Menu
/ RealMadryt.pl

Leszek Orłowski specjalnie dla RealMadryt.pl, część 1.

Pierwsza część wywiadu z komentatorem stacji Canal+

Już za kilka godzin będziemy świadkami wydarzenia, na które czekaliśmy od 29 listopada ub. r. Zanim jednak na murawę Estadio Santiago Bernabéu wybiegną jedenastki Realu Madryt i Barcelony, zachęcamy was do lektury pierwszej części wywiadu z Leszkiem Orłowskim. Wspólnie z redaktorem "Piłki Nożnej" i "Piłki Nożnej PLUS", a także komentatorem ligi hiszpańskiej w Canal+ omówiliśmy najważniejsze bieżące kwestie dotyczące zespołu Królewskich. Już wkrótce zamieścimy część numer 2.

Obecnie cały piłkarski świat rozpływa się w najróżniejszych pochwałach dla Lionela Messiego. Kibice Realu mogą być skonsternowani, bo jego ostatnie występy były oszałamiające. Zatem w czym kibice Realu powinni upatrywać szansy na zwycięstwo w Gran Derbi?
Po pierwsze Messi nie zawsze strzela cztery gole czy nawet trzy. Przed tym spotkaniem z Arsenalem miał dwa lub trzy mecze, w których był praktycznie niewidoczny, więc nie jest powiedziane, że akurat w tym meczu będzie równie wielki. Piłkarz Barcelony musi mieć swój dzień, żeby zanotować spektakularny występ. Na pojedynki z nim już się szykuje Álvaro Arbeloa, który jest dobrym obrońcą, więc nie musi przegrywać pojedynków z Messim, tym bardziej jeśli będzie krył go tak, że nie umożliwi Argentyńczykowi na oddanie strzału z lewej nogi. Arsenal bardzo źle podszedł do kwestii zatrzymania Messiego i dlatego poległ. Ponadto Real ma w przodzie wielkich zawodników, więc nawet gdyby Messi strzeliłby dwa gole, to Real nie musi przegrać.

Kto w drużynie Realu może stanowić przeciwwagę dla Argentyńczyka?
Cristiano Ronaldo jest bardzo podrażniony tym, że drugi rok z rzędu Messi zmierza ku zdobyciu "Złotej Piłki". Przecież Portugalczyk zapowiedział, że ta nagroda w 2010 roku wróci do niego, a ciężko wyobrazić sobie lepszą okazję, by mógł potwierdzić, że w dalszym ciągu jest na piłkarskim szczycie. Dlatego myślę, że Portugalczyk stanie na głowie, by dobrze się zaprezentować. Jakby nie patrzeć, będzie to pojedynek dwóch największych piłkarzy świata.

A czy można liczyć na Gonzalo Higuaína? Do tej pory w tych najważniejszych meczach raczej zawodził.
Otóż to, zawodził... Zwłaszcza z Olympique'em Lyon, gdy kilka razy spudłował. Kiedyś jednak musi się przełamać i w ważnym meczu przesądzić o zwycięstwie Realu. Do tej pory pudłował, gdy jego gole były najbardziej potrzebne. Higuaín jest świetnym piłkarzem, ale on sam sobie sytuacji nie wypracuje, zwłaszcza przeciwko takim obrońcom, jakich ma Barcelona. Myślę, że para stoperów Gerard Piqué - Carles Puyol nie jest skłonna do popełnienia jakiegoś kardynalnego błędu. Higuaínowi trzeba grać piłki za plecy obrońców Barcelony, którzy już niejednokrotnie potwierdzili, że w przypadku takiego zagrania potrafią źle zastawić pułapkę ofsajdową albo dać się wyprzedzić, za bardzo ufając w swoją szybkość. Xabi Alonso powinien być kluczową postacią, jeśli chodzi o postawę Higuaína.

A czy problem tego piłkarza nie tkwi w jego głowie? Chociażby w meczu z Francuzami, pojawiły się u niego chaotyczne poczynania, zdeterminowane przez stres.
Nie jestem do końca przekonany, czy trzeba się w tym przypadku dopatrywać jakichś przyczyn psychicznych. Sprawność manualna nóg jest mniejsza niż rąk, więc dlatego futbol jest taki piękny, gdyż nie zawsze da się trafić do pustej bramki, bo źle się kopnie piłkę, i już. Akurat dwa razy źle kopnął piłkę w tamtym meczu. Nie doszukiwałbym się jednak tutaj jakichś przyczyn o podłożu psychicznym.

Jednak nie można powiedzieć, że u Higuaína absolutnie nie ma takiego problemu. W przeciwieństwie do Messiego, o którym niemal trzy lata temu napisałeś, że zostanie wielkim graczem, bo taki organ jak psychika u niego nie występuje, więc nie spali się psychicznie w najważniejszym meczu. Jako uzasadnienie stwierdziłeś, że brojlery niewiele czują.
(śmiech) Oczywiście napisałem to z celową przesadą, żeby zwrócić uwagę na to zagadnienie, bo przecież nie jest pozbawionym uczuć ludzkich człowiekiem. Wręcz przeciwnie - z każdym rokiem czy nawet miesiącem, śledząc jego wypowiedzi czy zachowanie, on się wydaje coraz sympatyczniejszym i mądrzejszym chłopakiem. Jednak rzeczywiście od początku był przygotowywany do tego, by zostać wielkim piłkarzem, dlatego też żadnych barier psychicznych nie ma. I na tym to polega.

