A co, jeśli Vinícius już nigdy nie będzie dawnym Viníciusem?
Iñako Díaz-Guerra - El Mundo
Od kilku tygodni krąży teoria, że Vinícius nie jest już Viníciusem. I to nie w przenośni, lecz dosłownie. Ten Vini z nową szczęką, który snuje się po lewym skrzydle, to nie dawny mistrz dryblingu, lecz jakiś facet podszywający się pod niego. W sieci furorę robią nawet wpisy porównujące umięśnienie ud starego i nowego modelu. Podejrzewam, że przy tych zdjęciach majstrowała sztuczna inteligencja, ale rozumiem niepokój kibiców Realu. Niczym Samson stracił siłę, tyle że jemu zamiast obciąć włosy, poprawili brodę. W futbolu takie rzeczy się zdarzają. Piłkarz potrafi skończyć się z dnia na dzień.
Kibicuję Atlético i, jak zauważa mój przyjaciel Miki, niezrównany dostawca tematów na felietony, nam podmieniają zawodników od początku rządów Gila. Od Rodaxa i „Trena” Valencii po Lemara i Gaitána. Trudno zliczyć tych wszystkich chłopaków, którzy zaginęli w drodze do Hiszpanii, a do nas dotarli już tylko ich sobowtórzy. W przypadku Viníciusa fascynujące jest to, że podmianki dokonano na miejscu, bez przeprowadzki i zmiany otoczenia. Zresztą jeśli jakiś zespół uparcie trzyma się dziś swoich przyzwyczajeń, to właśnie Real, który z gry bez prawdziwych pomocników uczynił dogmat. Co tu się, do diabła, wydarzyło? Gdzie jest nasz ulubiony czarny charakter?
Jeszcze niedawno był najlepszym piłkarzem Brazylii na mundialu (wiem, poprzeczka nie wisiała wysoko), a teraz nie potrafi przejść po boisku bez potknięcia. Przy próbie dryblingu najchętniej przykręciłby sobie chyba boczne kółka, jak dziecko uczące się jeździć na rowerze. Dopóki wyglądało to na chwilową wpadkę, można było się pośmiać. Teraz zaczyna być niepokojąco. Z Viníciusem w formie piłkarski świat jest po prostu ciekawszy. Możesz kpić z faceta, któremu nawet nowa szczęka nie dodała charyzmy, jeśli potem przez całe derby trzęsiesz przed nim portkami. Wtedy walka jest wyrównana. Ale kiedy śmiejesz się z piłkarza, który stracił całą pewność siebie i każde przyjęcie piłki przeżywa jak najważniejszy egzamin w życiu, to już zwykłe znęcanie się.
Prawda jest taka, że w przypadku wielkich brazylijskich talentów nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie koniec. Wystarczy spojrzeć na Ronaldinho czy Neymara. Łatwo uznać, że Vinícius podpisał nowy kontrakt i sobie odpuścił, a potem dorobić do tego mocno rasistowską opowieść o imprezach i karnawale. Tyle że Kaká w wieku 28 lat też był już skończony, choć był biały i ciągle się modlił. Wyjaśnienie jest inne. O rzeczywistym wieku piłkarza decyduje nie metryka, lecz przebieg, a Brazylijczycy zwykle zaczynają zawodową grę wcześniej. Vini ma dopiero 26 lat, ale rozgrywa już jedenasty sezon. Najpewniej to tylko gorszy okres. Czasem jednak silnik po prostu odmawia dalszej pracy. I właśnie ta myśl nie daje spokoju.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.