Menu
dziobo / RealMadryt.pl

Białe Gran Derbi nad Wisłą

Jak co roku zamieszczamy relacje ze spotkań kibiców z okazji Gran Derbi

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Jak co roku, w 25 miastach w Polsce spotykamy się, by wspólnie kibicować piłkarzom Realu w odwiecznej rywalizacji z Barceloną. Owo kultowe już „25 miast” w tym roku przybrało dużo większą liczbę. Te relacje dedykujemy tym z Was, którym nie udało się wspólnie z innymi kibicami dopingować Królewskim, by poczuli namiastkę magii tego niezwykłego wydarzenia. Natomiast pozostali niech wrócą wspomnieniami do tamtych niezapomnianych chwil. Przeżyjmy to jeszcze raz!

Kraków

Niedzielne święto, pomijając aspekty pozasportowe, rozpoczął mecz kibiców Realu Madryt z kibicami Barcelony. Spotkanie to zostało honorowo rozpoczęte przez Aśikę, podczas gdy nasi zawodnicy ustalali założenia taktyczne na to spotkanie. Uno, dos, tres... i zaczynamy. To niesamowite spotkanie zostało wygrane przez fanów Blaugrany. Fragment meczu został pokazany przez TVP w wieczornych Wiadomościach. A tutaj cała drużyna w komplecie.

Prawdziwe emocje zaczęły się jednak wieczorem. Do pubu, w którym oglądaliśmy mecz, kibice zaczęli schodzić się już od godziny piętnastej. Z każdą minutą emocje rosły, a kibice z pieśnią na ustach wyczekiwali pierwszego gwizdka sędziego. Nikt nie był na tyle odważny, aby policzyć ilu nas było, ale z pewnością liczba ta przekroczyła 150. Atmosfera przez całe spotkanie była niesamowita, nawet po golu zdobytym przez Ibrahimovicia okrzyki wspierające naszych zawodników nie ustały. Wręcz przeciwnie – były coraz głośniejsze. Mimo porażki wyszliśmy z uśmiechem na ustach, by wspólnie z kibicami Barcelony udać się na afterparty do hawajskiego klubu „Aloha”. Po drodze, jak i na miejscu wymienialiśmy się między sobą uwagami na temat spotkania. Kapitalna atmosfera utrzymywała się do samego rana. Nawet tutaj co chwilę śpiewaliśmy różnego rodzaju klubowe przyśpiewki, tańcząc na plaży. Niektórzy nawet mieli okazję bliższego kontaktu z gorącym piaskiem na plaży w Aloha.

Podsumowując, mimo porażki, niedzielne Gran Derbi było niesamowitym przeżyciem, które ciężko jest opisać w słowach. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że były to trzy wspaniale dni, których nie zapomnę do końca życia. Myślę, że pozostali również się z tym zgodzą :). ĄHala Madrid!

Dimhil

Zapraszamy także do obejrzenia kilkunastu zdjęć.

Mecz kibiców
Rozgrzewka
Bednar mknie na bramkę rywala
El Crack w solowej akcji
Lecho walczy o piłkę
Kibice Barcelony w kontrataku
Panie sędzio, jaki faul ?!


Gran Derbi
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 :) Jedna miłość

Afterparty
1 2 3 4 5

Poznań

Poznańskie madridismo zaczęło gromadzić się w pubie Alibi już na dwie godziny przed meczem. Głośnymi śpiewami przywitała nas spora grupa kibiców Chelsea. Gorąca atmosfera udzielała się wszystkim, a na godzinę przed meczem na darmo można było szukać wolnych miejsc. Podczas derbów Londynu, niewielu zainteresowanych było meczem, większość dyskutowała na temat zbliżających się, bardzo wolnymi, jak dla nas, krokami El Clásico. Nawet komentator meczu Arsenal - Chelsea zaczął się niecierpliwić...

