Menu
Qras / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Tam, gdzie tylko my Ciebie zabierzemy

Korespondencja z Madrytu: Estadio Santiago Bernabéu inaczej niż zwykle

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Jeżeli marzeniem każdego oddanego kibica Realu jest wybrać się do Madrytu na mecz ulubionej drużyny, tak marzeniem każdego pracującego dla strony poświęconej Królewskim, jest być podczas meczu tam, gdzie dziennikarze największych stacji radiowych, telewizyjnych i gazet - na trybunie prasowej królewskiego stadionu i to z każdym przywilejem, jaki się z tym wiąże.

Taka możliwość pojawiła się przed meczem Realu Madryt z LDU Quito w ubiegły wtorek (4:2).

RealMadrid.pl, jak zawsze, pierwszy przeciera szlaki. :)

Akredytacje prasowe, radiowe i telewizyjne odbiera się po wejściu w bramę stadionową numer 55. To miejsce położone niedaleko oficjalnego sklepu klubu Tienda Bernabéu. Aby tam dotrzeć od strony stacji metra Santiago Bernabéu, trzeba obejść prawie cały stadion, kierując się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Zaraz obok bramy, gdzie otrzymuje się akredytacje, są wejścia dla VIP-ów, pod które podjeżdżają czarne lub ciemnogranatowe limuzyny Audi, brama, którą wjeżdżają na stadion autokary z piłkarzami obu drużyn oraz oficjalny sklep właśnie. Dalej jest już tylko przyległe do stadionu centrum handlowe, w którym przed i po meczu można spotkać wielu fanów Los Merengues.

Po wejściu w "bramę akredytacji" znajdujemy się w ogromnym, przestronnym pomieszczeniu, na końcu którego jest przeszklone biuro, gdzie odbiera się "akredytki". Wrócę tu raz jeszcze, już po spotkaniu, ponieważ zaraz za tym pomieszczeniem jest tzw. strefa mieszana, gdzie po meczu można spotkać się piłkarzami oraz przejść do sali konferencyjnej.

Tymczasem, pokazując legitymację redaktora RealMadrid.pl, otrzymuję odpowiednio opisaną kopertę, której zawartość cieszy niezmiernie - bilet na trybunę prasową i akredytacja. Teraz tylko znaleźć bramę numer 53 (tuż obok), gdzie znajduje się wejście dla posiadających akredytacje. Zaraz po pierwszej kontroli jest i druga, przed wejściem do windy, która wywozi dziennikarzy na wysokość szóstego piętra. W środku śliczna stewardessa, sprawna operatorka windy.

Następnie przejście naprawdę długim korytarzem i... jesteśmy. Jeszcze jedna kontrola i widok z najwyższego punktu trybuny prasowej Estadio Santiago Bernabéu. Tak spełniają się marzenia. :)

Widok stąd jest niesamowity, trudno o lepszy. I odpowiednia wysokość, i sam środek trybuny Lateral Este.

Siedzi się na wygodnych krzesłach, przed Tobą długa i dość wąska lada, przeszklony stół do pracy. I tu ciekawostka - jak można zauważyć na zdjęciu, modemy internetowe i telefoniczne pamiętają czasy, gdy Bill Gates zakładał w swym garażu firmę Microsoft. Nikt już z tego od bardzo, bardzo dawna nie korzystał, bo i obecna technika jest o kilka poziomów wyżej.

Co ciekawe, na trybunie prasowej nie ma także dostępu do sieci WiFi (sic!). Nawet na drewnianej trybunce stadionu w Irdning, skąd rok temu relacjonowaliśmy dla Was obóz przygotowawczy Królewskich, dostępny był internet dla przedstawicieli mediów. A na Bernabéu internetu niet, co wprawia w zakłopotanie i konsternację.

Część dziennikarzy posiada przenośne modemy, część podłącza do laptopów własne telefony i w ten sposób uzyskują dostęp do sieci. W przypadku skorzystania z takiej opcji przez wysłannika z Polski, rachunek telefoniczny za dwugodzinne połączenie telefoniczne z internetem i przesył danych na ekran laptopa, przynajmniej w sieci Era, byłby horrendalny. Sprawdzałem rok temu, w Austrii, i otrzymanie rachunku nie było przyjemnym przeżyciem.

Druga niespodzianka, po braku dostępu do internetu, następuje tuż po otwarciu laptopa - nie widać prawie całego boiska. Stoliki są nachylone, siedzi się dość głęboko, więc zamiast murawy widać... ekran laptopa. Kolejny dowód na to, że trybuna prasowa była projektowana na długo przed technologiczną rewolucją. Dziennikarze więc co chwila laptopy otwierają i zamykają, by oglądać mecz i pracować zarazem.

Panie Pérez, zrobiłby Pan coś z tym.

Rozwiązaniem płaski palmtop lub... zwykła kartka papieru i długopis. Ku mojemu zdziwieniu, spotykam dziennikarzy, którzy nadal hołdują temu sposobowi pracy i w ten sposób zapisują relację meczową. Niewiarygodne. Na drugim biegunie znajdują się wysłannicy z z Azji, posługujący się sprzętem zgoła kosmicznym, edytorami tekstu kompletnie mi nie znanymi.

