu mówi się o tym, że sędziowie pomagają Realowi?
Mówiłem już o tym wielokrotnie, że dopóki Barcelona będzie grała świetnie, to znaczy, że sędziowie bardzo dobrze się spisują i wszystko jest przychylne, a jeżeli będzie wygrywał Madryt, to Barcelona będzie narzekała, że sędziowie nie traktują ich tak jak wcześniej. Pamiętajmy też, że media madryckie i katalońskie ze sobą konkurują, więc jeśli chodzi o tę kwestię, to zawsze będzie odgrywana ta sama melodia. Każdy mały szczegół będzie wykorzystywany do tego, żeby udowodnić swoje racje. Taka praktyka jest stosowana już od lat, nie inaczej jest i w tym sezonie.

Skoro mówimy już o roli mediów, to nie mogę nie zapytać o rzekomy konflikt w szatni, o którym w drugiej połowie stycznia rozpisywała się Marca. Rzeczywiście Ramos mógł postawić się Mourinho?
Ja wiem, że do niczego takiego nie doszło. Tylko tyle mogę powiedzieć. Wielokrotnie dochodzi do takich sytuacji, że to, że zawodnik chce się usprawiedliwić, może zostać źle odczytane. Myślę, że ten konflikt Sergio Ramosa z Mourinho był wymyślony, bo napisała o tym tylko jednak gazeta, a przecież z takich historii zawsze są powstają jakieś sagi, które ciągną się przez miesiąc. Tutaj nic takiego nie było. Znam Sergio i raczej nie pozwoliłby sobie, żeby w taki sposób zwrócić się do trenera. Wiem też, jakie panują między nimi relacje, więc nie podejrzewam, żeby doszło do jakiejś kłótni. Oczywiście Mourinho jako trener może się zapytać, dlaczego zostało zmienione krycie, ale on daje dużą swobodę na boisku, więc zmiana krycia jest jak najbardziej dopuszczalna i akceptowalna. Dlatego nie sądzę, żeby tu był jakiś problem.

Spotkałem się z opinią, że ta wielka krytyka, która spadła na Mourinho w ostatnim czasie, odbyła się za przyzwoleniem kogoś z klubu.
Teraz pojawia się pytanie, kto w klubie jest ważniejszy od Mourinho, skoro już nie ma Valdano.

Florentino Pérez.
No właśnie, a nie sądzę, żeby prezes dopuścił się do takich rzeczy, bo rozmawiałem z nim wielokrotnie i wiem, że jest to bardzo oddany temu klubowi człowiek. Dlatego nie sądzę, żeby w ten sposób to zadziałało. Pamiętajmy o tym, że Mourinho bierze na swoje barki bardzo dużą odpowiedzialność za to, co dzieje się na boisku, prosi wręcz, by media go krytykowały, w zamian za krytykę w stosunku do zawodników. I tak się dzieje. Ale media w Hiszpanii już się trochę przyzwyczaiły do Mourinho i dlatego zastanawiają się, jak mogą go jeszcze sprowokować, żeby powiedział jeszcze więcej niż dotychczas. Myślę, że media specjalnie obmyśliły taką taktykę, znając jego temperament i to, że broni zespołu jak lew. Poza tym Mourinho szanuje wszystkich dookoła i na brak szacunku ze strony innych nie może sobie pozwolić. To jest normalne. On osiągnął tyle sukcesów w życiu i udowadniał za każdym razem, że zna się na tym, co robi. W tym sezonie prawdopodobnie wygra La Ligę i jeżeli mu się to uda, to wszyscy powinni zamilknąć z krytyką w stosunku do jego osoby. Mourinho to genialna osoba, doskonale broni się swoimi dokonaniami. W poprzednim sezonie zrobiliśmy wielki postęp, a obecnie wykonaliśmy kolejny krok do przodu. Boję się tylko, że jak zdobędzie mistrzostwo i dalej będzie prowokowany przez hiszpańskie media, to może się spakować i iść gdzie indziej.

