Menu
dziobo / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Dortmundzie: Dortmundzkie reminiscencje

Garść pomeczowych refleksji z rąk naszego redaktora

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Dortmund już dobrych kilka godzin temu zasnął błogim snem. Tuż po meczu skrupulatni Niemcy ze śpiewem na ustach: "Wir fahren nach Betten" podążyli ku domostwom, by rano wstać i z właściwym sobie powściągliwym uśmiechem podbić w pracy kartę zakładową. Nie ma się zbytnio co temu dziwić, albowiem jedno z większych miast Zagłębia Ruhry jest prawdziwą pustynią kulturową. Ze świecą można tutaj szukać miejsc, gdzie można się zabawić lub zintegrować się ze rdzenną ludnością. Szef naszego serwisu bez obaw mógł nas tutaj wysłać, nie zmuszając nas do podpisywania oświadczeń o nieuczestniczeniu w nocnych eskapadach pod groźbą zapłacenia sowitej grzywny. Swoją drogą, nie jesteśmy zatem w stanie zacnie uczcić dziewięciolecia RealMadrid.pl, które przypada w dniu dzisiejszym.

Aż dziw bierze, że w tym oto miejscu mieszkają kibice, którzy tworzą najliczniejszą widownię podczas meczów Bundesligi. Najliczniejszą i najbardziej żywiołową. Ktoś, kto przypadkiem znalazłby się na Signal Iduna Park, mógłby być w szoku, że Niemcy potrafią w tak spontaniczny sposób reagować na wydarzenia boiskowe. Mimo że początkowa droga na stadion nie napawała zbytnim optymizmem, jeśli chodzi o atmosferę podczas meczu. Jednak już pod samym stadionem rzesza fanów prezentowała się już całkiem okazale. Można w niej było zobaczyć nawet... Raúla w koszulce Borussii. Na załączonej fotografii, można jednak w głębi zauważyć Raúla w koszulce Realu, więc nasze nadzieje o odejściu El Capitána w ostatnich godzinach okazały się płonne. Tłum zebrany pod bramami nie pozwolił mu na czas dotrzeć do szatni, bowiem nie sposób go było zobaczyć podczas przedmeczowego zapoznania się z murawą. Na płycie stadionu dość długą pogawędkę ucięli sobie za to Jakub Błaszczykowski z Jerzym Dudkiem. Można tylko mniemać, czy Jerzy przekazywał Kubie jakieś sygnały odnośnie zainteresowania Realu jego osobą. Ewentualnie to Dudek mógł podpytać Błaszczykowskiego o to, jak z perspektywy obecnego reprezentanta Polski wygląda walka o miejsce w bramce polskiej kadry. Wszak ambicje, by grać podczas Euro 2012, zobowiązują.

Dość długo rozmawiali ze sobą również Manuel Pellegrini z Lassem. Trener Realu chciał zapewne przekazać Francuzowi wskazówki odnośnie gry na prawej obronie, gdzie Chilijczyk ustawił nominalnego defensywnego pomocnika. Jeszcze większym zaskoczeniem była gra Pepego w środku pomocy. Prym w tej strefie boiska wiódł jednak Kaká, który już w trzeciej minucie popisał się kapitalnym à la Zidane podaniem do Granero, który bez problemu pokonał Weindenfellera. Myliłby się jednak ten, który twierdziłby, że mecz ten był popisem Brazylijczyka. Owszem, Kaká zaliczył również niezmiernie ważne podanie do Robbena przy golu Higuaína oraz sam pewnie wykonał rzut karny, lecz nie był to jego perfekcyjny występ. Miał zbyt wiele strat, by bez reszty ekscytować się jego grą. Podobnie Xabi Alonso, który mimo że starał się regulować tempo gry, miał dużo nieudanych zagrań. Skoro już o niefartownych podaniach mowa, przodował w nich Benzema, który był całkowicie bezproduktywny, a jego nonszalancja podczas sytuacji sam na sam z pierwszej połowy wołała o pomstę do nieba. Zachował się wówczas niczym nieopierzony młokos, niczym ktoś, kto przypadkowo znalazł się pod bramką przeciwnika, niczym... Fabio Cannavaro, którego podobizna zdobiła profil Francuza w przedmeczowym piśmie kolportowanym pod stadionem.

