Olympique Lyon już po raz trzeci sprowadził nas do parteru. Tendencja jest, można by rzecz, wzrostowa – w końcu po 3:0 i 2:0 nadeszło „tylko” 1:0. Ale marne to pocieszenie zarówno w kontekście rewanżu w 1/8 finału Champions League, jak i w kontekście nadchodzącego meczu z Villarrealem. W pierwszej części sezonu dość gładko wygraliśmy na El Madrigal 2:0, ale od tego czasu wiele zmieniło się zarówno w drużynie z Madrytu, jak i w drużynie z Castellónu.
„Żółta Łódź Podwodna” kiepsko zaczęła rozgrywki. Jeśli odłożyć na bok europejskie puchary, początek sezonu wyglądał następująco: dwa remisy, trzy porażki, remis, porażka i dopiero w ostatnim tygodniu października w meczu z Málagą Villarreal zdobył pierwszy komplet punktów. Gole strzelili wówczas Nilmar i Capdevila. Ernesto Valverde powoli wyciągnął swoją drużynę z dna tabeli, ale gdy 31 stycznia Villarreal przegrał u siebie z Osasuną, prezes Fernando Roig stracił cierpliwość i podziękował dotychczasowemu szkoleniowcowi. Jego miejsce – Valverdego oczywiście, a nie Roiga – zajął Juan Carlos Garrido. Pod batutą nowego trenera nasi rywale przegrali z Mallorcą, pokonali Athletic, a wreszcie, w ostatnim spotkaniu zremisowali u siebie 2:2 z Wolfsburgiem.
W meczu tym gole dla Villarrealu strzelali Senna i rezerwowy Marco Ruben, a pełen skład VCF prezentował się następująco: w bramce ex-madridista Diego López, na środku obrony Iván Marcano (ukarany czerwoną kartką za faul na Grafitem) i Diego Godín, na bokach Joan Capdevila i Ángel López, defensywnymi pomocnikami byli Bruno i kapitan drużyny Marcos Senna, na skrzydłach zagrali Robert Pirès i Ariel Ibagaza, a za zdobywanie goli mieli odpowiadać Nilmar i Joseba Llorente.
Co zmieni się w meczu z Realem Madryt? Przede wszystkim nie będzie mógł zagrać zawieszony za kartkę 24-letni urugwajski stoper Diego Godín, wobec czego partnerem Ivána Marcano na środku obrony zostanie dziewiętnastoletni zaledwie wychowanek River Plate Mateo Musacchio, dla którego będzie to dopiero drugi mecz w La Liga. Zabraknie także jednego z czołowych graczy „Żółtej Łodzi Podwodnej”, Gonzala Rodrígueza, mającego na koncie już grubo ponad sto meczów ligowych w barwach Villarrealu. Osobne problemy trener Garrido ma z Santim Cazorlą i Giuseppem Rossim; pierwszy od dłuższego już czasu leczy kontuzję, drugi zaś otrzymał od klubu urlop z powodów osobistych i udał się do Stanów Zjednoczonych.
Szkoleniowiec Villarrealu z konieczności powoła więc aż trzech zawodników z drużyny B i w przeciwieństwie do tego, co widzieliśmy ostatnio w Realu Madryt, cała trójka ma szanse na występ, i to wcale niemałe. Pierwszy z tego tercetu to Marco Ruben, napastnik już 23-letni, ale za to mający na koncie zarówno debiut w Primera División, jak i – przede wszystkim – strzelonego gola w europejskich pucharach. Młodszy odeń o rok Javier Matilla zaliczył niezły występ przeciwko Athleticowi, pojawi się też na murawie w spotkaniu z Wolfsburgiem. Trzecim graczem drużyny B jest najmłodszy w tercecie Kiko; najmłodszy, ale za to mający za sobą najwięcej meczów w La Liga, choć jest i tak jedynie kwestia statystyczna, bo co to za różnica: dwa mecze, trzy czy cztery, do tego ani jeden w wyjściowym składzie?
W naszym składzie również zabraknie czterech zawodników: Karima Benzemy, Gutiego, Roystona Drenthego i Pepego. Jeśli jednak spojrzymy na sprawę uczciwie, zobaczymy, że cztery ubytki w ekipie Villarrealu są bardziej dotkliwe niż nasze. Nasza defensywna nauczyła się grać bez portugalskiego stopera, tymczasem Villarreal stracił dwa kluczowe elementy formacji obronnej: Rodrígueza i Godína. Jeśli dobrze pójdzie, Kaká i Cristiano Ronaldo będą mieli używanie. Ale nie zapominajmy, że drużyna ze stadionu Madrigal również ma zdolnych napastników – chociaż jeden z nich, Rossi, nie będzie mógł wystąpić. Cztery gole Joseby Llorentego i siedem goli Nilmara może nie robi szczególnego wrażenia na kibicach drużyny mającej w składzie dwóch graczy, którzy przekroczyli barierę dziesięciu goli, ale względna nieskuteczność napastników VCF wynika raczej z ogólnej słabości ekipy, aniżeli z ich własnego braku umiejętności. Kupiony przed sezonem za jedenaście milionów euro 25-letni Nilmar Honorato da Silva to przecież naprawdę niezły piłkarz. W tym sezonie pokonał już bramkarzy Athleticu, Realu Saragossa, Valencii czy Lewskiego Sofia.
To, że Real Madryt jest faworytem nadchodzącego spotkania, powinno być oczywiste dla wszystkich, z piłkarzami Villarrealu na czele. Oczywiście jak to w życiu bywa, prognozy swoją drogą a mecz swoją, niemniej jednak jakikolwiek inny wynik niż wygrana Los Blancos będzie co najmniej wielką niespodzianką. A przecież zwycięstwo jest nam niezbędne, zarówno w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii, jak i w kontekście otrząśnięcia się po niemiłych doświadczeniach z Lyonu.
A jeszcze na koniec – tak strzela Nilmar:
Jacek Gmoch takich kresek by nie narysował.
Przed meczem z Villarrealem
Niedziela, godzina 21.00
REKLAMA
Komentarze (339)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się