Atlético Madryt – Real Madryt: Przewidywane składy
„(…) Gdyby zabrakło papieru toaletowego, jest jeszcze parę rolek w szafce za umywalką. Półkę wyżej trzymam czyste ręczniki. Odpływ w prysznicu czasami się zatyka, ale kratkę łatwo wyciągnąć. W lodówce powinno być jeszcze sporo jedzenia. Gdybyś miał ochotę, w zamrażarce są również lody. W tym słoiku trzymam herbatę, w tym cukier, a w tym kawę. Ekspres jest w pełni sprawny. Śmietnik, wiadomo, pod zlewem.
W telewizorze mam Netflixa, Youtube'a Premium, HBO i Disneya. Komputer nie jest chroniony hasłem. Te do maila i konta bankowego są zapamiętane. Sejf znajduje się za obrazem nad pianinem. Szyfr to 1111. Łatwo zapamiętać, ale mogę jeszcze zapisać ci na kartce. Portfel zostawiam nad biurkiem. W środku mam trochę gotówki, a PIN do karty jest na karteczce w jednej z przegródek. W szafce RTV trzymam z kolei pamiątki rodzinne oraz te z dzieciństwa.
To chyba tyle. Masz jeszcze jakieś pytania? Nie? W takim razie zostawiam drzwi otwarte. W razie czego zapasowy klucz znajdziesz pod wycieraczką. Okej, wychodzę, nie wiem, kiedy wrócę”.
Wyobraźmy sobie, że tego rodzaju instruktaż prezentujemy losowo wybranej osobie, którą przypadkiem spotykamy na ulicy i której nigdy wcześniej nie widzieliśmy na oczy. Czy w podobnej sytuacji moglibyśmy być pewni, że po naszym powrocie w domu nie pozostaną żadne kosztowności, a nasz stan konta zostanie wyzerowany? W teorii niekoniecznie. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest w ukrytej kamerze w ramach jakiegoś eksperymentu społecznego. Ktoś inny bałby się ewentualnych konsekwencji prawnych. Jeszcze ktoś inny po prostu mógłby sobie zjeść lody, pocieszyć się Youtube'em bez reklam lub się wykąpać, a następnie wyjść, zamknąć za sobą drzwi i schować klucz z powrotem pod wycieraczkę. Na świecie wciąż przecież nie brakuje przyzwoitych ludzi.
Mimo to nie ulega wątpliwości, że tego rodzaju zachowanie byłoby zwyczajnym kuszeniem losu i dobrowolnym proszeniem się o kłopoty. Powyższy opis można uważać za absurdalny, bo – w rzeczy samej – przedstawia sytuację skrajnie absurdalną. Nikt o zdrowych zmysłach nie postępuje bowiem w podobny sposób. No chyba że jest się Realem Madryt.
Podopieczni José Mourinho w ostatnich ligowych potyczkach wyglądali momentami na zespół, który przed wyjściem z domu dochodzi do wniosku, że włamywacz też człowiek i w dobrym guście byłoby mu zaparzyć kawę. Następnie zaś dziwi się, że ten sam włamywacz postanawia się rozgościć i wynieść tyle, ile tylko zdąży przed powrotem właściciela lokalu.
Tak naprawdę trudno zrozumieć, co Królewscy zamierzali osiągnąć, kiedy w meczach z Rayo i Elche w pewnym momencie po prostu wyszli sobie z meczu na wieczorną przechadzkę, zostawiając otwarte drzwi i wszystkie kosztowności na wierzchu. O ile ekipa z Vallecas okazała się niezbyt dobrze zorganizowana podczas włamu, o tyle nasz ostatni rywal był już o krok od zgarnięcia naprawdę obiecującego łupu. Na ich nieszczęście Carlos Espí musiał cofnąć się po parasolkę.
Możemy być jednak pewni, że to, co w meczu z Elche uszło nam koniec końców na sucho, dziś w razie powtórki z rozrywki może mieć opłakane skutki. Atlético nie dość, że zdąży wynieść z domu wszystko, to na koniec jeszcze stwierdzi, że pora spalić tę budę. Tak, by nie został kamień na kamieniu. Następnie zaś uda się do zaufanego pasera, a na sam koniec kolejną udaną akcję zwieńczy triumfalnym papieroskiem.
Podejrzewamy, że na te wielominutowe fragmenty duchowej nieobecności Realu w ostatnich potyczkach wpływ miało co najmniej kilka czynników. Mimo to mamy nadzieję, że – jakkolwiek źle to zabrzmi – tym kluczowym rzeczywiście było lekceważenie i przekonanie o tym, że mecz wygra się już sam. Przy choćby odrobinie inteligencji łatwo bowiem potraktować zwłaszcza ostatnie starcie jako solidną nauczkę. W derbach natomiast nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić, by ktokolwiek pomyślał, że cokolwiek zrobi się samo.
Jako orientacyjny wyznacznik tego, czego można mniej więcej się spodziewać w pojedynkach wagi ciężkiej, często służą inne potyczki z topowymi rywalami. Real ma w tym sezonie już jeden taki mecz za sobą. Problemem jednak nie jest już nawet to, że – zgadliście – derby rządzą się swoimi prawami, lecz przede wszystkim to, że spotkanie z Interem, zamiast nas na cokolwiek naprowadzić, może co najwyżej jeszcze bardziej nasilać dezorientację. Poniekąd wręcz przeczy ono temu, co napisaliśmy przed chwilą. Nie sposób bowiem oprzeć się wrażeniu, że z jednej strony mogło się ono zakończyć w zasadzie jakimkolwiek wynikiem, z drugiej natomiast, że… w znacznej mierze wygrało się właśnie samo.
Cóż, dla fabuły pewnie to i lepiej, że trudno jakkolwiek przewidzieć, czego się spodziewać. Dla nas to nawet dość wygodne, bo nie czujemy obowiązku snucia ekspertyz, które za moment mogą się kiepsko zestarzeć. Po cichu liczymy jedynie na to, że dziś Mourinho ponownie będzie miał sposobność stwierdzić, że ten, kto ogląda Real Madryt, nie może się nudzić. Takie słowa zawsze znacznie łatwiej wypowiada się przecież wtedy, gdy historia kończy się happy endem.
Mecz z Atlético rozpocznie się już o 16:15 na Estadio Metropolitano. W Polsce spotkanie będzie można obejrzeć na CANAL+ Sport 6 w serwisie CANAL+ Online [współpraca].
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.