Ostatni gwizdek sędziego Andrego Marrinera w Londynie, czas więc przenieść się na Camp Nou w Barcelonie! Widok witających się w szatni piłkarzy spowodował ogromną wrzawę wśród całego społeczeństwa przybyłego do Alibi. Braw i wiwatów nie było końca aż do rozpoczęcia spektaklu. Pierwsza połowa wprawiła wszystkich w bardzo dobre humory, każde zagranie było nagradzane wielką porcją braw, czasem nawet owacją na stojąco. Nie sposób opisać, jak wielkie rozczarowanie rysowało się na naszych twarzach po niewykorzystaniu szansy przez Ronaldo. Nie obyło się również bez pozdrowień dla piłkarzy Barcelony, a w szczególności dla Henry’ego. Mnóstwo okazji dla naszego zespołu, a piłka jak zaczarowana nie chce wpaść do bramki przeciwnika. Pierwsza połowa dobiegła końca, czas więc wstać i chociaż trochę (jeśli to możliwe), ochłonąć. Po załatwieniu wszystkich potrzeb, z kolejną porcją złocistego trunku zasiadamy czekając na wychodzących z tunelu piłkarzy. Druga połowa, podobnie jak pierwsza wzbudziła wielki aplauz, a oczekiwania wśród kibiców były ogromne. Nie zmieniła tego nawet bramka Ibrahimovicia, która wywołała wielkie kontrowersje. Złość mieszała się z wielką nadzieją, gdyż do końca meczu pozostały jeszcze dwa kwadranse. W 63 minucie spotkania, po czerwonej kartce dla Busquetsa, nadzieje wzrosły o 100 procent. Wszyscy kibice pożegnali gracza rywali i zaczęli głośno skandować "Karim, Karim!". Po niedługim czasie prośby zostały wysłuchane, a Pellegrini oddelegował na boisko Benzemę. Na kilka minut przed końcem wynik nie ulegał zmianie, zbawiciela więc wszyscy upatrywali w naszym kapitanie. Niestety, i ta deska ratunku nie pomogła, a do końca spotkania wynik pozostał bez zmian.

Mimo przegranej każdy z nas z podniesioną głową opuszczał lokal, wierząc, że w kwietniu to my będziemy lepsi. Po meczu większość z nas ruszyła ulicami Poznania w kierunku Rynku. Tam zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, notabene zrobione przez zawiedzionego Hiszpana z Madrytu. Następnie, w bardzo okrojonym już składzie, udaliśmy się do domu jednego z kolegów, celem głębszej analizy meczu i nie tylko. Poznańscy kibice nie pozostawili złudzeń i udowodnili, że należą do ścisłej czołówki kibiców Realu Madryt w Polsce, a przy okazji zapraszają wszystkich na oficjalny, ogólnopolski zlot już w kwietniu, w którym to wspólnie obejrzymy zmagania naszych graczy z Barceloną. Do zobaczenia!

maslakboss

Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Poznania: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12




Piła

„Coraz bliżej Święta! […]Poczuj magię tych Świąt!” Słowa piosenki z reklamy Coca-Coli zna chyba każdy. Jednak dla madridistas i culés święta rozpoczęły się znacznie wcześniej, bo już 29 listopada. El Clásico, Gran Derbi, mecz, który zapowiada się sam. Ten mecz miał być największym sprawdzianem dla nowego Realu. Galacticos 2.0 mieli stawić czoła Barcelonie na Camp Nou.

O godzinie 18:20, stawiliśmy się w czwórkę (Paczi, kreisen07, Hunta i Maxin) w umówionym miejscu, czyli w Piwiarni Warka w Pile. Niestety nie udało nam się dobrze zmówić na forum i fani Realu byli rozproszeni po całym pubie. Jednak gdy usłyszeliśmy okrzyki bynajmniej nie wielbiące Barcelonę, wiedzieliśmy, że jesteśmy wśród swoich. Hunta zarezerwował nam takie miejsca, że cały czas musieliśmy nadwyrężać szyje, żeby w ogóle zobaczyć telewizor. Pstryknęliśmy kilka fotek, obejrzeliśmy ostatnie minuty derbów Londynu i wreszcie nadeszła godzina 19. Pierwsze uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra, a mianowicie za sprawą Cristino Ronaldo. Bardzo liczyliśmy na jego pojawienie się w pierwszym składzie. Ostatnią rzeczą, której moglibyśmy pragnąć był przyspieszony komentarz. Już zanim Cristino wykonał rzut wolny, wiedzieliśmy, że uderzy w mur. Bardzo nas to irytowało. Wszyscy wstawali, gdy swoje sytuacje mieli Ronaldo, Marcelo czy Kaká, ale tylko po to, żeby później złapać się za głowę.

