Menu
Rauer / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Walencji: Szczęśliwe zakończenie

Relacja z miejsca finału Copa del Rey

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Walencja okazała się bardzo szczęśliwym miastem dla drużyny José Mourinho – to właśnie tutaj po kilkunastu latach posuchy Królewscy mogli wznieść wreszcie tak długo wyczekiwany Puchar Króla. Skupmy się jednak na kwestiach innych niż te czysto sportowe, bowiem samo spotkanie oglądało zapewne wielu z Was. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że miasto było bardzo dobrze przygotowane na przyjęcie ponad czterdziestu tysięcy kibiców obu zespołów. Po obu stronach stadionu Mestalla utworzono dwa obozy – na południu zgrupowani byli goście ze stolicy Hiszpanii, natomiast na północy przybysze z Katalonii. Obozy te składały się z wielkich namiotów w barwach poszczególnych zespołów, barów z piwem i innymi napojami, a także dodatkowymi atrakcjami. Niełatwo jest mi to napisać, ale obiektywnie dużo lepiej wyglądał obóz Barcelony.

Po stronie Realu Madryt znaleźć można było tylko wielki biały namiot (KLIK), w którym puszczano głośne przyśpiewki, a zgromadzeni kibice pili piwo i skakali w rytm muzyki. Poza tym zbudowano jeszcze kopię Cibeles, przy której można sobie było robić zdjęcia. I tyle... Żadnych dodatkowych atrakcji, żadnych krzeseł czy stołów. Ponadto po ziemi turlały się puste kubki po piwie i ogólnie było dosyć brudno. Natomiast w obozie Barcelony (KLIK) było zupełnie inaczej. Pod jednym z granatowo-bordowych namiotów zorganizowany był wielki bar, a obok niego sala z telebimem i z miejscami do jedzenia lub picia. Pod drugim namiotem miał miejsce koncert jednego z przyjezdnych zespołów. Ponadto zorganizowano specjalne miejsca, gdzie kibice mogli sobie za darmo pomalować twarze w barwy klubu, na środku stał wielki wagon z markowymi koszulkami, flagami i szalikami Barcelony, a nad całym obozem unosił się wielki granatowo-bordowy balon. Poza tym na ziemi nie było żadnych śmieci, co tylko jeszcze bardziej poprawiało ogólny obraz obozu.

Obóz Realu Madryt miał tę przewagę, że znajdował się dużo bliżej obu hoteli, w których zameldowani byli piłkarze i Królewskich, i Barcelony. Jak już wcześniej pisałem, o dziwo Pep Gaurdiola nie zdecydował się na zmianę miejsca zameldowania i jego drużyna musiała pogodzić się z bliską obecnością fanów największego rywala. Hotel Palau de la Mar (tutaj z dalszego planu), w którym zameldowani byli piłkarze Realu Madryt, i hotel Westin, w którym z kolei zakwaterowali się Katalończycy, znajdują się na południowy-zachód od Mestalli, dosłownie po obu stronach obozu kibiców Blancos. Autokar z ekspedycją ze stolicy Hiszpanii pod hotel podjechał we wtorek po godzinie 20:00. Na miejscu stawiłem się w ostatniej chwili, dlatego nie miałem szans na znalezienie sobie lepszych miejsc, gdyż już od kilku godzin pod hotelem na swoich idoli czekało około stu kibiców. Nie straciłem jednak zbyt wiele, gdyż po raz kolejny piłkarze nie rozdawali żadnych autografów, ani nie pozowali do zdjęć. Machnięcie ręką czy uśmiech podczas szybkiego marszu do hotelu to jedyne, na co można było liczyć.

Jeśli chodzi o naszego rywala, Guardiola i jego podopieczni w hotelu Westin zameldowali się w środę po godzinie 13:00. Tutaj widok miałem już dużo lepszy, gdyż będąc odpowiednio wcześniej, mogłem sobie zająć miejsce tuż przy barierce. Niestety wraz ze zbliżaniem się przyjazdu piłkarzy policjanci i strażnicy coraz bardziej oddalali graniczne barierki, aby ktoś przypadkiem nie przeszkodził gościom z Katalonii podczas przemarszu do hotelu. Z niebieskiego autokaru Barcelony jako pierwszy wyszedł Pep Guardiola, a cały orszak zamykali Dani Alves i Gerard Piqué. Podobnie jak w przypadku Realu Madryt, piłkarze Blaugrany (KLIK) również nie zatrzymywali się, aby rozdawać autografy czy pozować do zdjęć. Jak widać Gran Derbi to starcie takiej rangi, że trenerzy nie życzą sobie niczego, co mogłoby chociaż w najmniejszym stopniu wpłynąć na rozluźnienie czy dekoncentrację piłkarzy.

Oczywiście oprócz obozów i hoteli obowiązkowym przystankiem była także Mestalla. Stadion Valencii robi wrażenie, jeśli chodzi o wymiary, wysokość i stromość trybun, ale z zewnątrz prezentuje się dużo gorzej niż chociażby Santiago Bernabéu. Odrapane mury, stare bramki do kas i przygnębiająca szaro-brązowa fasada stadionu – tak w skrócie wygląda z zewnątrz Mestalla, która umiejscowiona jest w środku miasta dosłownie między budynkami mieszkalnymi. Przez całą środę pod stadionem, na którym rozegrany został finał Copa del Rey, gromadziło się wielu kibiców – okoliczne bary wypełnione były do ostatniego miejsca. Wraz z mijaniem kolejnych godzin tłum był coraz gęstszy, niestety ja musiałem tę scenerię opuścić, gdyż po prostu nie miałem biletu na mecz. Wystarczy wspomnieć, że najtańsza propozycja sprzedaży wejściówki, z jaką się spotkałem, wynosiła czterysta euro. Ale podobno ceny dobijały nawet do tysiąca.

Chodząc po ulicach Walencji można było odnieść wrażenie, że więcej jest jednak kibiców Barcelony. Granatowo-bordowe barwy rzucały się w oczy nawet w dzielnicach znacznie oddalonych i od stadionu, i od obozu kibiców. Ja mecz obejrzałem w jednym z barów w okolicy akademiku, w którym byłem zameldowany. Spotkanie miałem przyjemność oglądać głównie w towarzystwie kibiców Barcelony, dlatego musiałem się nastawić na to, że w przypadku niekorzystnego wyniku będzie nieciekawie. ;) Na szczęście mecz ułożył się tak, a nie inaczej, a bar zaczął pustoszeć po bramce Cristiano „nie strzelam w finałach, ani w meczach z Barceloną” Ronaldo. Po ostatnim gwizdku sędziego natomiast przed telewizorami zostali już tylko kibice Realu Madryt, którzy w stanie prawdziwej euforii oglądali, jak Iker Casillas podnosi ten przeklęty do wczoraj puchar.

Po zakończeniu przygody z Walencją pora na powrót do Madrytu, w którym zostanę jeszcze do soboty, a następnie wracam do Polski. Żałuję tylko, że nie mogłem być w stolicy Hiszpanii podczas świętowania na Cibeles, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!