Jak podaje madrycki dziennik El Mundo, Ramón Calderón nie byłby teraz prezydentem Realu Madryt, gdyby w wyborach z 2006 roku zliczono głosy wysłane pocztą, a nie tylko te oddane przy urnach. Zostały one anulowane na wniosek samego Calderóna na kilka dni przed zakończeniem kampanii wyborczej. To najważniejsza konkluzja śledztwa, które do października bieżącego roku prowadziła policja.
Gdyby policzono wszystkie głosy socios Realu Madryt, którzy dwa lata temu decydowali o wyborze kandydata na najważniejsze stanowisko w klubie, zwycięzcą byłby Juan Palacios z 9605 głosami (8098 przy urnach i 1507 pocztą). Zdystansowałby on Ramóna Calderóna, który zdobył 8344 głosów przy urnach, jednak jedynie 1195 pocztą, czyli łącznie 9539. Najbardziej na niezliczeniu głosów oddanych pocztą ucierpiał Juan Miguel Villar Mir, który otrzymał ich 2669. Przy urnach nie spisał się jednak najlepiej (6702), dlatego w ogólnym rozliczeniu zająłby trzecie miejsce z liczbą 9371 głosów.
Przez dwa i pół roku policja zliczyła 10.942 głosy pocztowe, które następnie przekazała do sądu. Po sprawdzeniu ich ważności i dodaniu do liczby głosów oddanych w komisji wyborczej okazało się, że obecny prezydent zdobył mniejsze poparcie niż Palacios.
Palacios moralnym zwycięzcą wyborów
Czy to ten człowiek powinien być teraz prezydentem Realu?
REKLAMA
Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania
Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.
- Aktualności+
- Bez reklam
- Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+
od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej
Komentarze (39)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.