Pierwsze pytanie wydaje się oczywiste. Jak ocenia pan pracę sędziego w tym meczu? Na koniec wynik jest wysoki, były błędy w defensywie, ale przynajmniej, moim zdaniem, nie wiem, czy pan się z tym zgodzi, przy stanie 2:2 arbiter miał jednak pewien wpływ na przebieg spotkania.
Dobry wieczór. Cóż, tak, uważam, że był to występ sędziego godny ubolewania. Absolutnie pozbawiony piłkarskich kryteriów, ponieważ jego decyzje miały wpływ na kluczowe sytuacje, które całkowicie zadecydowały o losach meczu. Zacznijmy od pierwszej połowy. Obydwie drużyny skupiały się wyłącznie na grze w piłkę, bez fauli i prowokacji. Myślę, że Lamine Yamal zdobył piękną bramkę. Przegrywaliśmy 0:1, później mieliśmy jeszcze okazję na 2:1 po sytuacji Héctora Bellerína, jednak nie udało się jej wykorzystać. Później anulowano nam gola, to była ręka, ręka Cucho, ale tylko dlatego, że został popchnięty od tyłu przez zawodnika Barcelony. Było to przypadkowe zagranie ręką, trzydzieści metrów od bramki i bez żadnego wpływu na zdobycie gola. Owszem, piłka trafiła go w rękę, ale gdyby nie popchnięcie, do tego kontaktu by nie doszło. Następnie był kolejny gol Barcelony. To są sytuacje, które możecie sami przeanalizować. Piłkarz Barcelony miał nogę na wysokości głowy naszego zawodnika, a bramka została uznana. Nie było ani odgwizdania niebezpiecznej gry, ani wezwania do VAR-u. A sytuacją, która ostatecznie rozstrzygnęła mecz, była czerwona kartka. Czerwona kartka, którą widzicie. Nie mówię... Lamine Yamal popchnął go, sprowokował, wykonał mocne pchnięcie, a tamten odpowiedział. Każdy sędzia kierujący się piłkarskim rozsądkiem, przy dwóch drużynach skupionych wyłącznie na grze. Żaden z nich nie popełnił faulu, powinien był wezwać obu zawodników, porozmawiać z nimi i pokazać im po żółtej kartce. Nie można jednak karać tylko jednego zawodnika za reakcję na wcześniejszą agresję. Agresja była, a on odpowiedział, co oczywiście było błędem, ale wszystko zaczęło się od drugiego piłkarza. W tym momencie mecz się skończył. Dla mnie rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie, zgodne z oczekiwaniami, a wynik absolutnie nie odzwierciedla tego, co wydarzyło się na boisku. Mówię o trzech konkretnych sytuacjach. Nie przedstawiam opinii, tylko fakty. Sami możecie później ocenić, czy się mylę.
Lamine Yamal jest dziś na ustach wszystkich ze względu na swój talent. Sam pan powiedział, że zdobył świetnego gola. Jaką radę dałby mu pan w kontekście takich sytuacji? Jest pan człowiekiem futbolu z ogromnym doświadczeniem, a Yamal dopiero zaczyna swoją drogę. Ma pan dla niego jakąś radę lub sądzi pan, co powinien zrobić zawodnik w tej sytuacji?
Szczerze mówiąc, nie jestem osobą odpowiedzialną za udzielanie rad Lamine'owi Yamalowi. Nie jestem jego trenerem. Ma szkoleniowca, przedstawiciela, przyjaciół i ludzi, którzy mogą z nim rozmawiać. Dla mnie to wielki piłkarz i cały czas nim jest. Spięcie z Facundo było efektem emocji tego meczu. Moim zdaniem ani jeden, ani drugi nie powinien zostać wyrzucony z boiska. Jeśli już uznano, że sytuacja zasługiwała na czerwoną kartkę, to dla obu zawodników. Nie chcę jednak skupiać całej dyskusji na Yamalu. Chcę przede wszystkim pogratulować mu pięknego gola.
Protestował pan przy anulowanej bramce i próbował później rozmawiać z asystentem. Czy cokolwiek panu wyjaśniono? Odnosi się wrażenie, że nie otrzymał pan żadnych wyjaśnień.
Nie otrzymałem żadnego wyjaśnienia. Prawda jest taka, że takich decyzji nie da się wytłumaczyć. Uważam za smutne, że zniszczono widowisko stworzone przez dwie drużyny, które chcą grać w piłkę i robią to dobrze. Na stadionie było 50 tysięcy kibiców, kolejne tysiące oglądały mecz w telewizji, a całe spotkanie zostało rozstrzygnięte przez zupełnie nieistotną sytuację, gdy dwóch zawodników się przepychało. Moim zdaniem nie było żadnego powodu, by zaburzać równowagę meczu, skoro winni byli obaj.
(…)
Pomijając już pracę sędziego i fakt, że czerwona kartka odebrała widowisko kibicom na stadionie i przed telewizorami, chyba może być pan zadowolony z gry zespołu? Betis sprawił Barcelonie mnóstwo problemów i stworzył sobie wiele okazji.
