Jak pamiętamy, Robinho oraz Baptista nie stawili się na czas ze zgrupowania kadry Brazylii po meczach eliminacyjnych do Mistrzostw Świata 2010 w RPA. Te feralne sześć godzin, o jakie opóźnili swój powrót piłkarze spowodowały, że obaj nie zagrali w sobotnim meczu z Espanyolem w Barcelonie. Nie było tajemnicą, że po zwycięstwie 5:0 nad Ekwadorem, Robinho, Baptista oraz inni koledzy z reprezentacji ostro zabalowali. Jak ocenia całe wydarzenie Robinho? Zwłaszcza po tym, gdy zdobył dwie bramki przeciwko Olympiakosowi w Lidze Mistrzów i był najlepszym zawodnikiem na placu?
- W Brazylii, gdy gramy i wygrywamy, zawodnicy często wychodzą się rozerwać. Niektórzy po prostu nie lubią wracać prosto do domów. Zwłaszcza, jeżeli strzeli się pięć bramek i wygra w efektownym stylu - mówi Robinho - Ale ta sprawa należy już do przeszłości. Mieliśmy kłopoty na lotnisku w Brazylii, to jednak nas nie usprawiedliwia. Naszym obowiązkiem jest stawiać się w Madrycie na czas. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, że gramy z Espanyolem w sobotę. Mieliśmy jakieś kłopoty z komunikacją. Myśleliśmy, że mecz jest w niedzielę. Inaczej bylibyśmy w Madrycie o odpowiedniej porze.
- Mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy już się nie powtórzy. Rozmawiałem z trenerem po tym incydencie i obiecaliśmy to sobie - kończy Brazylijczyk.
Tak więc Robinho przeprasza za spóźnienie, ale nie przeprasza za wychodzenie w miasto po meczach, by się zabawić i rozerwać. Co więcej, uważa, że jest to rzecz oczywista i jak najbardziej mu przysługująca. Bernd Schuster musi rozwiązać ten problem.
Dwuznaczna postawa Robinho
Wraca sprawa spoźnienia Brazylijczyków
REKLAMA
Komentarze (67)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się