REKLAMA
REKLAMA

Wyrzuceni z Camp Nou za koszulkę Realu. „Zapłaciłem 2800 euro i oglądałem Klasyk w taksówce”

W rozmowie z dziennikiem MARCA rozgoryczony kibic ze Słowacji przekonuje, że zapłacił fortunę za dwa bilety, chcąc sprawić synowi wymarzony prezen urodzinowy. Zamiast niezapomnianego święta pozostał jednak ogromny niesmak.

REKLAMA
REKLAMA
Wyrzuceni z Camp Nou za koszulkę Realu. „Zapłaciłem 2800 euro i oglądałem Klasyk w taksówce”
Camp Nou przed niedzielnym Klasykiem. (fot. Getty Images)

Jeden z kibiców obiecał swojemu synowi, że na urodziny zabierze go na niezapomniany Klasyk. Wszystko miało być wyjątkowym przeżyciem, ale zakończyło się zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażali. Jak opowiada w rozmowie z Marcą, końcówkę niedzielnego meczu oglądali już na ekranie smartfona siedząc w taksówce, po tym jak służby porządkowe wyprosiły ich z trybun za świętowanie gola Kyliana Mbappé. Ojciec, pochodzący ze Słowacji i kibicujący Realowi Madryt, utrzymuje, że on i jego syn jedynie wstali z miejsc i objęli się w geście radości.

REKLAMA
REKLAMA

Ojciec wręczył synowi voucher z wyjątkową obietnicą: wspólnie pojadą na jego pierwszy w życiu Klasyk. Sam był już wcześniej na meczach Barcelony z Realem i chciał podzielić się tym doświadczeniem z synem, nie czekając na rewanżowe spotkanie w Madrycie. Jak relacjonuje, wyruszyli z Preszowa na Słowacji, pokonali samochodem około 300 kilometrów do Budapesztu, a stamtąd polecieli do Barcelony. W podróży towarzyszył im jego przyjaciel wraz ze swoim synem.

Twierdzi, że cztery bilety na miejsca najwyższej kategorii kupił za pośrednictwem słowackiej agencji. Według jego relacji zapłacił łącznie 5600 euro w dwóch przelewach po 2800 euro, co oznaczało 1400 euro za każdą wejściówkę. Miejsca znajdowały się w sektorze 113, rzędzie 15. „Nikt z agencji przed zakupem nie poinformował mnie, że noszenie koszulek Realu Madryt jest zabronione”, przekonuje. Jak dodaje, podobnej informacji nie znalazł również w oficjalnej aplikacji biletowej Barcelony.

Pierwszy problem pojawił się już przy wejściu na stadion. W rozmowie z Marcą mężczyzna opowiada, że pracownicy ochrony poinformowali ich, iż nie mogą wejść w koszulkach Realu. Gdy zapytał, co powinien zrobić ze swoją, wskazano mu pobliskie kosze na śmieci. Według jego wersji wydarzeń zasugerowano mu, aby ją wyrzucił. Koszulkę kupił na Santiago Bernabéu i stanowczo odmówił: „Powiedziałem synowi: «Jesteśmy madridistas. Nigdy nie wyrzucimy naszej koszulki do śmieci»”. Tego typu rekomendacje od ochrony stadionu przed wejściem na Camp Nou usłyszało wielu madridistas, co widać na poniższych filmach.

REKLAMA
REKLAMA
X
@madrid_total2https://x.com/madrid_total2/status/2115160183148315102

Po załadowaniu tej treści Twoje dane mogą trafić na serwery zewnętrznej firmy.

Co się stanie po załadowaniu?

X otrzyma Twój adres IP i informacje o przeglądarce, może też zapisać własne pliki cookie i przetwarzać dane poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Stałą zgodę wycofasz w ustawieniach.

Więcej o prywatności
X
@AdriRM33https://x.com/AdriRM33/status/2114735717007941726

Po załadowaniu tej treści Twoje dane mogą trafić na serwery zewnętrznej firmy.

Co się stanie po załadowaniu?

X otrzyma Twój adres IP i informacje o przeglądarce, może też zapisać własne pliki cookie i przetwarzać dane poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Stałą zgodę wycofasz w ustawieniach.

Więcej o prywatności

Aby dostać się na stadion, schowali koszulki i założyli je ponownie po zajęciu miejsc, około 20 minut przed pierwszym gwizdkiem. Ojciec szczególnie podkreśla ten moment swojej relacji, ponieważ nie zgadza się z sugestią, jakoby wyciągnęli je dopiero po golu, chcąc prowokować miejscowych kibiców. „Mieliśmy je na sobie przez mniej więcej godzinę, zanim interweniowała ochrona. Nie założyliśmy ich po golu ani nie wymachiwaliśmy nimi w stronę fanów Barcelony”. zapewnia.