W przerwie meczu, zadowoleni z gry swoich ulubieńców, ale nie z wyniku, udaliśmy się do pobliskiego McDonalda, żeby zaspokoić nasze żołądki. Wróciliśmy równo z gwizdkiem arbitra, który oznajmił początek drugiej połowy. Niestety w 56 minucie, super-samochód, w którego Florentino Pérez włożył blisko 260 milionów euro, zgasł. Zgasł za sprawą bramki Gargamela, jak to pięknie ujął Maxin. Wszyscy madridistas przyjęli to jękami niezadowolenia, który wymieszał się z okrzykami radości culés. Nie mogłem patrzeć na radość piłkarzy Barçy, więc zająłem się robieniem zdjęć plakatowi Warki. Gdy z boiska schodził Cristino, realizator pokazał pocieszającego go Dudka, co zostało przyjęte aplauzem i okrzykami na cześć Jerzego ze strony wszystkich kibiców. Do końca meczu nadzieje swoimi sytuacjami dawali nam Higuaín i Benzema, ale niestety nic już nie wskórali i mecz zakończył się naszą porażką.

Opuściliśmy pub z nisko zawieszonymi głowami. Nasze samopoczucie pogorszyła wiadomość, że nie możemy odzyskać reszty z 50 złotych wpłaconych przy rezerwacji stolika. 30 złotych zginęło w otchłani Piwiarni. Mam tylko nadzieję, że na następne Gran Derbi uda nam się lepiej zgrać i mecz obejrzymy razem, a nie rozproszeni po całym barze.

Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Piły: 1 2 3




Wrocław

Klub studencki Tawerna 29 listopada stał się prawdziwą Mekką dla wrocławskich (i nie tylko) kibiców Barcelony, hiszpańskiej piłki, piłki nożnej, a przede wszystkim Realu Madryt. Już zbliżając się do niego można było odnieść wrażenie, że niedługo będzie miało miejsce niezwykłe wydarzenie jakim niewątpliwie jest El Clásico, Gran Derbi Europa, czy jak kto woli po prostu mecz FC Barcelona – Real Madryt. Już godzinę przed meczem w lokalu, jak również przed nim, spacerowało wielu kibiców w białych koszulkach z herbem Królewskich na piersi. W powietrzu dało się wyczuć ekscytację, ciekawość, nerwowość, a szczególnie wielka wiarę w swoich pupili.

Zbliżała się godzina 19:00, sala wypełniona po brzegi ludźmi w białych i bordowo-granatowych barwach oczekujących wielkie widowisko. Kiedy obie jedenastki wybiegały na boisko, Tawernę obiegły głośne oklaski zagrzewające piłkarzy do walki. Pierwszy gwizdek sędziego i zaczynamy. Madridistas wraz z kolejnymi akcjami ewidentnie się rozgrzali, wzmacniał się doping. Aż nadeszła dwudziesta minuta, świetna akcja Kaki, podanie do Ronaldo na czystą pozycję, Portugalczyk strzela... wszyscy podskoczyliśmy, krzyknęliśmy „jeest!” i… broni Valdés. Wielki jęk zawodu oraz głośne „uff” kibiców Barcelony obiegły lokal. Na koniec obie grupy podziękowały za tą akcję swoim bohaterom gromkimi brawami. 26. minuta i kolejna świetna sytuacja gości, ponownie zakończona fiaskiem. Coraz głośniej było słychać „Madrid! Madrid!”. Widocznie zdenerwowani sytuacją na boisku kibice Barcelony na czele z człowiekiem w sombrero (pozdrawiamy ^^) zaczęli śpiewać „ĄMadrid, cabrón, saluda al campeón!". I tak oto upłynęła pierwsza połowa spotkania.

Na początku drugiej połowy pojawił się na placu gry Zlatan Ibrahimović i to on w 56. minucie ucieszył bordowo-granatowych, którzy nie przestawali podpuszczać kibiców Realu często obraźliwymi komentarzami. Doprowadziło to do zaśpiewania przyśpiewki „ĄPuta Barca!”. Na boisku zaczęło dziać się coraz mniej, kontrolę nad grą przejęli gospodarze, długo i nudno rozgrywając piłkę. Od tego momentu utarczki słowne między obiema ekipami kibiców narastały, trwając do końca meczu, z przerwą na wspólne, często niewybredne przyśpiewki.

