José Mourinho chyba ostro pracuje pilnikiem, ostrząc „pazur” swojej drużyny, bo ten drapie coraz mocniej i coraz bardziej efektownie. W meczu z Atlético – abstrahując już od tego, które bramki nie powinny zostać uznane – po raz kolejny odwrócili losy meczu na swoją korzyść, a przy tym zaprezentowali niebagatelny potencjał ofensywny. Zaprezentowanie się tak samo w Almeríi powinno dać nam gwarancję zwycięstwa.
O ile bowiem zazwyczaj staram się unikać pisania o gwarantowanym zwycięstwie, o tyle w tym wypadku nie sposób mówić o jakimkolwiek innym rezultacie. Gramy wszak z kandydatem do spadku, jedną z trzech drużyn mających na koncie zaledwie trzynaście punktów. Przy czym jest to stan sprzed 19. kolejki, ale obecna sytuacja różni się w sposób kosmetyczny – natomiast skoro Sporting i Saragossa zdobyły w sobotę po trzy punkty (odpowiednio z Levante i Hérculesem), wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Almeríi przypadnie wątpliwie zaszczytne miano czerwonej latarni Primera División.
Czy trener José Luis Oltra ma w kadrze jakichś piłkarzy zdolnych przeciwstawić się Białemu Huraganowi? Można by z przymrużeniem oka powiedzieć, że „D. Alvesa”, gdyby nie to, że ów „D.” to Brazylijczyk, owszem, ale imieniem Diego i jest bramkarzem. Bramkarzem jednak wcale niezłej klasy, mającym na koncie kilka niezłych występów w meczach z potentatami, także Realem Madryt. W obronie zagra prawdopodobnie kwartet w składzie Michel Macedo–Hernán Pellerano–Carlos García–José Ortiz. Lat od dwudziestu do trzydziestu trzech, występów w dorosłych reprezentacjach zero (chociaż García radził sobie nieźle w drużynach młodzieżowych).
Lepiej wygląda sytuacja w pomocy. Duet defensywnych pomocników, 24-letni Hernán Bernardello i 28-letni Modeste M'bami, to zawodnicy mający już za sobą mecze w drużynach narodowych. Ten pierwszy zaliczył co prawda tylko debiut w towarzyskim spotkaniu z Panamą, ale za to drugi to dwudziestoośmiokrotny reprezentant Kamerunu, złoty medalista olimpijski z Sydney, były gracz Paris SG i Olympique'u Marsylia. W hiszpańskiej młodzieżówce oprócz Garcíi dobre występy zaliczał także Miguel Angel García Pérez-Roldán znany kibicom jako Corona. Nie będzie w tym kontekście wielką niespodzianką informacja, iż niespełna trzydziestoletni ofensywny pomocnik jest wychowankiem Realu Madryt.
Jeśli mielibyśmy na siłę szukać gwiazd w składzie naszego rywala, trzeba by wskazać skrzydłowych, Alberta Crusata i – przede wszystkim – Pabla Piattiego. Dwudziestojednoletni wychowanek Club Estudiantes de La Plata już raz wbił nam gola; jest zresztą w ogóle jednym z czołowych strzelców ekipy z Estadio del Mediterráneo, którą zapewne opuści po sezonie, gdy ta opuści pierwszą ligę, a młody Argentyńczyk będzie chciał się dalej rozwijać. Real Madryt? Barcelona? Wątpliwe. Jeśli chce pozostać w Hiszpanii, to gdyby zapytał mnie o zdanie, poleciłbym mu Mallorcę.
Analizę wyjściowej jedenastki naszego rywala (a raczej razie prawdopodobnej jedenastki) kończymy tradycyjnie na napastniku. Oltra czasami decyduje się na ustawienie z dwójką graczy ofensywnych, ale rezerwuje to raczej na słabszych rywali. Znaczy to, że raczej nie pojawi się na murawie znany nam z Wisły Kalu Uche, a w każdym razie nie pojawi się od początku, gdyż przypada mu zazwyczaj rola cofniętego napastnika, podczas gdy wysuniętym jest Leonardo Ulloa. Nigeryjczyk nieźle sobie radzi w Andaluzji już od paru lat, ale na Ulloę też nikt tam nie narzeka. Wychowanek klubu o tasiemcowej nazwie Comisión de Actividades Infantiles (która wyraźnie wskazuje na jego początkowy charakter – klubu ogólnosportowego dla dzieci) z miasta o równie wdzięcznej nazwie Comodoro Rivadavia trafił do Almeríi latem 2010 roku i strzelił póki co trzy gole w dwunastu meczach ligowych (mało? Pewnie, że mało, ale ta drużyna ogólnie nie jest bramkostrzelna), a do tego jeszcze kilka w Copa del Rey.
Nowoczesny – bo nowy – Estadio de los Juegos Mediterráneos może pomieścić dwadzieścia dwa tysiące kibiców. Dziś zapewni się pewnie do ostatka, ale kibice gospodarzy opuszczą go pewnie w nieszczególnych nastrojach. W ostatnich meczach ligowych Almería poniosła bezdyskusyjne porażki – 0:2 z Villarrealem i 1:4 z Mallorcą, chociaż do pewnego stopnia usprawiedliwia ją to, że oba spotkania grała na wyjeździe. Atut własnego boiska nijak jednak im nie pomoże w starciu z Los Blancos. Nie może im pomóc. Klęska na Camp Nou odciska się piętnem na przebiegu całego sezonu i jeśli Barcelona nie zacznie nagle w skandaliczny sposób tracić punktów (dajmy na to, porażki u siebie z Málagą i Racingiem), każde kolejne spotkanie aż do rewanżu w Madrycie będzie stało pod znakiem utrzymywania dystansu.
PS „Dojazdówki” prawdopodobnie nie będzie. El Klatus i Jarek się uczą do sesji. Sorry, Winnetou.
Przed meczem z UD Almería
Niedziela, godzina 19.00
REKLAMA
Komentarze (288)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się