Interwencja nastąpiła po trafieniu Mbappé, około 40. minuty meczu. Według jego relacji on i syn wstali, uściskali się i uczcili bramkę, po czym ponownie usiedli na swoich miejscach. „Nie dopuściliśmy się żadnego aktu przemocy, nikomu nie groziliśmy i nie podżegaliśmy do agresji. Po prostu świętowaliśmy gola, wstając i ściskając się”, mówi, wskazując swoich dwóch towarzyszy podróży jako potencjalnych świadków całego zajścia.

X
@HALA__MADRID33https://x.com/HALA__MADRID33/status/2114656693149724800

Po załadowaniu tej treści Twoje dane mogą trafić na serwery zewnętrznej firmy.

Co się stanie po załadowaniu?

X otrzyma Twój adres IP i informacje o przeglądarce, może też zapisać własne pliki cookie i przetwarzać dane poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Stałą zgodę wycofasz w ustawieniach.

Więcej o prywatności

Wylicza, że z sektora wyprowadzało ich około dziesięciu pracowników ochrony. Jak twierdzi, podczas przejścia byli wygwizdywani i obrażani przez innych widzów, jednak sami nie reagowali. Dodaje również, że część kibiców powiedziała mu później, iż widziała fanów Barcelony domagających się od ochrony ich usunięcia z trybun. Sam jednak zaznacza, że nie był świadkiem takich rozmów. W jego relacji pojawia się również wątek zmiany decyzji w sprawie ewentualnego powrotu na miejsca. Początkowo mieli usłyszeć, że zostaną wpuszczeni z powrotem, jeśli zdejmą koszulki, jednak po rozmowie pracowników ochrony z przełożonym stanowisko miało ulec zmianie. „Powiedziano nam, że zbyt wielu kibiców Barcelony już nas rozpoznało i nie mogą zagwarantować nam bezpieczeństwa. Obawiali się, że jeśli wrócimy na swoje miejsca, możemy zostać zaatakowani”. Utrzymuje również, że nie zaproponowano im miejsc w innej części stadionu.

REKLAMA
REKLAMA

Urodzinowe święto, które przestało być świętem

Ojciec opowiada, że później interweniowała policja. Funkcjonariusze sprawdzili ich dokumenty i sporządzili raporty dotyczące jego oraz syna. Jak wynika z jego opisu tych dokumentów, zapisano w nich, że eksponowali koszulkę Realu i szydzili z kibiców Barcelony, opierając się na relacji pracowników ochrony. Twierdzi też, że ich zachowanie zakwalifikowano jako działania o charakterze agresywnym lub mogące zachęcać do przemocy. Stanowczo odrzuca te zarzuty i domaga się przeanalizowania nagrań oraz zeznań świadków.

Według jego relacji cała procedura trwała około 45 minut. W tym czasie śledził przebieg meczu na smartfonie. Zapewnia, że domagał się wyjaśnień i zwrotu pieniędzy za bilety, jednak odesłano go do złożenia oficjalnej reklamacji do Barcelony. W rozmowie z Marcą przyznaje, że do tej pory nie złożył jeszcze pisemnej skargi i nie otrzymał żadnej rekompensaty.

Mecz dokończył na ekranie telefonu

„Nie chcę podsycać nienawiści między kibicami Realu Madryt i Barcelony. Nie domagam się darmowych biletów ani specjalnego traktowania”, tłumaczy. Kiedy jego przyjaciel zadzwonił z pytaniem, czy również powinien opuścić stadion, odpowiedział, żeby został na miejscu i cieszył się meczem. On oraz jego syn wsiedli natomiast do taksówki i udali się do wynajętego apartamentu, rozczarowani finałem wydarzenia, które miało być wyjątkowym prezentem urodzinowym.

REKLAMA
REKLAMA

Article photo
Wyrzuceniu kibice Realu Madryt oglądają końcówkę Klasyku w taksówce.

W samochodzie, jak opowiada i jak widać zdjęciu udostępnionym Marce, kontynuowali oglądanie Klasyku na telefonie. Jedną z kolejnych akcji przeżyli tak żywiołowo, że przestraszyli kierowcę. Jak twierdzi ojciec, posiada również nagranie z tego momentu. „Przed wyjazdem obiecałem synowi, że nigdy nie zapomni swojego pierwszego Klasyku. Dotrzymałem obietnicy. Żaden z nas nie zapomni tego dnia. Niestety nie z powodów, które wyobrażałem sobie jako ojciec”, kończy.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (27)

REKLAMA