REKLAMA
REKLAMA

Real Madryt, odc. 24. Mourinho, odc. 142

Felieton Rafała Steca
REKLAMA
REKLAMA

- Na początku sezonu maluszki z ligi hiszpańskiej - czyli 90 procent jej składu - były w stanie w meczach z kolosami trochę podokazywać. A to barcelończycy wyczłapali na murawę roztargnieni i pogubili punkty, a to odmienieni kadrowo Królewscy, którzy dopiero się wzajemnie poznawali, zapaskudzili zwycięski pochód bezbramkowym remisem. Minęło kilka tygodni, współpanujący odzyskali kontrolę totalną. Od sześciu kolejek wygrywają zgodnie i zazwyczaj wysoko - pisze na swoim blogu Rafał Stec.

- Ich mecze podzieliłbym na dwie główne kategorie. W pierwszej mieszczą się wszystkie wieczory, w którym rywale z miejsca zostają wytargani za uszy, tracą wszelkie złudzenia i surowość wyroku zależy wyłącznie od zachcianki faworyta - tak wyglądało sobotnie 0:8 Almerii z Barcą. Do drugiej kategorii wkładam wieczory, podczas których przewagi giganta nie widać, czasem to wręcz przeciwnik długo podoba się bardziej, a mimo wszystko widz w każdej sekundzie gry czuje, że nieuniknione nadciąga - tak wyglądało sobotnie 5:1 Realu z Athletikiem Bilbao.

- Widowisko w Madrycie teoretycznie powinno oferować nieco emocji, słyszałem nawet tezę, że jeśli obu potentatom nie wolno na wpadkę pozwolić sobie nigdy, to ich mecze muszą trzymać w napięciu. Kto nie ogląda, może uwierzy. Kto ogląda, wie, że to bujda na resorach. Na Santiago Bernabéu rzekome trzymanie kibica w niepewności przypomina grę pozorów w najnieznośniej schematycznych thrillerach - im bliżej prężącemu się w głównej roli supermanowi do upadku w przepaść, tym bardziej oczywiste staje się, że przeżyje, a przy okazji ocali jeszcze ludzkość z całą podległą jej fauną i florą. Zdychamy z nudów, bo z doświadczenia wiemy, jak się te historyjki kończą (...).

Dalszą część felietonu przeczytać można tutaj .

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (11)

REKLAMA