Rzecz dziwna. Po świetnym początku sezonu, wygranym meczu z Pamesą oraz spektakularnym spotkaniu z Toronto Raptors, koszykarze Joana Plazy nie potrafili sprostać drużynie, na którą w poprzednim sezonie mieli „haka" - TAU Cerámica. Słaba skuteczność madryckich zawodników oraz świetna obrona Vitorian pozwoliły gospodarzom na przodowanie na tablicy przez całe spotkanie, aż do samego końca.
Tak duże zaangażowanie naszych przeciwników i walka od samego początku nie powinny dziwić. TAU, w swoim sezonowym debiucie, przegrało dość niespodziewanie z Akasvayu Girona. Koszykarze, chcąc zrewanżować się kibicom w jakiś sposób za tę porażkę, nie mogli trafić lepiej. Trafili bowiem na najlepszą hiszpańską drużynę poprzedniego sezonu.
Gracze Realu Madryt zaczęli mecz fatalnie. W przeciągu pierwszych trzech minut punkty potrafił zdobyć tylko Axel Hervelle. Co prawda Królewscy byli lepsi od przeciwnika w walkach na tablicach, częściej zbierali, ale cóż z tego, skoro gorzej było z celną dobitką. Ciepłe słowa można posłać tylko w stronę Louisa Bullocka i Lazarosa Papadopoulosa - strach pomyśleć, co by było, gdyby nie ich 14 punktów (po 7 „oczek" na głowę). TAU z kolei wychodziło niemal wszystko, zaczynając od podkoszowych penetracji, kończąc na rzutach z dystansu. I tu znów należy ponarzekać - Real Madryt zakończył pierwsze 10 minut z zerową skutecznością rzutów za trzy punkty (0/4), co przełożyło się na końcowy wynik, 25:16.
Trener TAU dał odetchnąć naszym obrońcom i ściągnął z boiska najlepszego strzelca zespołu, autora 12 punktów, Tiago Splittera, którego zastąpił Ivan Rakocević. Trochę nadziei w serca madridistas wlał Alex Mumbrú - MVP meczu z Pamesą przejął ciężar gry na swoje barki, starał się pociągnąć grę kolegów i pokazać, że można. Ofensywa Królewskich była jednak neutralizowana przez bardzo dobrą obronę Vitorian, przeciwko której nie mieli oni nic do powiedzenia. Zawodnicy (w tym przypadku) w niebieskich koszulkach podjęli więc decyzję o ostrzale tablicy przeciwnika zza obwodu. Niestety, swój dzień zza linii 6,25m mieli także zawodnicy TAU. Na trójkę Smitha i dwie trójki Tunçeriego odpowiedzieli oni dwoma trafieniami Rakocevicia, mistrza rzemiosła. Na cztery minut przed końcem kwarty, bardzo aktywny Charles Smith zaliczył odbiór piłki i popisał się wsadem, redukując straty do dziewięciu punktów (37:28). Później zaczął się koszmarny okres dla naszych koszykarzy - nie dość, że po raz kolejny zacięli w rzutach za trzy punkty, to na dodatek spudłowali sporo rzutów spod kosza. Po serii 12:1 dla TAU Cerámica, Real Madryt odzyskał siły i ruszył do odrabiania strat - z różnicy sięgającej 20 punktów, ostała się różnica punktów 15. Kolejną trójką wprawił nas w radość Tunçeri, dwa punkty z rzutów osobistych dorzucił niezastąpiony Bullock i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 54:36.
Niektórzy mogli uśmiechać się szyderczo i prorokować w myślach: „Czekajcie, Real Madryt pokaże wam w trzeciej kwarcie, kto tu rządzi!". Tradycyjnie już, rozmowa z trenerem wpłynęła budująco na zespół, który zaczął grać szybciej, składniej i przede wszystkim skuteczniej. Genialną obronę, specjalnie przygotowaną na madryckich koszykarzy przez Spahiję, sami zainteresowani omijali rzutami z dystansu, tym razem celnymi, a zgrana pod koszem para Hervelle - Papadopoulos kapitalnie spisywała się przy okazji zbiórek w ataku. Wydawało się, że zaczęła się w tym meczu nowa era, era graczy Joana Plazy, która uwidoczniła się po trzech trójkach pod rząd - dwóch Raúla Lópeza i jednej Bullocka. Strata wynosiła już tylko 11 punktów.
Jak na złość, w ostatnich dwóch minutach uaktywniła się trójka Teletović, Splitter oraz Rakocević i zaczęły się schody. Real Madryt nadal walczył, ale strata nadal zaczęła okazywać tendencję zwyżkową (71:57).
Powiększającą się różnicę przerwał Alex Mumbrú, ale nie pomogło to na wiele, gdyż swój dzień miał Tiago Splitter. Trójka Tunçeriego, trójka Bullocka i kolejne dwa punkty Amerykanina zdały się na niewiele, ponieważ zdołały zredukować straty do 12 punktów, a to nadal był dużo. Vitorianie cały czas kolekcjonowali punkty i nie pomagały już nawet szaleńcze akcje Louisa Bullocka i Sergio Llulla.
23 punkty - tyle dzieliło Los Merengues chociażby od remisu; tyle zabrakło, aby zaliczyć drugie zwycięstwo w sezonie Ligi ACB; tyle zabrakło, abyśmy mogli powiedzieć o dobrej serii naszych koszykarzy. Przewaga jest znaczna, lecz w stu procentach zasłużona. TAU Cerámica zagrała bardzo dobry mecz, ze świetnie przygotowaną na Królewskich obroną i lepszą od nich skutecznością w ataku. To wystarczyło, by zdominować spotkanie i pokonać Mistrza Ligi ACB.
93 - TAU Cerámica (25+29+17+22): Pablo Prigioni (7), Igor Rakocević (19), Pete Mickeal (7), Mirza Teletović (17), Tiago Splitter (24) - Sergi Vidal (6), Linton Johnson (3), Zoran Planinić (2), Will McDonald (8), Simas Jasaitis (-);
70 - Real Madryt (16+20+21+13): Raúl López (6), Louis Bullock (21), M. Pelekanos (-), Axel Hervelle (5), Lázaros Papadopoulos (7) - Charles Smith (7), Venson Hamilton (-), Kerem Tunceri (9), Blagota Sekulić (-), Alex Mumbrú (14), Sergi Llull (1).
Liga ACB: Real Madryt na kolanach
TAU Cerámica 93:70 Real Madryt
REKLAMA
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się