Tak, jestem bardzo zadowolony z występu zespołu z wielu powodów. Po pierwsze, graliśmy przeciwko najlepszej obecnie drużynie w Europie. To zespół będący na imponującej serii zwycięstw i zdobywający mnóstwo bramek dzięki zawodnikom potrafiącym robić różnicę. Po drugie, moim zdaniem rywalizowaliśmy jak równy z równym. Owszem, oni objęli prowadzenie, co zawsze sprzyja, po fantastycznym golu Lamine'a Yamala, potrafiliśmy wyrównać, a później Bellerín miał sytuację sam na sam, która mogła dać nam wynik 2:1. Następnie przyszła sytuacja, w której rywal podniósł nogę niemal do głowy naszego zawodnika i po której padł gol na 2:2. Potem zdobyliśmy trzecią bramkę, przyszła czerwona kartka i mecz się skończył. Nawet grając w osłabieniu, próbowaliśmy atakować. Wcześniej Cucho także miał sytuację sam na sam z bramkarzem. Było wiele czynników, które sprawiły, że wynik nie oddaje tego, co wydarzyło się na murawie.
(…)
Analizując kontrowersyjne sytuacje, do których doszło podczas meczu, czy uważa pan, że to spięcie między Facundo a Laminem Yamalem, o którym powiedział pan, że żaden nie powinien dostać czerwonej kartki... Czy uważa pan, że fakt, iż Yamal nie dostał czerwonej kartki, a Facundo tak, może mieć związek z tym, że za tydzień odbędzie się Klasyk?
Nie, nie, szczerze mówiąc, nie myślę tak. Gdybym tak uważał, oznaczałoby to, że funkcjonujemy w całkowicie wypaczonym środowisku, a ja w to nie wierzę. Bardzo łatwo jest myśleć, że kiedy się wygrywa, wszystko działa dobrze, a kiedy się przegrywa, szukać winy w rzekomych spiskach. Ja tak nie myślę. Vinicius także został niedawno wyrzucony z boiska, mimo że również miał przed sobą Klasyk między Realem a Barceloną. Niestety dziś sędzia przyjął takie, a nie inne kryteria oceny. Jak już mówiłem, były to kryteria bardzo mało piłkarskie. W meczu, w którym praktycznie nie było fauli, przy konflikcie dwóch zawodników można było wyrzucić obu, ukarać obu żółtymi kartkami albo po prostu ich uspokoić. Tak się jednak nie stało. Wcześniej były również inne ważne decyzje, które wpłynęły na przebieg spotkania, i dziś to nas niestety dotknęło.
Był pan wyjątkowo zdenerwowany. To nie jest częste, żeby tak mocno protestował pan przeciwko decyzjom arbitra, dostał pan nawet żółtą kartkę. Był pan aż tak bardzo zdesperowany, patrząc na te akcje z ławki, żeby aż tak wyskoczyć?
To nie kwestia desperacji. Chodzi o trzy sytuacje, które zakończyły się golami. Dlatego pojawia się bezsilność. Jak już mówiłem, szkoda takiego widowiska, gdy na boisku są dwie drużyny chcące grać w piłkę. Dzisiaj sędzia uznał, że będzie prowadził mecz właśnie w taki sposób. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Te trzy akcje, które mogą obejrzeć na VAR, jak powiedziałem, niestety były decydujące przy golach i zadecydowały o wyniku końcowym. Ale takie rzeczy się zdarzają i nic już z tym nie zrobimy. Będziemy dalej pracować i postaramy się wygrać następny mecz. Nie oznacza to, że tracimy zaufanie do sędziów. Uważam jedynie, że dziś zabrakło odpowiedniego piłkarskiego wyczucia potrzebnego do utrzymania widowiska na poziomie, na jaki ten mecz zasługiwał.
(…)
To pytanie odzwierciedlające odczucia wielu kibiców. Czy nie ma pan wrażenia, że przepisy lub ich interpretacja nie są stosowane wobec wszystkich drużyn w taki sam sposób? A nawet więcej: czy gdyby sytuacje były odwrotne, decyzje sędziego byłyby takie same?
Nie mam złej opinii o sędziach i nie uważam, że cokolwiek jest ustawione na korzyść jednej lub drugiej drużyny. Gdyby tak było, ta działalność nie miałaby żadnego sensu. Sędziowie są ludźmi. Powtarzałem to już wiele razy: VAR bardzo pomógł w kwestii sędziowania w szczególnych przypadkach. Są jednak sytuacje, w których sędzia powinien mieć wystarczająco silną osobowość, by nie zgadzać się automatycznie z VAR-em, pójść to zobaczyć i powiedzieć, że nie, że tak nie jest. Niestety pomylił się, VAR też nie wezwał go do akcji z nogą przy głowie. To są konkretne, pojedyncze sytuacje. Uważam, że VAR bardzo pomaga sędziowaniu, przede wszystkim przy rękach czy spalonych, ale myślę, relacja między arbitrem a VAR-em wymaga jeszcze dużej poprawy, ponieważ sędzia (boiskowy) musi mieć większą osobowość, by mieć swoje zdanie, kiedy go wzywają i mówią, że to, co widziałeś na murawie, nie było dokładnie takie i przyznawać rację VAR-owi. By zapobiec błędom sędziów, trzeba dać im szansę podejścia do monitora. Nie wierzę jednak ani w złą wolę, ani w inne traktowanie poszczególnych zespołów. Gdybym w to wierzył, nie miałoby sensu funkcjonować w tym środowisku.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.