„Wszystko, co osiągnąłem w piłce, zawdzięczam Enzo Francescoliemu” – wyznaje Zinedine Zidane. „Książę” odpowiada, że to nieprawda i dodaje ze śmiechem: „przecież byłeś lepszy ode mnie”.
W pamięci kibiców Zinedine Zidane jest piłkarzem spełnionym, ale jednocześnie postacią tragiczną. Cios głową, jaki wymierzył w swoim ostatnim meczu Marco Materazziemu splata w sposób nieunikniony losy wrogów. Na oczach świata francuski geniusz zachował się jak chuligan, oddając zwycięstwo na mundialu prowokującemu go topornemu Włochowi. Niemal cztery lata po fakcie, zbolały, ale wciąż zaciekły Francuz wyznał, że wolałby umrzeć, niż przeprosić. Obrońca Interu nie jest jednak tym, który na karierę Zizou wpłynął w sposób najgłębszy -
pisze na blogu Dariusz Wołowski.
Gdy idolem naszego idola jest nasz ojciec
Felieton Dariusza Wołowskiego
REKLAMA
Komentarze (87)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się