Wczoraj park Valdebebas był na ustach całego stołecznego miasta. Wszystko przez hiszpańskiego biznesmena, który w dość oryginalny sposób domagał się spłaty przez zarząd Realu Madryt domniemanego długu. Ubrany we fluorescencyjną kamizelkę i zabrawszy ze sobą dwie butelki wody i dwie paczki papierosów, Carlos Mateo, właściciel firmy Mateo Aluminios, wdrapał się bowiem na dźwig budowlany, rozwieszając na nim transparent z hasłem: "Real Madryt jest mi winien 110 020,50 euro. Płacić teraz!"
- Jeśli stać ich na zaciągnięcie pożyczki na 94 miliony na Cristiano, to nie wierzę, że problem stanowi wypłacenie 100 000 euro biednemu biznesmenowi z pięcioletnią córką i drugim dzieckiem za piętnaście dni - skomentował wściekły Carlos Mateo, który należał w przeszłości do Frente Atlético, elitarnego ugrupowania fanów Atlético Madryt.
Cała afera dotyczy prac w rezydencji dla młodych piłkarzy akademii Realu Madryt. Kiedy spółka Begar Construcciones, która wygrała przetarg na remont, ogłosiła ze względu na problemy z licencjami rozpoczęcie procedur upadłościowych, uderzyło to też w firmy podwykonawcze, w tym w firmę pana Mateo.
W oficjalnym komunikacie Klubu napisano: "Real Madryt nie utrzymywał żadnych bezpośrednich interesów z Panem Carlosem Mateo. (...) Jednakże Klub godzi na mediacje między obydwiema stronami, aby możliwie najszybciej znaleźć rozwiązanie problemu."
Ekipa Florentino odziedziczyła problem z przeszłości. Sprawa zapłaty wierzycielom przez firmę Begar, która dysponowała koncesją na roboty, może ciagnąć się w sądzie latami. Do tego czasu remonty są wstrzymane. Jednak Florentino stara się nie tracić czasu i szuka nowego terenu pod rezydencję.
Oryginalny protest w Valdebebas
Właściciel firmy budowlanej domaga się zapłaty
REKLAMA
Komentarze (25)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się