REKLAMA
REKLAMA

Przed meczem z Málagą

Rozpędza się Puchar Króla
REKLAMA
REKLAMA

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują nam wyraźnego faworyta dwumeczu 1/8 finału Pucharu Króla. Chyba tylko najwięksi optymiści wierzą, że Málaga jest w stanie sprostać Realowi Madryt. Zespołowi, który w ostatnich trzech miesiącach zwolnił tylko na moment, w starciu z Barceloną. Podczas tej fantastycznej passy podopieczni José Mourinho pokonali już zespół z Andaluzji. Na La Rosaleda mieliśmy popis Cristiano Ronaldo i Gonzalo Higuaína, którzy strzelili rywalowi łącznie, bagatela, 18 bramek (w historii występów). Chyba nie tak źle, co? Jeśli wierzyć statystykom, to zawsze kiedy któryś z tych panów trafiał do siatki w meczach z Málagą, Real Madryt zwyciężał, a w przypadku Ronaldo to zawsze dwoma bramkami.

Swoją drogą, pamiętacie ten mecz i recital w wykonaniu Pipity?



Dawno nie było w Madrycie trenera, który tak śmiertelnie poważnie brał pod uwagę wszystkie rozgrywki. Także Puchar Króla, turniej przez wielu uważany za rozgrywki drugiej klasy. Nic dziwnego, że Królewscy do momentu przybycia Mourinho nie wygrali tego trofeum od 1993 roku. Fatalna passa została przełamana dopiero w zeszłym roku. Podopieczni portugalskiego szkoleniowca zamierzają obronić tytuł i w żaden sposób nie odpuszczą wtorkowego meczu. Nie zdziwi więc nikogo, jeśli do boju zostaną wystawieni Iker Casillas, Cristiano Ronaldo, Xabi Alonso.

- Nie będziemy szukać wyniku 0:0 - powiedział na konferencji prasowej Manuel Pellegrini. Były trener Realu Madryt jednak nie miałby nic przeciwko, gdyby takim rezultatem zakończyło się spotkanie na Estadio Santiago Bernabéu.

O tym, że miliony w piłce nie grają roli, wiemy już od dawna. Nie inaczej jest w przypadku Abdullaha bin Nassera Al Thaniego (chyba dobrze napisałem to nazwisko?). Katarski właściciel zamierza stworzyć wielki zespół, mający nawiązać kontakt z Barceloną i Realem. Póki co wyników nie widać, a siódme miejsce w lidze chyba nikogo nie zadowala. Nie pomogli Joaquin, Santi Cazorla, Jeremy Toulalan czy Ruud Van Nistelrooy. Swoją drogą, ten ostatni raczej nie wystąpi w spotkaniu z Los Blancos.

Cel jest prosty - wysokie zwycięstwo i spora zaliczka przed wyjazdem do Andaluzji. Jednak dopóki piłka w grze... wiadomo. Przed nami 180 minut rywalizacji, miejmy nadzieję, na najwyższym poziomie. Kto awansuje dalej? Przekonamy się 10 stycznia...

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (252)

REKLAMA