Może to jest klucz do odnoszenia sukcesów we współczesnym futbolu - szkolenie młodych adeptów piłki nożnej od najmłodszych lat pod kątem stylu gry pierwszej drużyny? Może Real powinien pójść tą drogą i zmienić swoją politykę transferową, która, jak na razie, nie przynosi pożądanych skutków?
Więcej wychowanków Realu niż Barcelony gra w najsilniejszych ligach Europy. Nie można więc powiedzieć, że Królewscy nie przygotowują sobie piłkarzy, wręcz przeciwnie, "La Fabríca" działa bardzo prężnie. Barcelona od czasów Cruyffa ma zdefiniowany styl gry i doskonale wiadomo, jak trzeba szkolić zawodników, by od początku swojej kariery byli kompatybilni z pierwszym zespołem. Styl gry Realu jest trudniejszy do zdefiniowania i w związku z tym trudniej jest wychować piłkarza bez konieczności terminowania w innych klubach. Esteban Granero musiał trochę pograć w Getafe, zanim wrócił do Realu. Juana Matę wzięliby z pocałowaniem ręki i to dlatego, że już się ograł w Valencii.
Co do polityki transferowej Królewskich, to myślę, że nic lepszego nie mogłoby się temu zespołowi przytrafić, niż gdyby w tym momencie UEFA dała im zakaz transferów na rok. Tak, mówię to całkiem serio - absolutnie żaden nowy piłkarz nie jest tej drużynie potrzebny i potrzeba czasu i pokazania zawodnikom, że są ważnymi postaciami zespołu. Popatrzmy, co się stało z Robbenem i Sneijderem. W ich miejsce - uogólniając - przyszli Kaká i Cristano Ronaldo, piłkarze zapewne lepsi, ale nowi. Znowu trzeba było ustawić pod nich grę, znowu trzeba wszystko pod nich organizować i na dłuższą metę ta zamiana okaże się trafiona. Jednak gdyby teraz Real opierał się na wspomnianej dwójce Holendrów, niewykluczone, że Lyon zostałby wyeliminowany - przecież obaj są już ze swoimi nowymi drużynami w półfinale Ligi Mistrzów. I to jako liderzy Bayernu i Interu. Co z tego, że być może przyjdzie teraz David Silva, skoro miejsce straci Van der Vaart, który jest już zgrany z resztą zawodników? Potrzeba zatem czasu i cierpliwości kibiców, którzy niejako wymuszają te wielkie transfery. Muszą oni pamiętać, że nie ma sensu zamieniać piłkarzy bardzo dobrych na innych piłkarzy bardzo dobrych.

Jeśli chodzi o ewentualne transfery do Realu, to może trzeba sprowadzać zawodników, którzy w dalszym ciągu są głodni sukcesów. Cristiano Ronaldo w dalszym ciągu takim piłkarzem jest, ale Kaká pod koniec swojego pobytu w Milanie zaczął odcinać kupony od dawnej sławy.
Całkowicie zgadzam się z tą opinią, w dodatku ciągle przytrafiają mu się jakieś problemy zdrowotne. Mimo wszystko wierzę, że znajdzie jeszcze motywację, by dawać z siebie wszystko w Realu. Spójrzmy na Ronaldinho - w Barcelonie był skończony i żadnego pożytku by z niego nie mieli, a w Milanie momentami grywa jak za najlepszych lat na Camp Nou. Dlatego także i Kaká będzie w Realu gwiazdą z prawdziwego zdarzenia, tylko trzeba na to poczekać. Skoro się już go kupiło, to trzeba na niego postawić. To jest straszne marnotrawstwo pieniędzy - kupować zawodników za grube miliony, by po roku wymienić ich na nowych. Tego domagają się kibice, bo dla nich Real zawsze musi być najlepszy - jeśli nie na polu sportowym, to na transferowym. Ale to jest jednak ślepa uliczka.

Te wielkie transfery, to czy bardziej nie determinuje ich ponowna prezesura Florentino Péreza, od którego przyjścia w 2000 roku zaczęła się era Galácticos?
Racja, ale to socios go ponownie wybrali i zrobili to z konkretnego powodu. Już raz kupił wielkich piłkarzy i teraz chcieli, by zrobił to ponownie. On jest prezesem i jest narzędziem w rękach kibiców. Jeśli Real jest jakimś demokratycznym klubem, to także szefowie demokratycznych państw są w pewnym sensie niewolnikami tych, którzy ich wybrali.

