Menu
Vesna / RealMadryt.pl

Gran Derbi dwa i pół tysiąca kilometrów od Madrytu

Zimą czekamy na rewanż!

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Wydaje się grzechem i torturą przypominać kibicom Realu Madryt o ostatnim pojedynku z FC Barcelona, o którego przebiegu chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Pozwolę sobie jednak na ten ruch, bowiem nie wypada pozostawić bez komentarza wrocławskiego zlotu oraz spotkań madridistas w kilkunastu innych miastach Polski. Oprócz stolicy Dolnego Śląska, Gran Derbi oglądaliście wspólnie w Katowicach, Rzeszowie, Warszawie, Poznaniu, Lublinie, Ostrołęce, Olsztynie, Bydgoszczy, Trójmieście, Zielonej Górze, Łowiczu oraz Krakowie. Poniżej relacje z niektórych imprez.

Historyczna porażka, historyczny zlot

Podejmując się organizacji zlotu we Wrocławiu, miałam cień wątpliwości, czy nie jest to porywanie się z motyką na słońce. Wprawdzie na poprzednich derbach można było liczyć na trochę ponad trzydzieści osób, ale „odbierając” krakowiakom możliwość ugoszczenia polskiego madridismo należało udowodnić, że nie uparłam się bezpodstawnie. Kiedy na tydzień przed spotkaniem lista uczestników oscylowała w granicach czterdziestki nic nie zapowiadało końcowego, ogromnego sukcesu. Ostatecznie lista tak się rozrosła, że nawet po zwiększeniu rezerwacji obawiałam się, czy uda się pomieścić wszystkich.

Zgodnie z tradycją planowaliśmy rozegranie meczu z kibicami Blaugrany, jednak ci porzucili w majowy weekend stolicę Dolnego Śląska na rzecz Warszawy i Trójmiasta. Chęć do gry wyrazili natomiast sympatycy innych klubów ligi hiszpańskiej, tworząc jeden z pięciu ośmioosobowych składów, które rywalizowały na dwóch zarezerwowanych boiskach przy ul. Lotniczej. Rozgrywki czysto towarzyskie toczyły się w świetnej, acz zaciętej atmosferze, a panowie i dwie panie przez ponad dwie godziny nabiegali się co niemiara.

Po zregenerowaniu sił należało skierować swe kroki ku Tawernie. Widok osób w białych trykotach, zmierzających w jedno, znane tylko wtajemniczonym, miejsce, powodował szeroki uśmiech. Wynajęta sala zapełniała się w oka mgnieniu i wyglądało na to, że – zgodnie z „forumową” listą – przekroczymy granicę stu osób. Tak też się stało, ku mojej nieopisanej radości i dumie.

O atmosferze mogę napisać, iż była niebywała, mimo katastrofalnego przebiegu meczu. Dziękuję niebiosom za możliwość niepohamowanego szaleństwa po pierwszym golu, iskierkę nadziei po trafieniu Sergio Ramosa, na które zareagowaliśmy gromkim okrzykiem: remontada!, podniośle rozbrzmiewający przed spotkaniem hymn, obecność kibiców nie tylko z Wrocławia, ale i pobliskich miejscowości, Krakowa, Poznania, Żywca, Warszawy, a nawet znad morza. Właściwie za wszystko, oprócz druzgoczącej porażki…

Można by powiedzieć, że wynik zlotu był odwrotnie proporcjonalny do rezultatu na boisku, czego gratuluję i za co dziękuję wszystkim obecnym. Oby były to narodziny wrocławskiego madridismo!

Specjalne podziękowania dla Kmoszka za pomoc w organizacji noclegów dla przyjezdnych.

