Eduardo Alvarez jest dziennikarzem ESPN i wieloletnim socio los Merengues. Od kilku tygodni prowadzi rubrykę The Soccernet Quiniela, gdzie stara się wytypować wyniki spotkań najbliższej kolejki la Liga
-------------
Real Madryt (2) - Villarreal (10): zwycięstwo gospodarzy.
Zajmijmy się na początek kwestią rozgrywania spotkań ligowych w poniedziałki. W wyniku ostatnich decyzji, kibic piłki nożnej będzie mógł oglądać jakiś mecz każdego dnia, aż do końca tego sezonu, czyli przez jakieś trzy miesiące. W zasadzie, aż do połowy maja jedynie osiem dni w hiszpańskiej telewizji będzie wolnych od futbolu. Jeżeli więc jesteś fanatycznym kibicem piłki nożnej, równie dobrze możesz powiedzieć "do widzenia" życiu prywatnemu. Przynajmniej do czasu dwutygodniowej przerwy pomiędzy końcem la Liga a początkiem afrykańskiego Mundialu.
Mecze rozgrywane w poniedziałek z pewnością nie przyciągną tłumów na stadiony. Późna godzina rozpoczęcia spotkania (21:00), perspektywa pójścia do pracy następnego dnia i możliwość oglądnięcia meczu w domu lub w pubie sprawi, że poniedziałki w la Liga będą rozgrywane przy średnio zapełnionych obiektach. I tu tkwi cały problem. Widownia na stadionach ligi hiszpańskiej i bez tego jest coraz mniejsza. W sezonie 2005/06 dziesięć milionów kibiców kupiło bilety na spotkania w Primera División. W ubiegłym sezonie dziewięć milionów trzysta tysięcy, a było to jeszcze przed szczytem kryzysu ekonomicznego. Pomysł z meczami w poniedziałek nie wypalił już w 1996 roku, gdy telewizja Antena 3 podpisała umowy z Valladolidem, Majorcą, Espanyolem i Sportingiem i mało kto te spotkania śledził. Teraz będzie tak samo.
Cała akcja ma najwyraźniej służyć właścicielom barów i ludziom sprzedającym czas w telewizji. Kosztem kibiców. Powoli, choć konsekwentnie, popełniamy te same błędy, co wcześniej inne wielkie ligi europejskie. Podobnie było ze zniknięciem ze stadionów prawdziwie dopingujących kibiców w wyniku podniesienia cen biletów (spróbujcie choćby pokrzyczeć na sędziego na meczu Realu na Bernabéu, a ludzie popatrzą na Was, jak na wariatów).
Przejdźmy do Realu Madryt. Przede wszystkim chciałbym złożyć kondolencje na ręce madridistas. Moje pierwsze wspomnienie związane z Luisem Molownym to rok 1978 i siwowłosy trener Realu Madryt wyjaśniający filozofię prowadzenia los Merengues: "Wybieram najlepszą jedenastkę i mówię chłopakom, żeby dobrze bawili się na boisku. Jeżeli ktoś wygląda na zmęczonego, zmieniam go." Mój tato, siedząc na kanapie, komentował: "A to cwaniak. W Realu trener to ma łatwo. Ciekawe, jak poradziłby sobie trenując jakiegoś słabeusza". Molowny zdobył wtedy Mistrzostwo Hiszpanii i od tego czasu tato uważa, że trenowanie Realu Madryt to kaszka z mleczkiem.
Cóż, Manuel Pellegrini z pewnością się z tym nie zgodzi. Za wysoce sporne wybory personalne na mecz z Lyonem został przez madrycką prasę ukamienowany. Wprawdzie na konferencji prasowej po meczu starał się trzymać głowę wysoko, to wielu dziennikarzy uważa, że wygląda na przytłoczonego całą sytuacją.
W niedzielę zawita do Madrytu jego były zespół, który przy Concha Espina nie wygrał jeszcze nigdy (siedem porażek i trzy remisy). Villarreal grał w czwartek w Lidze Europejskiej, a Cristiano Ronaldo z pewnością będzie chciał się zemścić za przeciętny występ z Lyonem. Wygląda więc na pewne zwycięstwo Realu Madryt.
Eduardo Alvarez typuje
Przed 23. kolejką ligową
REKLAMA
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się