Kiedy listonosz dostarcza list pod właściwy adres, a przesyłka nie wygląda, jak wyciągnięta psu z gardła, odbiorca raczej nie odpala salwy z pięćdziesięciu armat ku czci pracownika Poczty Polskiej. Gdy konsumujemy zakupioną w piekarni bułkę, możemy zachwycać się jej smakiem, ale raczej nie myślimy sobie o tym, jak piekarz z czułością lepił ciasto, by następnie z gracją wkładać je do pieca. Podobnie nie zachwalamy przytomności umysłu pani ekspedientki, która na terminalu nie nabiła nam jednego zera za dużo.
Kiedy ktoś po prostu wykonuje należycie swoje obowiązki, nie zwykło rozwijać się przed nim czerwonego dywanu ani odgrywać fanfar. Sumiennie wykonana praca nie zasługuje może na każdorazowy podziw, ale już na szacunek – jak najbardziej. Zwłaszcza że to, co z boku wygląda nieraz jak niemalże już przysłowiowy kolejny dzień w biurze, nie w każdym kontekście musi nim właśnie być. Listonosz mógł pomylić adres, bo myślami był przy zaległej racie kredytu, piekarz mógł spalić bułki, ponieważ spaliła mu się szopa, a ekspedientka źle wydała resztę, gdyż nie może oderwać myśli od tego przystojnego bruneta, który co ranek przychodzi po drożdżówkę.
Nawet jeśli z boku trudno to zauważyć, taki pojedynczy zwyczajny dzień może być dla kogoś znacznie cenniejszy, niż mogłoby się wydawać, tym bardziej jeśli przychodzi on w środku jakichś mniejszych lub większych zawirowań. Pokazuje on bowiem, że jeszcze nie do końca zapomnieliśmy, jak normalnie funkcjonować. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że taki normalny dzień w przypadku Realu Madryt przyszedł nie tyle w samą porę, ile w ostatnim sensownym momencie.
Królewscy pomimo bardzo trudnego terminarza w październiku mogą pochwalić się na ten moment kompletem zwycięstw. Tak naprawdę dopiero starcie z Sevillą mogło dać nam jednak poczucie jakiejkolwiek normalności. Nawet jeśli ta najważniejsza kwestia, czyli końcowy rezultat, zgadzała się w każdym z przypadków, to jednak w minioną niedzielę po raz pierwszy od dawna dało się odnieść wrażenie, że wszystko od początku do końca miało ręce i nogi.
Przeciwko ekipie ze stolicy Andaluzji podopieczni José Mourinho wreszcie pokazali kontrolę, sensowny plan i pomysł. Bez przerw w dostawie prądu, bez wkładania sobie kija w szprychy, za to z golami z jednej strony wyraźnie przyozdabiającymi przyjemne w całym odbiorze dzieło, z drugiej – po prostu odpowiadającymi potencjałowi piłkarzy. Nie był to ani mecz, który pamiętalibyśmy latami, ani też taki, po którym bolałyby nas zęby. Był… dokładnie taki, jaki powinien być. Dość odważnie zaryzykowalibyśmy nawet stwierdzenie, że to dobrze, iż rywal zdołał nas ukąsić ten jeden raz, ponieważ wynik 4:0 mógłby niebezpiecznie skłaniać niektórych kibiców w stronę nagłego i zbyt wczesnego hurraoptymizmu.
Przed wieczorną konfrontacją z Lipskiem pokusimy się o szalenie kontrowersyjne stwierdzenie, że po prostu powinniśmy obrać tę samą drogę, co w minioną niedzielę. Nie chodzi już nawet o to, że fajnie byłoby wreszcie awansować z fazy ligowej z czołowej ósemki. Przede wszystkim powinno nam zależeć na tym, by za wszelką cenę uniknąć frustracji, jaką odczuwa się po tym, gdy coś znów wymyka się spod kontroli tuż po chwili tak długo wyczekiwanej stabilizacji.
Bardzo chcielibyśmy, by starcie z Sevillą nie stanowiło wyłącznie pojedynczego wdechu przed ponownym zanurzeniem się w morzu toksyn. Jeden, nawet głęboki, oddech może okazać się niewystarczający, by przeżyć na nim cały Klasyk na Camp Nou. Zwłaszcza mając na uwadze, że zmierzymy się w nim z zespołem oddychającym pełną piersią od dawna. Uczucie dobrze spełnionego obowiązku, jakie przypomnieliśmy sobie przed chwilą, dla Barcelony jest naturalnym stanem.
Z Romą dostaliśmy dowód na to, że Królewscy wciąż mają swoją dumę. Z Sevillą przekonaliśmy się, że ten zespół cały czas jest zdolny tylko i aż wykonać bez zarzutu swoją pracę. W niedzielę obie te rzeczy trzeba będzie natomiast połączyć. Dziś z kolei postarajmy się niczego nie wywinąć. Spotkanie bez historii i następny krok w stronę top 8 powinny wystarczyć.
Mecz z RB Lipsk rozpocznie się dzisiaj o 21:00 na Santiago Bernabéu. Spotkanie poprowadzi István Kovács z Rumunii, a arbitrem VAR będzie Polak Tomasz Kwiatkowski. W Polsce transmisję przeprowadzi CANAL+ Extra 2 w serwisie CANAL+ Online.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.