Menu
Lecho / RealMadryt.pl

Toronto pokonane 5:1

Znowu wygrywamy

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Wydatki na transfery niebagatelne, pobory piłkarzy nieprzyzwoicie wysokie, ale euro z nieba nie spada ani nie rośnie na drzewach w Madrycie. Co innego dolary. Florentino Perez zdawał sobie z tego faktu sprawę i zaaplikował drużynie niepotrzebny, ale za to dochodowy wyjazd na mecze towarzyskie do Ameryki Północnej. Pogrążeni w kryzysie, ale nadal majętni Amerykanie na pewno kupią tysiące koszulek w rozmiarze XXL, zapełnią stadiony, przyjdą na treningi oraz zjedzą hamburgery w bułkach z podobizną Cristiano Ronaldo. Piłkarze nie protestują, trener też nie, wszak zobaczą kawałek świata, do którego nigdy by się nie udali, bo przecież podczas urlopu wygodniej jest się wygrzewać na słońcu w popularnych kurortach.
Patrząc ze sportowego punktu widzenia, wyjazd jest zbędny. Ale cóż, grać trzeba. Wobec tego Manuel Pellegrini postanowił delegować do gry jedenastkę, która zwycięstwo zapewni jeszcze w pierwszej połowie. W bramce stanął Iker Casillas. Portero miał za zadanie kierować blokiem defensywnym złożonym z Alvaro Arbeloy, Christopha Metzeldera, Raúla Albiola oraz Roystona Drenthego. Jedynym defensywnym pomocnikiem okazał się Lassana Diarra - przecież przyjechaliśmy atakować, a nie się bronić. Przed nim mieliśmy okazję podziwiać ofensywny tercet w składzie: Guti, Kaka, Cristiano Ronaldo. Natomiast w pierwszej linii ujrzeliśmy Raúla i Karima Benzemę.

Spotkanie rozgrywane o niekorzystnej dla nas, Europejczyków, porze lepiej rozpoczęli gospodarze. Już w piątej minucie Vitti znalazł się sam na sam z Casillasem, ale Iker wygrał pojedynek. Tymczasem już w trzynastej minucie Los Blancos wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Raúla. Kapitan zwiódł w polu karnym obrońcę i uderzył pod poprzeczkę. Niedługo później Ronaldo posłał piłkę nad poprzeczką. Natomiast w osiemnastej minucie był już znacznie skuteczniejszy. Portugalczyk wykończył akcję Diarry i Benzemy i nie dał szans bramkarzowi Toronto. Mimo że Los Merengues prowadzili już 2:0, nie zamierzali spuszczać z tonu. Z 25 metrów uderzał Kaka, lecz szybko lecąca piłka minęła słupek. W dwudziestej szóstej minucie Arbeloa dośrodkował w pole karne, w którym znajdował się wysoki Metzelder. Niemiec zgrał piłkę do kapitana, który po raz drugi pokonał Freia. Królewscy przez cały czas atakowali, choć klarownych okazji nie udało im się stworzyć. Mieli jednak wyraźną przewagę i kontrolowali przebieg meczu. Tylko na sto osiemdziesiąt sekund przed końcem pierwszej odsłony pod bramką Casillasa zrobiło się ciekawiej - Guevara uderzył z rzutu wolnego nad poprzeczką.

Zanim rozpoczęła się druga połowa byliśmy świadkami kilku zmian - między innymi na placu gry pojawił się Jerzy Dudek. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to właśnie te roszady spowodowały, że gra po przerwie nie układała się już tak dobrze. Dopiero w pięćdziesiątej ósmej minucie Esteban Granero oddał pierwszy w tej części strzał w kierunku bramki. Na pewno nie będzie o nim długo pamiętał. Po dwudziestu minutach rywalizacji w drugiej odsłonie, choć nic na to nie wskazywało, Królewscy powiększyli prowadzenie za sprawą Benzemy, który umiejętnie znalazł się w polu karnym. Francuz niedługo potem znów miał okazję, ale przewrócił się w polu karnym, chcąc wymusić jedenastkę. Nie udało mu się. Moment radości w tym meczu mieli również piłkarze Toronto, którym udało się trafić do siatki w siedemdziesiątej piątej minucie. Dudek zdołał obronić uderzenie jednego z napastników, ale już przy dobitce Gali był bezradny. Podopieczni Pellegriniego chcieli szybko odpowiedzieć, ale strzał Robbena, który walczy o pozostanie w klubie, został zablokowany. Aktywny Holender w końcu się doczekał i trafił do siatki rywali na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Dokonał tego po ładnej akcji Lassa i Benzemy, mijając bramkarza i strzelając do pustej bramki. Pojedynek mógł i powinien był się skończyć wynikiem 6:1, lecz Negredo zmarnował sytuację sam na sam tuż przed końcowym gwizdkiem.

Zwycięstwo efektowne, choć biorąc pod uwagę klasę rywala, nie robi najmniejszego wrażenia. Mecz był okazją do debiutu dla Kaki i Xabiego Alonso i, prawdę mówiąc, na tym można zakończyć. Za tydzień nikt o spotkaniu nie będzie pamiętać. Prawdziwe sprawdziany formy zaczną się pod koniec sierpnia. To był tylko trening.

GALERIA

Składy:
Toronto FC: Frei; García, Serioux, Wynne, Attakora, Guevara, Robinson, De Rosario, Brennan, Barret, Vitti
Real Madryt: Casillas (Dudek, 46'); Arbeloa (Torres, 46'), Albiol (Pepe, 46'), Metzelder (Sneijder, 82'), Drenthe (Garay, 82'), Lass, Guti (Alonso, 61'), Cristiano Ronaldo (Robben, 61'), Kaká (Granero, 46'), Raúl (Negredo, 61'), Benzema

Bramki:
1:0, Raúl, 13' - UploadMirrors lub RapidShare
2:0, Ronaldo, 18' - UploadMirrors lub RapidShare
3:0, Raúl, 26' - UploadMirrors lub RapidShare
4:0, Benzema, 65' - UploadMirrors lub RapidShare
4:1, Gala, 75' - UploadMirrors lub RapidShare
5:1, Robben, 87' - UploadMirrors lub RapidShare

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!