Przed meczem kibice Realu Madryt, którzy mogli z zazdrością patrzeć na bilans Barcelony w lidze, dostali kolejny powód do zmartwień. Thibaut Courtois nie mógł wybrać się z drużyną do Barcelony, więc między słupkami zobaczyliśmy Andrija Łunina. Pewnym zaskoczeniem w jedenastce mogła być obecność w składzie Bernardo Silvy. Królewscy wysoko zawiesili poprzeczkę. Mowa bowiem o rywalu, który w tym sezonie miażdżył praktycznie każdego poza nieosiągalnym dla wielu Paris Saint-Germain.
Pierwsze minuty rzeczywiście przebiegały pod dyktando Barcelony, a straty – nie do końca niewymuszone, ale na pewno takie, których można było uniknąć – nie pomagały Realowi w tworzeniu własnych okazji. Przez pierwsze 30 minut nie oglądaliśmy jednak wybitnego futbolu z żadnej ze stron. Obie drużyny miały swoje szanse, ale bramkarze nie musieli wspinać się na wyżyny swoich umiejętności. Akcje jednych i drugich były raczej ostrzeżeniami dla rywali niż realnym zagrożeniem.
Real nie padł jednak przed Barceloną na kolana i miał kilka niezłych szybkich ataków. Pierwsza naprawdę dobra okazja to strzał nożycami Mbappé po dograniu Ardy, choć piłka poleciała dużo za wysoko. W takich meczach potrzebujesz też szczęścia i ono dopisało Realowi. Diomandé przedarł się lewą stroną, dograł do środka, a tam interwencja Gerarda Martína skończyła się odbiciem od Mbappé i dość przypadkowym golem. Przypadkowym, ale takim, przy którym Real też musiał zrobić swoje. W tym wypadku poza strzelcem trzeba też pochwalić samego Diomandé.
Już po kilku minutach Barça mogła wyrównać, ale po kolejnym pinballu – tym razem bliżej pola karnego Realu – Lamine Yamal fatalnie uderzył z bliska. Niezłą szansę, choć nie tak dobrą, miał też w końcówce tej połowy Diomandé, ale on też pomylił się przy próbie uderzenia w okolice bliższego słupka. W pierwszej połowie Królewscy zaskoczyli Barcelonę. Grali nieźle w defensywie, i nienajgorzej w kreacji. Potrafili też zatrzymać jej ataki, a najgorsze dla Realu momenty przychodziły po wspomnianych wcześniej stratach.
Po przerwie Barcelona zwarła szeregi i zdecydowanie bardziej niż w pierwszej połowie zdominowała mecz pod względem posiadania piłki. Gospodarze strzelili gola na 1:1 po 15 minutach drugiej połowy i złapali wiatr w żagle. Niedługo później blisko powodzenia był Gerard Martín, ale z jego strzałem poradził sobie Łunin. Im bliżej było końca meczu, tym więcej wskazywało na remis. Barcelona nie rzucała się do ataku, a gracze Realu nie mieli już tyle siły, by wychodzić z kolejnymi szybkimi kontrami. Dodatkową energię odnalazł w sobie Eduardo Camavinga, który po dograniu Ardy dopadł do piłki, ograł Cubarsíego, dograł do Mbappé, a ten zrobił swoje.
Ta akcja przesądziła o losach tego meczu i popsuła nastroje w Katalonii. Były momenty, w których nawet przy wyniku 1:1 trudno było nam wierzyć w to, że obrona Realu nie padnie. Ale nie padła, a do tego przód dołożył swoje. Cichym, a może głośnym bohaterem, jest Eduardo Camavinga, gracz numer jeden w decydującej akcji tego meczu. Liga jest żywa. Real w 13 meczach tego sezonu odniósł 11 zwycięstw i poniósł 2 porażki. Dokładnie tyle, ile chwalona przez pół świata Barcelona. José Mourinho odrobił dziś pracę domową.
FC Barcelona – Real Madryt 1:2 (0:1)
0:1 Mbappé 41'
1:1 Raphinha 61' (asysta: Pedri)
1:2 Mbappé 88' (asysta: Camavinga)
Barcelona: Joan Garcia; Espart (30' Balde), Cubarsí, Martín, Cancelo; Rodri, Pedri, Fermín (74' De Jong); Yamal, Gordon (86' Adeyemi), Raphinha (86' Jesus)
Pozostali na ławce: Szczęsny, Livaković, Campos, Fariñas, Gavi, Bernal, Goren i Abdelkarim
Real Madryt: Łunin; Valverde (62' Dumfries), Konaté, Huijsen, Cucurella; Tchouaméni, Bernardo (80' Camavinga); Arda Güler (90+4' Trent), Bellingham, Diomandé (90+4' Espí); Mbappé
Pozostali na ławce: Mestre, Wołoszyn, Militão, Carreras, Rüdiger, Pitarch, Endrick i Brahim
Komentarze (2294)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.