Kalise Gran Canaria, sugerując się matematycznymi rozliczeniami, jest już w play-offach i może skupić tylko i wyłącznie na osiąganiu wyższych pozycji w tabeli. Okazję ku temu miała w niedzielę, kiedy na wyspę przylecieli koszykarze Realu Madryt, zmęczeni bezowocnymi podróżami do Grecji.
Trójka Jimiego Morana zawiadomiła gości o potencjalne ofensywnym Gran Canarii, zmuszając Joana Plazę do podjęcia działania (12:11). Kataloński trener wpuścił na parkiet Raúla Lópeza, Axela Hervelle'a i Louisa Bullocka, po czym Real Madryt zaczął prezentować się znacznie lepiej, głównie dzięki Amerykaninowi, autorowi serii 0:6 (12:17). Nie obyło się bez pretensji do sędziego - tym razem madryccy zawodnicy spierali się, iż przy koszu, zdobytym przez Melvina Sandersa w ostatniej sekundzie kwarty, rzut został oddany zbyt późno.
Drugą kwartę rozpoczął ten lepszy Madryt, ale Kalise, pod wodzą Sandersa, szybko wróciło do gry (20:21). Trójka Mario Fernándeza doprowadziła do remisu przy dwudziestu trzech punktach, co później przekształciło się w prowadzenie gospodarzy (30:27, 34:32).
W dalszych częściach meczu było jeszcze gorzej. Gran Canaria, dzięki punktom największej gwiazdy, Carla Englisha, zbudowali ośmiopunktową przewagę (46:38). Królewscy byli wobec tego bezradni, co potwierdziła powiększona do dwunastu strata (54:42).
Real Madryt nie z takich opresji wychodził. Plaza zaprosił swoich zawodników na poważną rozmowę, której efektem było dziewięć punktów z rzędu (54:51). Ataki były jednak łatwe do odczytania, bowiem piłka zazwyczaj szukała Felipe Reyesa, stąd gracze w żółtych koszulkach szybko odkryli, jak je neutralizować.
Wtedy do gry wkroczył Bullock. Niezawodny w takich momentach postarał się o nerwową końcówkę, doprowadzając do remisu rzutem za trzy (68:68), lecz chwilę później, przy wyniku 71:68 i możliwości na dogrywkę, Lou chybił z dystansu.
Kalise Gran Canaria odnosi efektowne zwycięstwo nad Realem Madryt, zbliżając się do nich w ligowej tabeli na odległość zaledwie jednej wygranej. To jednak nie koniec złych wiadomości dla podopiecznych Joana Plazy - za plecami, na czwartej pozycji, czai się już Unicaja.
To był ciężki i wielce nieudany tydzień dla Realu Madryt. Trudno o nim zapomnieć, ale to właśnie należałoby teraz zrobić. We wtorek spotkanie o nasze „być albo nie być" w Eurolidze - próba obrony Palacio Vistalegre przed gośćmi z Pireusu.
72 - Kalise Gran Canaria (14+20+20+18): Norris (3), Moran (11), English (7), Savané (14), Augustine (6) - Freeland (10), Fernández (3), Sanders (10), Kickert (-), Fisher (8).
68 - Real Madryt (17+15+15+21): Reyes (15), Llull (2), Mumbrú (8), Massey (10), Tomas (5) - Bullock (16), López (-), Hervelle (2), Van den Spiegel (1), Winston (9).
Tydzień spisany na straty
Kalise Gran Canaria 72:68 Real Madryt
REKLAMA
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się