Filmiki z Tawerny
Filmiki z Tawerny (dzięki uprzejmości Iluvatora)
Filmiki z boiska
Zdjęcia z Tawerny
Zdjęcia z boiska

Vesna

Zlot okiem gości z Pomorza i Wielkopolski

Fenomenalny - tylko tak możemy opisać klimat, który całemu polskiemu (i nie tylko) madridismo udzielił się we Wrocławiu. Właśnie do stolicy Dolnego Śląska, aby wspólnie przeżywać emocje związane z El Clásico, przybyły tłumy. Frekwencja, którą zastaliśmy, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Na ten dzień Wrocław stał się białą stolicą Polski i z tego powodu tym, którzy stawili się w pubie Tawerna - tak rodowitym mieszkańcom miasta, jak i sympatykom przybyłym z dalszych stron naszego kraju - bezwzględnie należą się ogromne słowa uznania. Jednak po kolei…

Już od samego rana sobota obfitowała w emocje. Gotowość do gry przed wspólnym oglądaniem Gran Derbi zgłosiło ponad trzydziestu kibiców Królewskich, w tym reprezentacja RealMadrid.pl, oraz drużyna skompletowana z miłośników pozostałych klubów La Liga. Rywalizacja była zacięta, aczkolwiek oczywiście przebiegała bezkonfliktowo. Bramek, które padły w tych rekreacyjnych konfrontacjach, nie powstydziliby się sami piłkarze Realu Madryt i FC Barcelona. Odnotujmy, że w przerwach między meczami jedynym tematem rozmów była nadciągająca wielkimi krokami Bitwa o Hiszpanię.

Tymczasem godzina meczu zbliżała się nieubłaganie. W drodze do Pubu "Tawerna", gdzie wspólnie mieliśmy dopingować Królewskich, co jakiś czas dało się zauważyć osoby odziane w białą koszulkę Królewskich. Oni także zmierzali w tę samą stronę. W miejscu przeznaczenia znaleźliśmy się około godziny 19:00, a wcale nie byliśmy pierwsi. Godzinę przed spotkaniem na sali zasiadło już kilkunastu sympatyków Realu Madryt, którzy z niecierpliwością czekali na pierwszy gwizdek.

W miarę upływu czasu sala zapełniała się, aż w pewnym momencie doszło do tego, iż trzeba było dostawić dodatkowe ławki! Frekwencja, jak wspomnieliśmy na początku, zaskoczyła także obsługę. Oczywiście, w kilka sekund rozwiązaliśmy ten problem. Im bliżej meczu, tym sala bardziej biała. Niestety, dla kilku osób miejsc siedzących nie starczyło. W związku z tym paru kibiców musiało stanąć w drzwiach, aby móc wspólnie uczestniczyć w tym spektaklu. Dla nich także należą się słowa uznania - przede wszystkim za wytrzymałość. :) Gdy podjęliśmy się dokonania wstępnych szacunków, doliczyliśmy się 130 osób!

No i zaczęło się. Brawa i chóralne, entuzjastyczne okrzyki przy każdym dokładnym zagraniu jednego z Los Blancos. Mniej entuzjastyczne, ale równie głośne okrzyki przy kontakcie z piłką jednego z bordowo-granatowych. :) Nie zabrakło także "pozdrowień" dla Samuela Eto'o. Euforia po pierwszej bramce... Nie do opisania... Jęk zawodu po golach dla Barcelony również. W siódmej minucie meczu po lewej stronie sali rozbrzmiały okrzyki, do których wkrótce dołączyła cała sala: !Illa, illa, illa, Juanito maravilla!.

W trakcie trwania pierwszej połowy, mimo takiego, a nie innego wyniku, co jakiś czas śpiewy zagrzewające do boju Królewskich nie cichły. Po przerwie nic w tej materii nie uległo zmianie. Euforia po drugim, kontaktowym golu... W sali słychać remontada! remontada!. Niedowierzanie po czwartym golu dla Blaugrany. Złość po bramce na 2-5. Załamanie połączone z zażenowaniem po trafieniu Pique. Smutek i łzy po ostatnim gwizdku sędziego...

Atmosfery, którą wspólnie stworzyliśmy, nie da się opisać, toteż nie będę nawet próbować. Filmy może w jakimś stopniu oddają cząstkę klimatu, jaki wykreowaliśmy. Pomimo porażki, warto było przejechać tyle kilometrów. Choćby po to, aby zobaczyć tyle bratnich dusz w jednym miejscu. Warto było wpaść do Wrocławia choćby dla euforii po pierwszej bramce, choćby dla zaśpiewania hymnu na początku spotkania. Choćby dla wspólnego zdzierania gardeł przed, w trakcie i po meczu. Wrocław spełnił najśmielsze oczekiwania, za co jesteśmy mu ogromnie wdzięczni. Madridismo unido para siempre y por todas partes, o!

