REKLAMA
REKLAMA

Iker znaczy lider

Portero Realu Madryt zbiera pochwały po meczu na Camp Nou
REKLAMA
REKLAMA

Nie trener, lecz piłkarze mieli decydujący głos podczas ostatniej batalii Realu z Barceloną. Numerem jeden był wśród nich Iker Casillas. Trener, zawieszony przez UEFA, przebywał pięćset metrów od stadionu. Ciężar przywództwa spoczywał więc na barkach doświadczonych piłkarzy bardziej niż kiedykolwiek. Iker znów stanął na wysokości zadania. W strugach deszczu bronił honoru królewskiego herbu tak, jak czyni to zawsze podczas wielkich meczów, wielkich piłkarskich wydarzeń. W sytuacji potwornej presji zachowuje spokój ducha. Święty spokój Ikera i refleks o szybkości impulsu elektrycznego.

Po pierwszej połowie Barcelona miała cztery oddane strzały, Real żadnego. Wynik nie drgnął. Nie z powodu zagrywek taktycznych wprowadzanych z ławki rezerwowych. Wynik nie drgnął, ponieważ Iker Casillas czterokrotnie uciszał i konfundował Camp Nou, frustrował atakujących Barçy, zwłaszcza Messiego.

Najpierw obrona uderzenia głową Busquetsa po rzucie rożnym. Następnie zatrzymanie strzału Messiego - parada i wybicie pełne elegancji. Trzecia interwencja to wyciągnięty jak struna Iker blokujący strzał Villi w długi słupek po podaniu Messiego.

Skala trudności interwencji wzrastała stopniowo. Najtrudniejsza była ta czwarta. Bardzo aktywny Messi przechwytuje piłkę, schodzi do środka, nie może użyć lewej nogi, uderza więc potężnie z prawej. Prawdziwy pocisk frunie w kierunku bramki Los Merengues. Casillas musiał wspiąć się na wyżyny umiejętności, aby obronić to uderzenie. To przede wszystkim dzięki Casillasowi szanse na Wembley istniały jeszcze w przerwie meczu.

Koledzy z zespołu wspierali go z całą siłą i charakterem, które zaniepokoiły zgromadzonych na trybunach kibiców. Może za wyjątkiem Kaki, wyzutego z energii już po piętnastu minutach spotkania. Pozostali nie zawiedli z w najtrudniejszym z możliwych sprawdzianów.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (41)

REKLAMA