Mecz się zbliżał ku końcowi, wejście na boisko Benzemy i Raúla nie odmieniło sytuacji na boisku. Ostatni gwizdek sędziego. Koniec. Wielka radość i śpiew „Katalończyków”, chwila ciszy i smutek „Białych”, którzy pełni niedosytu, a zarazem dumy z postawy swoich ulubieńców zaczęli rozchodzić się do domów. Gratulacje dla Barcelony, czekamy na rewanż i kolejne spotkanie w Tawernie

Za foty dziękuje Kaito Yamaro.

tomwil74

Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Wrocławia: 1 2




Lublin

W Lublinie padł w tym roku rekord. Największe derby Europy przyciągnęły ponad pięćdziesięciu kibiców Galacticos do lubelskiego pubu „Tifosi” na najważniejsze spotkanie obecnego sezonu. Niestety, porażka Los Blancos przyćmiła nieco panującą atmosferę. Zgromadzeni wierni ubrani w białe koszulki i szaliki dawali z siebie wszystko. Przed El Clásico w Barcelonie, tutaj w Lublinie zorganizowaliśmy mini derby. Dzięki zaciętej walce i zapałowi fanatycy Barcy ulegli nam dopiero w rzutach karnych 4:5 (w regulaminowym czasie padł wynik 10:10). Zwycięstwo na hali oraz obecność tak licznej grupy kibiców Królewskich na wschodzie Polski poprawiły nam nieco nastroje. W 56. minucie spotkania nie uciszył nas nawet sam Ibrahimović. Okrzyki od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty, ogromne emocje, wiara do ostatniej sekundy w zwycięstwo wzięły górę nad triumfem Katalończyków. Wszyscy razem gorąco, w tumulcie wrzasków przeżywaliśmy każdy rajd Cristiano Ronaldo. Nie wspominając o sytuacji CR9 z Valdesem, po której powinna paść piękna bramka. Każdy odbiór piłki przez Lassa, żółta kartka, niesprawiedliwa decyzja arbitra były żywo komentowane przez wszystkich zgromadzonych. Myślę, że wiele osób zgodzi się z tym co powiedział jeden z kibiców Królewskich obecnych na meczu : „To nie Barca wygrała mecz, lecz Real go przegrał”. Tak się niestety stało.
Tego rodzaju wspólnych spotkań w sezonie powinno być jak najwięcej. Niestety prawda jest taka, że przychodzi nas zaledwie garstka na inne spotkania. Na koniec zrobione zostało obowiązkowe pamiątkowe zdjęcie. Nie pozostaje nam nic innego jak nadzieja na kolejne zwycięstwa. W dalszym ciągu będziemy z całego serca wspierać Królewską jedenastkę. Zapraszam gorąco wszystkich na wiosenny rewanż na Santiago Bernabéu, jak i na pozostałe mecze Los Blancos, oczywiście w „Tifosi”. Do następnego razu i dzięki za przybycie. ĄHala Madrid!

kenji

Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Lublina: 1 2 3 4 5 6




Rzeszów

Gran Derbi w Rzeszowie, jak od kilku lat tradycja nakazuje, zorganizowaliśmy w pubie Corner. Oczywiście publika pojawiła się już dużo wcześniej, tak więc z wejściem do lokalu miałem pewne problemy. Po kilku logistycznych przemeblowaniach wszyscy zasiedli, by oglądnąć szlagierowy pojedynek dwóch gigantów. Byłem miło zaskoczony frekwencją, bo jak się okazało to wreszcie pierwsze Gran Derbi, w których to my – kibice Los Blancos - mamy wyraźną przewagę liczbową.
Pierwsza połowa świetna, byliśmy bardzo zadowoleni. Każdy liczył po cichu, że piłka wreszcie wpadnie do bramki strzeżonej przez Victora V. W takich też nastrojach rozpoczęła się druga odsłona. Gra naszych pupili była dobra, śmiem powiedzieć, że najlepsza w tym sezonie, ale wynik był kiepski. Nasze pragnienia wyraził gdzieś z tyłu schowany kacius. Niestety mecz zakończył się zwycięstwem Barcy. W piłce jest jak na rybach - liczy się to, co w siatce. Kolejne derby przeszły do historii. Miło było poznać nowych, choć do tej pory zakamuflowanych kolegów. Nasze spotkanie nie zakończyło się wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra. Najpierw pamiątkowe fotki pod pomnikiem Mickiewicza (nie wiedzieć czemu od razu pojawił się radiowóz :)). Potem jeszcze długie rozmowy w pubie przy złocistym płynie (niektórzy korzystali też z dobrodziejstw tureckiej kuchni). Radość Grzesia wszystkim się udzieliła. To były niezapomniane derby. Okazało się bowiem, że Rzeszów ma liczną rzeszę kibiców Merengues. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się w tym, jak nie liczniejszym gronie.
Kaiser
Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Rzeszowa: 1 2 3




