Menu
Qras / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Życie jak...

Marcowe reminiscencje z pobytu redakcji w Madrycie

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

"Gdy człowiek odnajduje się gdzieś świetnie, gdy zwyczajnie czuje się gdzieś naprawdę dobrze, mówi często, że to „życie jak w Madrycie”. A że w Madrycie byliśmy razem, my, redakcja RM.pl, postaraliśmy się sprawdzić, ile jest prawdy w tym popularnym powiedzeniu."

Tak. Wiem i po trzykroć wiem. Dziś mamy lipiec, a redakcja serwisu RealMadrid.pl w Madrycie była w marcu. A jednak warto wrócić do tamtego czasu, zapomnieć, choć na chwilę, o gorączce tego transferowego lata i odwiedzić Madryt raz jeszcze razem z nami.

Relację z pierwszych dwóch dni pobytu w stolicy Hiszpanii znajdziecie tutaj oraz tutaj.

Trzeciego dnia, w piątek, wybraliśmy się do Valdebebas. Akurat wtedy trening Realu Madryt był otwarty dla kibiców, co zresztą mogło tłumaczyć jego lekkość i zabawowość. O Valdebebas i treningu Los Blancos przeczytacie w tych artykułach: 1, 2 oraz 3. Filmiki z treningu, a także corridy, o której za chwilę, znajdziecie tutaj. Dość powiedzieć, że atmosfera kręcącej się piłeczki podziałała na nas tak bardzo, że znaleźliśmy boisko, żeby również jakieś partidazo zagrać i kilka golazos nastrzelać. Grać w piłkę na madryckiej ziemi..:)

Sobota była przedostatnim dniem pobytu w stolicy Hiszpanii. Część redakcji wybrała się na stadion Atlético, znanego również jako Patetis, tudzież Materace. Oto relacja, a mnie pozostaje jedynie dodać, że "bojówka" redakcji wzięła stadion rywala szarżą ułańską i z równie ułańską fantazją na stadionie sobie poczynała. Oczywiście, w klimacie żartu i anegdoty.

Pozostali postanowili zwiedzić Madryt, jego parki i najsłynniejsze miejskie place oraz zobaczyć corridę. Prawdziwą hiszpańską corridę w blasku popołudniowego słońca, w przybytku niemal stuletnim. O fenomenie corridy, zjawiska dla tubylców symbolicznego i bardzo ważnego, napisano już wiele i piórem artystów, z którymi zmierzyć się sensu brak.

Dość powiedzieć, że za ponowną wizytą w podobnym miejscu, ja przynajmniej, nie tęsknię.

Byki podzielone są na kategorie wagowe, niczym bokserzy na ringu. Różnica taka, że bokser wychodzi na ring i mierzy się z równym sobie. Byk, ze świetnie zorganizowaną armią przyszłego zwycięzcy i jego pomagierów. Hektolitry krwi cieknące z pyska pierwszego konającego "zawodnika", skutecznie zaburzyły i tak wątpliwą przyjemność oglądania pozostałych walk, w liczbie ośmiu bodajże. Kto nie dotrwał do końca, stracił pokaz tresury krów. Równie wspaniałe.

W rytmie skocznie przygrywającej orkiestry (tak, corridę uświetnia orkiestra, grającą melodie zależne od kolejnych etapów zabijania byka), tubylcy dopingowali matadorów. My natomiast dopingowaliśmy byki i jeżeli któryś z nich matadora zmylił, oszukał ostrze, porwał muletę, przedłużył żywot o kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, wzbudzał w nas chwilowy entuzjazm - koniec i tak był nieuchronny.

Po wizycie w Plaza de toros nastał czas na historyczne centrum miasta, w okolicach symbolu Madrytu - statuy niedźwiedzia wspinającego się na mącznicę. Ruch ogromny, czasami niełatwo pokonać dystans kilku kroków. Wiedzeni swędem madridisty trafiamy do drugiego, po Tienda Bernabéu, oficjalnego sklepu Realu Madryt. I tu niespodzianka. Koszulka firmy Adidas, upamiętniająca najwyższe bodajże zwycięstwo Realu Madryt nad Barceloną - 11:1. I to na wyjeździe. Mecz odbył się w ramach rozgrywek Pucharu Króla, w 1943 roku. W pierwszym spotkaniu, u siebie, Real przegrał 0:3. Rewanż obrósł legendą, którą, być może, nie sposób już zweryfikować.

Co bardziej zapalczywi polscy cules twierdzą, że w przerwie meczu w szatni Barcelony zawitali przedstawiciele generała Franco, chcącego uczynić Real Madryt eksportową wizytówką Hiszpanii, a zarazem kolejnym dowodem sukcesu dyktatury. Ci najbardziej zapalczywi z zapalczywych twierdzą nawet, że piłkarze gospodarza dostali prikaz, że jeżeli nie przegrają, zostaną rozstrzelani. A już najbardziej zapalczywi, być może opętywani od czasu do czasu internetowym szałem i sieciowym niezrównoważeniem twierdzą, że "piłkarzom Barcelony przystawiono wtedy karabiny do głów."

Nie wiem. Wiem jedynie to, co sam zobaczyłem. Ładnych parę lat temu trafiłem na program dokumentalny na antenie angielskiej telewizji BBC. Wypowiadał się tam jeden z uczestników wydarzeń, naoczny świadek, ówczesny piłkarz Barcelony. Stwierdził, że gdy piłkarze spotkali się w szatni po pierwszej połowie, sędziowanej zdecydowanie pod Real, może nawet sędziowanej skandalicznie, w ramach protestu postanowili nie wychodzić na druga połowę spotkania. Na tę informację natychmiast zareagował przedstawiciel miasta do spraw bezpieczeństwa i zagroził, że jeżeli piłkarze nie pojawią się na murawie, zostaną oskarżeni o wywołanie niechybnych zamieszek w Barcelonie. Zawodnicy na boisko wyszli, w ramach protestu grali jednak tak, jakby musieli, a nie chcieli. Stąd wynik porażający.

A rzeczona koszulka pozostanie miłą pamiątką i z madryckiego wyjazdu redakcji, i z opowieści, których dalszy ciąg nastąpi zapewne w komentarzach pod artykułem. Taka natura sieci.

By emocje stonować, jednym z najlepszych rozwiązań jest łyk pysznej Sangrii w historycznym centrum Madrytu, pod niebieską kopułą wieczornego nieba. Drzewa jeszcze bezlistne, toż to marzec dopiero.

Rzecz jasna, w Madrycie można również bardziej hardcorowo. Do jednego z nocnych klubów zawitali The Crookers. Świadomych znaczenia tego projektu muzycznego uświadamiał nie będę, nieświadomych również. Wszak sam jeszcze niedawno nie wiedziałem, co to The Crookers. Redakcyjni koledzy nie mogli nie wybrać się na koncert. Oprócz pełnych zachwytu doznań muzyczno - tanecznych, pojawiły się i praktyczne spostrzeżenia - mili ochroniarze, mili bawiący się, każdy grzeczny, chamstwa brak, wszyscy bawią i czują się świetnie. Inny kraj, inne społeczeństwo. A prawdziwe imprezy w klubach zaczynają się około 2 -3 nad ranem.

W niedzielę czekało nas zwieńczenie redakcyjnego wyjazdu - mecz Realu Madryt na Estadio Santiago Bernabéu. O tym następnym razem.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!