Jest także wielu dziennikarzy radiowych, z przenośnymi radiowymi stacjami nadawczymi, wyrzucających z siebie kilka słów na sekundę. Przykładem Ekwadorczyk, który po strzale Higuaína z linii pola karnego zdołał trzy razy krzyknąć "gol", chociaż piłka przeleciała dwa metry i została zablokowana przez zawodnika gości. W każdym razie, atmosfera pracy i żyjącej meczem publiczności wokół niepowtarzalna.

Nad nami znajdują się boksy telewizyjne, RealMadridTV nadaje na żywo, podobnie kilka innych stacji.

Przerwa. Wizyta w bufecie dla dziennikarzy - cola, fanta i woda mineralna do wyboru w ilościach nieograniczonych. Ciekawa rzecz, nie można po prostu wziąć sobie puszki i kubka. Podająca/podający puszkę z napojem musi Ci otworzyć i osobiście napój do kubka nalać. Sporo to trwa, kolejka oczekujących rośnie, ale pewnych zasad trzeba się trzymać.

Mecz mija bardzo szybko, wrażeń ogrom i jeszcze sześć bramek, ładne zwycięstwo Realu i gorący doping zarówno dla gospodarzy, jak i gości.

Uwielbiam to potężne, gardłowe, przechodzące w brzuszne, "Uuuuchhjj", publiczności, gdy piłka po strzałach Królewskich nie trafia w bramkę. Uwielbiam, choć radość po bramkach nieporównywalnie piękniejsza.

Kibice Realu intonują stadionowe przyśpiewki, fetują Granero, podziwiają szybkość i żywiołowość Cristiano Ronaldo. Nie widziałem, aby ktoś potrafił tak szybko przebierać nogami w biegu, momentami można odnieść wrażenie, że obraz Cristiano zamazuje się w oczach, gdy pędzi w kierunku piłki. To naprawdę wyjątkowy widok. Marcelo również potrafi dołożyć do pieca. Lass pokrywa wszystko w pomocy, a Pepe w obronie, z gracją porusza się Benzema, potrafiący świetnie zmieniać tempo akcji i pozycje, błyskawicznymi zrywami Higuaín, walczą Gago i Raúl. Robben wkręca jakiegoś Ekwadorczyka tak, że ten przysiada zadkiem na murawie. Zresztą w momencie dojścia Holendra do piłki stadion zawsze się ożywia. Imponuje Granero, spokojem i opanowaniem wyróżnia się Metzelder, Dudek popisuje kilkoma świetnymi interwencjami.

Kibiców w sektorze Ultras Sur jest tym razem niewielu, ale od czasu do czasu intonują doping, jest i tradycyjny "Juanito", i kilka innych, i "puta barça" pod koniec spotkania.

Ech, można by tak długo, w zasadzie, mógłbym na tej trybunie zamieszkać. Pod warunkiem, że byłby internet. :)

Po meczu dziennikarze powoli opuszczają trybunę, składają sprzęt i kilometry kabli.

Powrót korytarzem (przy okazji, autokar Realu Madryt zaparkowany pod nami). Zjazd windą w dół, kilka kroków i zaczyna się mix zone, strefa mieszana. Piłkarze przechodzą pomiędzy banerami z nazwą rozgrywanego turnieju, a ustawionymi plastikowymi barierkami. Są już po prysznicu i przebraniu się w szatni. Przy barierkach stoją dziennikarze, czekając na zdjęcia, materiał video i krótkie wywiady. Ścisk ogromny, cały czas coś się dzieje, błyskają flesze.

Pierwszy wychodzi z szatni Lassana Diarra. Zamyślony, rozmawia przez telefon i nie zatrzymuje się. Zresztą, sporo innych piłkarzy robi podobnie, kierując się wprost do klubowego autokaru. Szybko przechodzi Guti, w fioletowej koszulce i z potężnym, złotym zegarkiem na ręku. Zatrzymuje się na chwilę przy jakimś znajomym, z którym zamienia kilka słów. Podobnie robi Negredo.

Najbardziej rozmowny jest promieniejący pozytywną energią Pepe, bohater wieczoru Granero, weteran Salgado i nasz Jerzy Dudek. Równolegle, w sali konferencyjnej obok, trwa pomeczowa konferencja trenerów obu drużyn. Cóż, coś trzeba wybrać. Albo ona, albo mix zone.

Publikowane już wywiady z Dudkiem i Pepe, także publikowana rozmowa z jednym z dziennikarzy z La Liga Loca i czas kończyć ten wyjątkowy wieczór. Jeszcze tylko LLL informuje mnie, że na Cristiano Ronaldo nie ma co czekać, bo on w strefie mieszanej zatrzymuje się tylko wtedy, gdy mecze są w niedzielę i tylko po to, aby odpowiedzieć na góra trzy pytania.

Trudno, next time Mr Ronaldo, w takim razie.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!