Białystok

Dzień zaczął się nad wyraz spokojnie, biorąc pod uwagę to, iż dzisiaj odbędzie się Gran Derbi. O dziwo nawet ja byłem spokojny pomimo realnej oceny stanu zaawansowania gry zespołowej naszej drużyny, którą wszyscy zdołali sobie do tej pory wyrobić. Cztery godziny przed meczem zastanawiałem się co w tej chwili mogą robić piłkarze? Koncentrują się? Jak wygląda ich koncentracja? Byłem spokojny o ich nastawienie. Byłem przekonany, że na boisku zostawią sporo zdrowia i będą walczyć o każdą piłkę zgodnie z tym czego oczekiwało od nich zawiedzione w zeszłym roku szerokie grono madridistas. Nie zawiodłem się...

Większość kibiców zameldowała się w klubie nieco wcześniej, ze względu na pokazywany mecz Arsenal - Chelsea i konieczność wcześniejszej rezerwacji miejsc. Po cichu liczyłem na podobny wynik i zaciętość spotkania. O ile o wynik mogłem się martwić, o tyle o emocje i akcje już nie musiałem. Jeszcze przed meczem kolega Rockhead obdarował nas pozytywną informacją: Cristiano zagra. Nie pozostało nic innego, jak walczyć oczywiście na boisku. Wracamy do lokalu. Zgromadziła się nas tam przyzwoita liczba osób. Udało się zapełnić lokal. Każdy siedział tam gdzie mógł i znalazł dobry widok na sporych rozmiarów obraz rzucany z projektora. Oprócz fanów Blancos znalazło się też całkiem sporo fanów Blaugrany. Choć wydaje mi się, że byliśmy w przewadze.

Opis meczu raczej nie będzie się różnił od tego, co można było spotkać w innych miejscowościach. Nawet pomimo tego, że nie było nas tak dużo. Nie mogliśmy nadziwić się postawą Realu w pierwszej połowie, zastanawialiśmy się gdzie podziała się ta Barcelona znana do tej pory. Zastanawialiśmy się, co się stało z ich atakiem, który praktycznie nie istniał. Na szczęście dla Barcy istnieli za to dwaj inni gracze: Puyol, który nie raz wydzierał z gardeł w ostatnim momencie podskakującym ludziom radosne okrzyki "gool!", oraz Keita, którego ostre faule deprymowały naszych zawodników, a on sam nie został nawet przez sędziego upomniany. Do grupy rozczarowanych pracą sędziego później dołączyli fani Barcelony. W momencie jak Busquets otrzymał czerwoną kartkę, nasze nadzieje odżyły, by potem przytłumić je trochę zdjęciem Cristiano Ronaldo, który był najlepszy na boisku i już od samego początku meczu dawał nam spore nadzieje na zwycięstwo. Stało się jednak inaczej. Zabrakło nam trochę szczęścia. Po meczu emocje były różne, jedni byli źli na sędziego, za niedoszłego karnego, za czerwone kartki... jednak wszyscy wspólnie byli dumni. Dumni z naszej drużyny, która nie sprzedała skóry łatwo. Nie muszę chyba dodawać, że nasza drużyna się tworzy, co jeszcze bardziej napawa optymizmem przed następnym starciem obu drużyn.

Bardzo zadziwiła mnie otwartość niektórych ludzi, kibiców Realu, którzy mimo to, że widzą się pierwszy raz, rozmawiają ze sobą pierwszy raz to momentami mogło się odnieść wrażenie, jakby znali się nieco dłużej. Serdecznie dziękuję tym wszystkim którzy przyszli wspierać naszą drużynę razem z nami. Spora większość na załączonym obrazku, niestety części udało się uciec, przez co nie zdołałem ich uwiecznić. Ale sądzę, że będzie jeszcze do tego okazja.

Specjalne podziękowania dla dotrzymujących sobie nawzajem towarzystwa: Ksabiego, Morfiego, Rockheada, Cudaka 07 oraz Piotrka. Siedzielibyśmy pewnie dłużej, gdyby nas w końcu barman nie pogonił ;]

Coś ruszyło w naszym mieście. Jedna mała inicjatywa poruszyła kolejną i w ten sposób mam nadzieję, do naszego grona zaczną dołączać kolejni, żądni wrażeń i pięknej gry kibice Realu a Ci co przyszli będą dotrzymywać nam towarzystwa długo długo później. Do zobaczenia na następnym meczu.

