Wszystko to, na co koszykarze Realu Madryt zapracowali w meczu numer jeden, stracili podczas czwartkowego wieczoru. Do zwycięstwa swojej drużyny i jednocześnie remisu w ćwierćfinałowej serii gości poprowadził Omar Cook, mający stuprocentową skuteczność zza obwodu (5/5). Real Madryt nie wykorzystał przewagi własnego parkietu (75:81), a rywalizacja przenosi się do Walencji.
Klub przyjezdny przez te kilka dni zdołał zadomowić się Caja Mágica. Szczególnie wyraźne było to w ofensywie, gdzie z łatwością znajdywali czyste pozycje, prezentowali się dość pewnie. Przy równie dobrze grających gospodarzach, starczało to tylko na wynik bliski remisowi (13:10).
Przewinienie za przewinienie, punkt za punkt. Pojedynek był bardzo wyrównany. Dopiero w połowie drugiej kwarty Real Madryt odskoczył od rywala, zaliczając bardzo udaną serię. Po trójce Novicy Veličkovicia, przywróconego już na stałe do rotacji, przewaga wynosiła dziewięć punktów (31:22). Goście zareagowali błyskawicznie, między innymi dwoma celnymi rzutami z dystansu Omara Cooka, nie pozwalając miejscowym na dominację (33:30), po chwili remisując (35:35). Sporą część ich zdobyczy stanowiły punkty po błędach przeciwników.
Madryt był wściekły, tym bardziej, że do końca pierwszej połowy pozostało nieco ponad sześćdziesiąt sekund. O „rzut do szatni” postarał się Sergi Vidal, notując trzy punkty kilkanaście sekund przed syreną (38:35).
Kiedy po krótkim odpoczynku do kosza Valencii wpadło kilka trafień, Real Madryt w zupełności odpuścił krycie na obwodzie, pozostawiając za linią 6,75 metra wolną przestrzeń, co z kolei poskutkowało kilkoma trójkami i prowadzeniem rywali.
Zyskali na tym kibice, oglądający emocjonujące zawody. Akcje wykańczane były w coraz to efektowniejszy sposób, tempo było coraz szybsze, wydarzenia zaskakujące. Koszykarze Power Electronics Valencia raz objętego prowadzenia oddać już nie chcieli (54:59).
Ostatnie dziesięć minut było małą „chwilą prawdy”. Nie tylko dla zawodników, ale i kibiców. Obie grupy na początku tej finałowej kwarty spisali się na piątkę. Niesiony dopingiem kibiców, Real Madryt odrobił straty (59:59), wyszedł na prowadzenie (64:62) i nie dawał rywalowi okazji na choćby chwilę wytchnienia. Spotkanie stało się niezwykle wyrównane i emocjonujące.
Sytuacja zmieniała się z minuty na minutę, a za wynikiem ciężko było nadążyć. Na 56,6 sekundy przed końcem Real Madryt tracił cztery punkty (74:78), znów po trójce Cooka. Niecałe pół minuty później do odrobienia było o punkt więcej. Koszykarze już nie walczyli, zrezygnowali. Tym samym, sprawa awansu nieco nam się skomplikowała.
75 – Real Madryt (19+19+16+21): Prigioni (6), Llull (18), Suárez (5), Reyes (8), Tomić (6) – Fischer (6), Veličković (7), Mirotić (7), Vidal (3), Tucker (9).
81 – Power Electronics Valencia (17+18+24+22): Cook (20), Martínez (12), Richardson (17), Lishchuk (5), Javtokas (4) – Savanović (12), Navarro (-), Pietrus (2), De Colo (9).
Za dużo Cooka, za mało obrony
Koszykarze Realu Madryt przegrywają z Valencią, 75:81
REKLAMA
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się