W zapowiedzi przed ćwierćfinałem Ligi Mistrzów napisałeś w "Piłce Nożnej PLUS", że sędziowie z pewnością nie będą Realowi przeszkadzać w awansie do finału, który odbędzie się na ich własnym stadionie. Sędziowie nie przeszkadzali, a Królewscy i tak odpadli. Co było główną przyczyną braku awansu?
Real po prostu trafił na drużynę, która się go nie przestraszyła. W lidze hiszpańskiej prawie wszyscy rywale panikują, gdy przychodzi im grać przeciwko Królewskim. Poza Barceloną oraz Sevillą i Athletikiem Bilbao (ale te dwie drużyny tylko u siebie) pozostałe ekipy wychodzą na mecz z przekonaniem, że mogą starać się, biegać, walczyć, ale i tak w końcu przegrają. Problem tkwi w psychice rywala. Lyon potraktował Real jak każdego innego przeciwnika. Z kolei piłkarze Realu znowu myśleli, że wystarczy im 30 minut gry na najwyższych obrotach, by także i tego rywala zdemolować. Podopieczni Pellegriniego nie potrafią grać na takiej "żyle" przez 90 minut, bo na co dzień tego nie potrzebują.

A czy takim łącznikiem między wychowankami a notorycznie sprowadzanymi zawodnikami nie powinien być trener, który ma za sobą grę w Realu, a zarazem nie wybijałby się za wszelką cenę na pierwszy plan?
Jeśli chodzi o zmiany trenerów, to kolejni prezesi zwalniają uznanego trenera, by zatrudnić kogoś pokroju Garcíi Remóna. Myślę, że potrzeba dać trenerowi przynajmniej trzy lata spokojnej pracy. Jak można było zwolnić Fabio Capello - motywując to tym, że drużyna gra mało efektowną piłkę i zawsze tak będzie grała - do dzisiaj nie rozumiem. Spójrzmy, jak obecnie gra pod jego wodzą reprezentacja Anglii. Tamto tłumaczenie było jakąś bzdurą. Wracając jednak do sedna sprawy. Panuje taka moda, że wiele klubów zatrudnia teraz trenerów z rezerw czy drużyn młodzieżowych, wzorując się na Barcelonie. Takim nieszczęsnym przykładem jest tutaj Onésimo Sánchez, o którym mówiło się, że jest kopią Guardioli, a którego zwolniono w ostatnim czasie z Valladolid. Także Manolo Jimenez nie do końca poradził sobie w Sevilli, gdyż nie potrafił wprowadzić swojej drużyny na wyższy poziom, a nawet nie utrzymał tego, na jakim zastał drużynę na początku. Pellegrini jest bardzo dobrym trenerem, jest w czołowej dziesiątce najlepszych trenerów świata i - to samo, co mówiłem w przypadku piłkarzy - po co zwalniać trenera bardzo dobrego, by zatrudnić innego trenera bardzo dobrego? Nie wiem, czy jest jakiś szkoleniowiec, dla którego warto by zwalniać trenera z najwyższej światowej półki, jakim jest Pellegrini. Myślę, że zakończyłoby się to takim samym fiaskiem, jak w przypadku sześciu poprzednich odpadnięć Realu z Ligi Mistrzów. Za każdym razem trenerem był ktoś inny.

Obecnie liga hiszpańska została zmonopolizowana przez Real i Barcelonę. Jak według ciebie będzie wyglądała przyszłość Primera División?
W futbolu nic nie jest wieczne, dlatego dominacja tych dwóch drużyn kiedyś się skończy. Dlatego przyjdzie taki sezon, w którym obie ekipy nie będą już śrubować rekordów i Valencia, Villarreal, Atlético czy Sevilla dojdą do nich na bliższy dystans. Obecnie obie drużyny są na szczycie i mówi się o "szkotyzacji" ligi, czyli takiej bipolaryzacji. Trzeba się jednak z tym pogodzić, bo te kluby mają co najmniej trzykrotnie większe budżety niż pozostali. Na pewno nie będzie to trwało wiecznie i za dwa czy trzy sezony o mistrzostwo będą walczyć do końca również inne zespoły.

A co się stanie z Primera División, gdy zostanie zniesione "prawo Beckhama"?
Nie chciałbym wchodzić w kompetencje hiszpańskiego rządu i Ministerstwa Finansów, gdyż to od nich wyszła ta propozycja. Nie ma co ukrywać, że dzięki niemu w Hiszpanii grają największe gwiazdy światowego futbolu.

Który z meczów pomiędzy Barceloną a Realem, który komentowałeś, był najciekawszy?
Niewątpliwie spotkanie z marca 2007 roku, które zakończyło się wynikiem 3:3, po hattricku Messiego.

Jak byś porównał atmosferę panującą na Santiago Bernabéu i Camp Nou?
Nie jestem w stanie tego zrobić, bo nigdy nie byłem na stadionie Realu. Wszystkie Gran Derbi komentowałem z Camp Nou.

Czytelnicy w tym momencie zapewne pomyślą sobie, że jest pan kibicem Barcelony.
Nie, nie jestem kibicem Barcelony. Jadę tam, gdzie wysyła mnie redakcja stacji Canal+. Do Hiszpanii jedziemy na jeden mecz w sezonie i tak się składało, że do tej pory szefowie uznawali, że ciekawiej zapowiada się mecz na Camp Nou. W tym roku jest inaczej.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!