Jaason

Oto najbardziej interesujące zdjęcie z Białegostoku: 1





Radom

Po raz pierwszy spotkaliśmy się oficjalnie w Radomiu, ale za to z jakim skutkiem! W oddalonym od Warszawy o sto kilometrów mieście, liczącym ponad dwieście tysięcy mieszkańców, mecz obejrzeć można było w trzech pubach. My wybraliśmy akurat Piwiarnię Warki. Już na godzinę przed rozpoczęciem spotkania wszyscy stoliki bez rezerwacji były zajęte, zaś po kilkudziesięciu minutach - nie było już gdzie wsadzić palca. Piwiarnia dzieli się na parter oraz poddasze, które zajmowaliśmy my. Na górze zliczyć można było około czterdzieści osób, byli to po równo kibice Królewskich i Blaugrany. W granicach sześćdziesięciu osób można było się doliczyć piętro niżej. Tam natomiast głównie poczynania obu zespołów obserwowali neutralni kibice; miejscami znaleźć można było kogoś z szalikiem bądź koszulką. Do godziny 18:45 mieliśmy okazję oglądać derby Londynu, w których bezapelacyjnie zasłużone zwycięstwo odniosła Chelsea.

Z każdą minutą podekscytowanie kibiców wzrastało. Gdy na zegarach wybiła godzina dziewiętnasta, w pubie rozległy się oklaski na widok naszych (i nie tylko) ulubieńców. Podczas pierwszej połowy emocje były ogromne, ale był to tylko zalążek tego, co miało się stać. Najbardziej pocieszającym faktem jest zachowanie się kibiców obu ekip, wszystko odbywało się z kulturą, bez jakichkolwiek wyzwisk. Mało tego, w trakcie przerwy uciąłem sobie miłą pogawędkę z fanem Barcelony, który powiedział tylko: „ciśniecie, ciśniecie. Boję się trochę”. Nie pozostało mi nic innego jak odpowiedzieć to samo i wypić wspólnie z nim kufel piwa. Druga odsłona meczu była nadzwyczajnie ciekawsza, a być może wszystko za sprawą akcji z 56. minuty, kiedy Ibrahimović zaliczył wejście smoka. To był piękny widok - zobaczyć po jednej stronie skaczących ze szczęścia ludzi, zaś po drugiej załamanych i uderzających głową o stół. Następnie niewykorzystane akcje Higuaína oraz Ronaldo spowodowały niemalże palpitację serca wśród wszystkich widzów. Do ostatniej minuty wszyscy wierzyliśmy przynajmniej w remis, który bądź co bądź byłby najsprawiedliwszym wyrokiem. Tak się jednak nie stało, a czerwona kartka dla Lassa tylko to przypieczętowała.
Spotkanie można zaliczyć do bardzo udanych, tym bardziej że było to praktycznie pierwsze tak dużym gronie. A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że Radom zamieszkują coraz to więksi kibice Los Blancos. Pozostaje mi, w imieniu wszystkich, podziękować za świetną zabawę, zakończoną niestety porażką, ale następnym razem - a to już niedługo, bo w kwietniu - będzie zdecydowanie lepiej. I wówczas nie będziemy się cieszyli tylko ze zwycięstwa w derbach, ale również z zapewnienia sobie mistrzostwa. Do następnego!

_RSAH_Madridista

Oto najbardziej interesujące zdjęcia z Radomia: 1 2





Madridistas spotkali się również w Szczecinie. Oto najbardziej interesujące zdjęcia z tego miasta: 1 2


Warszawa

Kiedy w telewizji leciały ostatnie minuty meczu Arsenal – Chelsea, warszawskie madrisismo z niecierpliwością oczekiwało na inne, zdecydowanie ważniejsze derby tego wieczoru. W Piwiarni Warki zebrało się około 30 kibiców Realu, większość przywdziała białe barwy, na szyjach widać było szaliki, a w środku najważniejsze – białe dusze.
Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego rozległy się gromkie brawa, a z naszych gardeł popłynęły słowa hymnu Realu Madryt. Pierwsze minuty upłynęły w skupieniu i brawach przy mniej lub bardziej pięknych zagraniach naszych piłkarzy. Kiedy zegar pokazał siódmą minutę, rozległo się tradycyjne „ĄIlla, illa, illa Juanito maravilla!”. W oglądaniu meczu przeszkadzał nam... komentarz, odrobinę wyprzedzający wydarzenia na boisku, jednak po co komentarz przy takim meczu ;). Na szczęście podobnie pomyśleli realizatorzy spotkania i przez jakiś czas oglądaliśmy spotkanie, wyłącznie z odgłosami trybun. Ach, żeby każdy mecz można było oglądać w ten sposób.