Według pana jest to realny scenariusz? W Interze już raz tak zrobił...
Dzisiaj w Interze wszyscy za nim płaczą, włoskie media podobnie, a nikt już nie mówi o tym, jak był prowokowany. Mourinho po tym, jak odniósł największe sukcesy, po prostu uznał, że jest już tam niepotrzebny. Wiedział, że będą po nim płakać w Interze, i to się dzisiaj dzieje. Dlatego nie chciałbym, żeby tak było w Madrycie. Wszyscy mówią, że potrzeba jedności, wsparcia każdego kibica, a także mediów stołecznych. Obawiam się jednak, że jeśli dalej będzie taka relacja między mediami a Mourinho, to on odejdzie. On robi swoje, to jest człowiek, który nie czyta na co dzień prasy, nie śledzi, co się o nim pisze, ale docierają do niego negatywne opinie, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. To jest bolesne. Projekt „Mourinho i Real Madryt” jest długoterminowy, ale już teraz widać siłę ofensywną, przeciwnicy są miażdżeni. Brakuje jeszcze jednego małego kroku, by być tak silnym jak Barcelona za najlepszych czasów. Jednak różnie może się to potoczyć.

Mourinho dał ostatnio mediom kolejną pożywkę, wybierając się do Londynu. Istnieje możliwość, że to zachowanie mogło być pod publiczkę?
To zdarzenie jest dla mediów fajne pod tym względem, że dzięki temu mają co robić. A gdyby Mourinho nie wybrał się do Londynu, to media nie miałyby ciekawej historii do przedstawienia. Ale przecież wszyscy piłkarze wyjeżdżają, jeśli mają czas – na zakupy do Mediolanu lub Londynu, czasami do Paryża, żeby się pokazać. A Mourinho może po prostu pojechał do byłego prezesa na kawkę albo do Lamparda, żeby porozmawiać o konflikcie z jego byłym asystentem. To jest świat futbolu, wszyscy się znają, każdy każdego może zapraszać na spotkanie. Nie sądzę, żeby Mourinho pojechał do Londynu, żeby załatwić sobie pracę w Chelsea, bo drugi raz do tej samej rzeki raczej nie wejdzie. Nie wiem, co musiałoby go skłonić do takiej decyzji.

Może chęć wygrania Ligi Mistrzów z Chelsea, czego nie udało mu się osiągnąć, gdy poprzednio pracował na Stamford Bridge?
Możliwe, ale moglibyśmy tak gdybać i gdybać. Zresztą nie wiem, czy na chwilę obecną Chelsea ma skład, by móc walczyć o zwycięstwo w tych rozgrywkach. Ten klub ma zresztą wiele problemów.

Tak więc jaki jest, według pana, możliwy scenariusz po tym sezonie?
Jeżeli wygra Ligę Mistrzów, to kibice nie pozwolą mu odejść i nie pozwolą Pérezowi, by dał Mourinho odejść. A jeżeli wygra tylko La Ligę i dalej będzie prowadzona taka nagonka, to rzeczywiście może się zdenerwować i poszukać sobie pracy gdzie indziej. A to byłoby wielką szkodą dla Realu, bo ten już zarysowujący się projekt może umrzeć śmiercią naturalną. Ten klub przez wiele lat potrzebował remontu od wewnątrz, i to po przyjściu Mourinho zaczęło się dziać. W Madrycie przez kilka lat był i dyrektor sportowy, i dyrektor generalny, i zawodnicy, którzy byli większymi gwiazdami niż trener i dyrektor sportowy razem wzięci. Teraz ta hierarchia w Realu jest powoli zauważalna i to przynosi efekty.

Czyli znaczącym krokiem naprzód było zwolnienie Jorge Valdano?
Po prostu każdy musi wiedzieć, za co odpowiada, i nie można przekraczać pewnych barier. Nie może być tak, że pan, który pierze sprzęt, ma więcej do powiedzenia niż asystent trenera czy doktor. Każdy w klubie musi wiedzieć, za co odpowiada. Każdy musi przede wszystkim ciągnąć wózek w tę samą stronę. Wiadomo, że jak wygrywamy, to wygrywamy wszyscy, ale jak przegrywamy, to też musi być tak, że przegrywamy wszyscy. Nie może być tak, że przegrywa trener, przegrywają zawodnicy, a ja, skoro wyprałem świetnie sprzęt, pięknie otworzyłem bramę i wpuściłem ludzi lub zapłaciłem piłkarzom na czas, to nie jestem winny porażki. Wszyscy muszą czuć tę samą odpowiedzialność, tak trzeba budować klub. Mourinho ma wielkie doświadczenie, bo pracował już w wielu klubach, więc wie, jak ta piłka od środka wygląda. Dlatego byłoby wielką szkodą dla Realu Madryt, gdyby ta polityka, która jest prowadzona, została zaprzestana.