Kuba nie przymierzył
Spotkania oko w oko z bramkarzem nie wykorzystał również Błaszczykowski, który dopadł do piłki po znakomitym zagraniu Tingi, lecz jego strzał otarł się o nogę Casillasa, przez co piłka minimalnie minęła świątynię Ikera. Generalnie jednak Kuba stoczył dużo ciekawych pojedynków z Marcelo, które były jednymi z bardziej frapujących aspektów tego pojedynku. Można nawet powiedzieć, że najdroższy piłkarz Borussii (wyceniany na 8 mln euro prze transfermarkt.de) nie odbiegał zbytnio dyspozycją od najdroższego piłkarza świata. Cristiano Ronaldo w pewnym stopniu przeszedł obok meczu. Nie ma co go jednak ganić za taką postawę w, bądź co bądź, towarzyskim meczu, bowiem swój największy kunszt zostawia z pewnością na poważniejsze rozgrywki, jednakże zgromadzeni kibice z pewnością więcej spodziewali się po metroseksualnym Portugalczyku. Tak czy siak, najlepszy piłkarz świata ubiegłego roku, przy każdym dojściu do piłki, wzmagał na stadionie największy tumult. Wśród wiwatujących na cześć śniadego bożka znaleźli się również kibice Manchesteru, którzy z pewnością nie mogą pogodzić się z odejściem najznamienitszej persony światowego futbolu. Druga połowa meczu zdecydowanie nie potoczyła się po myśli Crisa, w związku z czym swe niepowodzenia chciał sobie wynagrodzić celnie strzelając z jedenastu metrów. Tuż po odgwizdaniu przez sędziego rzutu karnego za faul(?) na Robbenie, Ronaldo ustawił się w polu karnym, usilnie wypatrując piłki. Po chwili podszedł do niego Kaká, który sugestywnym gestem oznajmił mu, iż to on będzie wykonawcą tego stałego fragmentu gry. Co symptomatyczne, tuż po uzyskaniu czwartego gola, jednym z pierwszych, który pogratulował reprezentantowi Brazylii udanego zagrania, był Portugalczyk.

Latynoska atmosfera na trybunach
Po golu Kaki było już jasne, że obchody jubileuszu Borussii zostały zepsute, toteż miejscowi kibice jęli podejmować próby w celu uratowania się przed stypą. Co i rusz inicjowali meksykańską falę, w którą włączał się cały stadion. Serce naprawdę rosło, gdy można było ujrzeć wznoszone niczym kołyszące się na polu zboże ręce kibiców zgromadzonych na stadionie. Ta sielska atmosfera została przerwana jedynie przez groźne starcie Hajnala z Xabim Alonso, w wyniku czego Hiszpan doznał groźnej kontuzji. Jedyna w swoim rodzaju atmosfera trwała do samego gwizdka i... kilka minut dłużej, gdyż tuż po zakończeniu meczu najwierniejsi fani z Südtribüne oddali hołd Christophowi Metzelderowi. Piłkarz, który spędził siedem lat w drużynie z Zagłębia Ruhry, aż... usiadł z wrażenia. Iście Królewskie powinszowanie.

Reasumując, Real Madryt, przeprowadzając wiele akcji jakby od niechcenia, nie zachwycił swoją grą, podobnie jak Dortmund nie olśnił nas swoim pięknem. Jednak wynik poszedł w świat, a i my za jakiś czas będziemy ciepło wspominać pobyt w tym mieście, niezależnie od tego, co się tutaj (nie) wydarzyło. Strach tylko pomyśleć, cóż to będzie za mecz, w którym Real zagra na miarę swoich możliwości. Z pewnością musi się to stać w jakimś dużo, dużo piękniejszym mieście...

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!