W 20. minucie ogromny zawód. Zmarnowana „setka” Cristiano wprawiła wszystkich w osłupienie, nikt nie mógł uwierzyć, że to nie wpadło. Następne minuty, to głośny doping, krzyczenie „Ąvamos!”, przy każdym kontrataku Realu i ogólny zachwyt nad grą Lassa, zdecydowanie jednego z najbardziej lubianych piłkarzy Blancos. W przerwie chwila odpoczynku od fascynujących wydarzeń i czas na pamiątkowe fotografie (niestety, z powodu awarii aparatu, zdjęć nie ma :( ), a kiedy skończyła się przerwa, ponownie zasiedliśmy na miejscach, pilnie śledząc przebieg meczu. Kiedy na boisko wchodził Zlatan, nikt specjalnie się nie przejął, tym bardziej że już w następnej akcji, po raz kolejny złapaliśmy się za głowy, kiedy to Higuaín zmarnował doskonałą okazję na prowadzenie. Niestety, chwilę później nastąpiło najgorsze. Gol Zlatana, z krzywymi minami, oglądaliśmy powtórki, kiedy siedzący obok kibice Barcelony głośno radowali się z bramki. Jednak niezniechęceni niekorzystnym wynikiem, dalej głośno dopingowaliśmy swoim idolom, a po czerwonej kartce dla Busquetsa było już tylko głośniej. Niestety, kolejne akcje, z których nic nie wynikało. W końcowych minutach hołd dla Ikera, po świetnej obronie strzału Messiego, i zaraz potem, kolejny już jęk zawodu, tym razem po czerwonej kartce dla Lassa. Serce podpowiadało, że jeszcze uda się wyrównać, rozum już raczej pogodził się z porażką. Trzecie kolejne przegrane Gran Derby, znowu opuszczaliśmy lokal w złych nastrojach. Zawiedzeni byliśmy przede wszystkim wynikiem, gra nie wyglądała tak tragicznie, a nas najbardziej cieszyło, że po raz kolejny mogliśmy dopingować naszych, a warszawscy kibice, są i będą z Królewskimi zawsze, na dobre i na złe. Z nastawieniem na srogi rewanż, nie możemy się doczekać kolejnej konfrontacji z Barceloną, na którą ponownie stawimy się zwarci i gotowi.

Bonso


Trójmiasto

To El Clásico, przynajmniej w wydaniu trójmiejskim, z pewnością przejdzie do historii. Nie ze względu na wynik meczu, lecz największą, jak dotąd, frekwencję nadmorskich kibiców.

Gdy mała grupka madridistas spotkała się w umówionym wcześniej miejscu, dało odczuć się mały zawód, że tylko tyle osób zdołało odpowiedzieć na hasło Madridismo unido. Nic bardziej mylnego! Kiedy tylko wspomniana grupka dotarła do pubu w Hotelu Szydłowski, czekało ich niemałe zaskoczenie – cała sala wypełniona po brzegi bielą! Były nawet problemy o miejsca siedzące, jednak ostatecznie ponad czterdziestoosobowa rzesza madryckich kibiców zmieściła się i mogła wspólnie, po raz pierwszy w tak dużym gronie, obejrzeć długo oczekiwany klasyk.

Wrażenia w trakcie meczu zapewne nie różniły się niczym od tych z innych polskich, i nie tylko, miast. To, co szczególnie nas zaskoczyło, to dobra gra Los Blancos i kilka okazji na bramkę, w tym nieodżałowana i wspominana przez długi czas szansa Cristiano Ronaldo, której Portugalczyk nie wykorzystał.

Niestety, znakomity nastrój popsuł wszystkim Zlatan Ibrahimović, a coraz częstsze nieczyste zagrania piłkarzy Barcelony wystawiały nerwy kibiców na próbę. Kiedy niektórzy z nich głośno sugerowali małe „oszustwa” ze strony katalońskiej, tuż za oknem pubu przebrnął długi konwój policyjnych radiowozów, jak na zawołanie. Do dziś nie wiemy, czego tak naprawdę szukali stróże prawa, jednak udało im się odwróć na chwilę uwagę części zgromadzonych kibiców. Na krótką chwilę – dużo ważniejsze rzeczy działy się bowiem na murawie Camp Nou.