Na czym mógłby się skupić Mourinho w swoim kolejnym sezonie pracy w Madrycie. Jak dla mnie, jest to już projekt prawie skończony.
Moim zdaniem jeszcze tak nie jest. Projekt skończony będzie wtedy, gdy będziesz widział, że wszyscy, także trenerzy, będą się tak samo cieszyć ze strzelenia gola. Na początku było tak, że najpierw cieszył się Cristiano razem z tym piłkarzem, który mu podawał, podbiegało jeszcze kilku innych zawodników, a reszta uznawała, że strzelenie bramki to coś normalnego, że nic wielkiego się nie stało, że to jest normalne. Dzisiaj powoli cała drużyna podbiega do strzelca, czasami nawet też Iker. To jest kolejny etap kreowania tego ducha zespołu, to tam wygrywa się największe mecze. Oni są świetnymi piłkarzami, taktykami, a teraz trzeba to wszystko zebrać do kupy i kreować następny etap – stworzyć drużynę, w której każdy jest odpowiedzialny za drugiego kolegę z zespołu i mu pomaga.
Real Madryt to jest zupełnie inny klub niż dziesiątki pozostałych największych klubów na świecie. Tam się bardzo dużo dzieje – media, stolica, turyści, najwięksi zawodnicy, prywatne samoloty, sesje zdjęciowe, marketing i przede wszystkim aspekt sportowy. Ciężko to wszystko kontrolować, ale powoli się to udaje. Jeżeli zostanie to doprowadzone do perfekcji, to Real Madryt ma przed sobą naprawdę ciekawą przyszłość. Ale tylko z Mourinho, bo nie ma takiego nikogo innego na świecie, jak on.

Kto ewentualnie mógłby wzmocnić Real?
Zobaczymy, jak zniosą presję ci, co mało grają. To jest najważniejsze, bo zespół osiąga sukces, gdy ci z ławki znają swoje zadania, są w stanie się poświęcić, by w co trzecim meczu wejść od pierwszej minuty i grać z tak samą koncentracją, jak by grali cały czas w pierwszej jedenastce. Gdy to się wykreuje, to OK, tych wzmocnień nie będzie trzeba wiele. Ale to są wielkie gwiazdy, to są czasami bardzo egoistycznie nastawieni ludzie i pewnie taka rola Higuaína może nie interesować, podobnie Lassa Diarrę, a może nawet Marcelo, mimo że bardzo mu się podoba w Madrycie. I tak po kolei. Taki zespół jak Real rozgrywa 55-60 meczów w sezonie, a zawodnik potrafi zagrać na najwyższym poziomie jakąś połowę. I tu jest rola trenera, by tak kierować zespołem, by każdy był zmotywowany, a nie patrzał ku zakończeniu sezonu, by móc zmienić zespół. Nie ma też na rynku takich zawodników, którzy od razu po transferze zrobiliby różnicę. Nie ma kolejnego Ronaldo...

A van Persie?
On mentalnością bardziej pasuje do stylu barcelońsko-holenderskiego niż do stylu Realu Madryt. Chociaż jest z Rotterdamu, więc ma inną mentalność niż amsterdamczyk. Ale co on jest w stanie dać temu zespołowi? Czy jest w stanie dać tyle, co Fabregas Barcelonie? W jego przypadku było wiadomo, że jest miejscowy, nie będzie potrzebował aklimatyzacji. A w przypadku van Persiego nie wiadomo, jak by się to potoczyło. On w Arsenalu ma inną rolę.

Oczywiście, tam jest liderem.
No właśnie, a w Madrycie tych liderów jest już kilku, więc nie wiem, czy byłby w stanie zaakceptować trochę mniejszą rolę w zespole. W Rotterdamie miał bardzo ciężki charakter, bo gdy ktoś inny był liderem, to on tego absolutnie nie akceptował, mimo tego, że był jeszcze nastolatkiem.

Pewnie go pan pamięta z czasów gry w Feyenoordzie.
On był wtedy zawodnikiem najstarszej grupy juniorów i raz na jakiś czas przychodził na treningi seniorów. Ale na dobre wszedł do pierwszej drużyny, gdy ja już odszedłem do Liverpoolu. Z tego, co wiem, miał mnóstwo problemów wychowawczych. Jednak tutaj jest bardzo ważna rola trenera, który powinien przekonać takiego zawodnika, że są inne wartości niż tylko egoistyczne podejście do gry.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!