MatiaS y Pioti

Wielkie nadzieje, wielki wieczór i wielki… zawód

Klub bilardowy Jameson w samym sercu Poznania. Z zewnątrz wyglądał, jak co dzień, nic nie wskazywało, że wewnątrz rozgrywał się będzie wielki dramat, którego świadkiem będzie właściwie cały świat. Po wejściu dało się zauważyć sporą grupę ludzi w białych koszulkach z herbem Realu Madryt. Powitali ciepło naszą sześcioosobową grupę i wskazali wolny stolik, przy którym mogliśmy usiąść. Spekulacji przed meczowych nie było dość. Sam postawiłem na wysoką wygraną Realu, wierząc z całego serca w nasz klub.

W końcu ze studia w Warszawie przenieśliśmy się na Estadio Santiago Bernabéu. Trzeba jeszcze zauważyć błąd jednego ze ‘specjalistów’ w studio, który rzekł: ‘…czas przenieść się na Camp Now’ – odnieśliśmy dziwne wrażenie, że nie wróży to najlepiej. Ale cóż zaczęła się prezentacja piłkarzy. Raul podał rękę Puyolowi i po chwili pierwszy gwizdek. Dość nerwowy początek i po kilkunastu minutach olbrzymi krzyk radości i brawa. REAL! REAL! REAL! Skandowali wszyscy po strzale Pipity, mniejsza grupa kibiców Barcelony zdecydowanie ucichła. No tak, ale radość nie trwała długo. Dwa gole dla Barcelony zdławiły nas i mimo braw przy każdym rajdzie Robbena nie potrafiliśmy zagłuszyć świętujących kibiców obozu wroga. Na dokładkę jeszcze trzecie trafienie przed przerwą i ogarnął nas niesamowity smutek, zaduma, cisza.

W tych nie najlepszych nastrojach czekaliśmy ze strachem na połowę drugą. I po chwili wszystkie smutki odeszły w niepamięć Robben do Ramosa i 2:3. Nadzieja umiera ostatnia. Olbrzymie święto i zewsząd lejące się piwo na cześć Madrytu. Jednak i tym razem musieliśmy znosić gorycz upokorzenia. Druga połowa zaczęła się i skończyła jak pierwsza kolejne trzy gole Barcelony i mogliśmy iść do domu jak kibice z Bernabéu, świadomi że ten rok będzie rokiem bezkrólewia w Hiszpanii.

Ze łzami w oczach kibice Realu klepiąc się po plecach i mówiąc, że następnym razem będzie lepiej pomału opuszczali lokal gratulując kibicom Barcelony. Przy wyjściu nie sposób było nie zauważyć trzech młodych ludzi, którzy wdrapali się jakość na dach garażu obok i z szalikiem naszego klubu na całe gardła krzyczeli: HALA MADRID! To ich obraz najlepiej pokazuje, że nigdy nie przestajemy kochać i wierzyć w REAL, nawet dostając baty z odwiecznym rywalem. Wszyscy wiemy, że za rok będzie lepiej…

Illusion

Śląski Styl, a dokładniej Katowice

Dzień 2 maja 2009 przejdzie do historii nie tylko dlatego że odbył się kolejny mecz Gran Derby, ale dlatego że wielu z nas nie zapomni goryczy tej porażki do końca życia.

Od początku - spotykamy się w jednym miejscu wszyscy ładnie na bielutko, kierunek Katowicki "City Pub". Pełni optymizmu wchodzimy na salę na której czekała na nas znana para - telebim z rzutnikiem. Pierwszy gwizdek - cisza jak makiem zasiał i pełne skupienie. Wszyscy w liczbie około 30 siedzieli jak na igłach do pewnego pięknego momentu czyli 1-0 dla nas, po czym nastąpiły kolejno euforia, krzyki, brawa. Jednak nie na długo... dalej każdy widział pewnie co się działo i tylko kibice Barcelony, których przybyło około ośmiu, mogli być zadowoleni.

Pomimo „niegalaktycznego” meczu naszych pupili atmosfera była miła i przyjazna. Niestety rozchodzimy się do domów w nie najlepszych nastrojach i bez uśmiechu na twarzy. Na koniec jeszcze gratulacje dla organizatorów bo wypad na duży plus.

Lipa

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!