Mimo gry w przewadze, Real Madryt nie mógł strzelić upragnionej bramki. Wśród głosów kibiców dało się słyszeć propozycje wydelegowania do gry Roystona Drenthe, czy nawet śmiałe zapowiedzi wejścia Jerzego Dudka, jednak Manuel Pellegrini zaufał Karimowi Benzemie i Raúlowi, którzy jednak nijak poprawili sytuację na boisku. Królewscy znów musieli obejść się smakiem, a my, kibice, rozejść do domów w atmosferze pewnego rodzaju niedosytu i zawiedzenia, a może nawet uczucia lekkiej niesprawiedliwości.

Nasze towarzystwo „wspomógł” osamotniony culé i tylko on mógł być z tego grona zadowolony. Reszcie pozostaje satysfakcja z faktu, że trójmiejskie madridismo nie jest wcale takie małe i z pewnością jeszcze nie raz pokaże się z tej dobrej strony.

marthen


Olsztyn

Pub Enka w Olsztynie jest bardzo zakamuflowany, ale każdy kibic Realu, który mieszka w Olsztynie, wie, gdzie on się znajduje. W tym pubie została o dziwo założona penya Barcelony, teraz raczej tam królują białe barwy. Na meczu zjawiło się może 3-4 fanów Barçy. Byliśmy w olbrzymiej przewadze ;) .Przed pierwszym gwizdkiem Gran Derbi oglądaliśmy mecz Arsenal-Chelsea i podziwialiśmy pięknego gola Drogby w rzutu wolnego, lecz wszyscy zgromadzeni nie mogli już doczekać się wielkiego piłkarskiego święta. Wreszcie skończył się mecz na szczycie Premiership i wystarczyło poczekać 10 minut na początek meczu, na który wszyscy czekali. Nadeszła godzina 18:55 i początek widowiska - na boisko wybiegają obydwie ekipy. W pubie od razu zaczęła się wrzawa. Mecz rozpoczął się od dużego pressingu Barcy, ale w pierwszej połowie to Real miał przewagę. Strasznie przeżywaliśmy zmarnowaną sytuację przez Ronaldo. Nadeszła przerwa, a po niej druga połowa i wszyscy z rozochoceni dość dobrą grą Realu, pewni siebie zasiadamy do oglądania drugiej części spotkania. Dużo było rozmów na temat sędziego, który, wg większości, nie prowadził zbyt dobrze meczu. W pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać o tym, co wyprawiają piłkarze Barcelony, bo strasznie symulowali. Tekstem dnia było: „Piłkarze Barcelony biorą korepetycje u Inzaghiego”. Nadeszła nieszczęsna 56. minuta i wszyscy zamarli - Barca obięła prowadzenie. Do końca meczu wierzyliśmy, że Real zdoła wyrównać. Kibice obu drużyn zakładali się ze sobą o to, czy Real zdoła wyrównać... Cóż, czekamy na następne Gran Derbi, bo na Santiago Bernabéu na pewno się odgryziemy.

Pozdrawiam wszystkich zgromadzonych madridistas. Wielkie podziękowania dla Bacy za rezerwację stolików. Zapraszamy na kolejne mecze, mam nadzieję, że będzie nas coraz więcej. Siempre Madrid!

kowal9 well djkowal107


Łódź

W pubie Cotton kibice Realu pojawili się około godziny osiemnastej. Z rozpoznaniem się nie było kłopotu - łódzkie madridismo zajęło miejsca najbliżej ekranu, a niemal wszyscy byli przebrani w białe koszulki. Nikt nie sprawiał wrażenia obawiającego się kolejnego pogromu Królewskich, w naszych szeregach dominował optymizm. Przy naszym madryckim stoliku usiadło także trzech kibiców FC Barcelona, jednak trudno mówić o jakichkolwiek kłótniach, sprzeczkach czy wyzwiskach. Jedyną osobą, której mogło oberwać się za noszenie koszulki Blaugrany, był Dani Alves. Niestety, na wybuch radości po strzelonej bramce Zlatana (asystą zemścił się na nas Alves) byliśmy zdolni odpowiedzieć jedynie namiastką szczęścia, widząc czerwoną kartkę dla Busquetsa. W Łodzi po raz pierwszy udało się zorganizować spotkanie kibiców Realu, ale wnioskując po pomeczowych dyskusjach, prawdopodobnie zobaczymy się jeszcze co najmniej kilkukrotnie.

Leszczu

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!