REKLAMA
REKLAMA

Castaño: Florentino nie odpisuje mi już od co najmniej trzech lat

Juanma Castaño to prowadzący program El Partidazo w radiu COPE, a także prowadzący studio ligowe w niedzielny wieczór w Movistar+. Jeden z najważniejszych dziennikarzy sportowych w Hiszpanii udzielił wywiadu magazynowi Jot Down. Przedstawiamy najważniejsze fragmenty tej rozmowy dotyczące Realu Madryt i Barcelony.

REKLAMA
REKLAMA
Castaño: Florentino nie odpisuje mi już od co najmniej trzech lat
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

Pozostając przy relacjach z piłkarzami, przypomniałem sobie, co Isco Alarcón napisał o tobie w 2018 roku w mediach społecznościowych: „Jeden zawód, dwie miary. Żenada” [w kontekście tego, że Castaño nazwał rewanż Realu z Juventusem skandalem przez podyktowany rzut karny w końcówce, a remontadę Barcelony przeciwko PSG wielkim wyczynem]. Odpowiedziałeś wtedy: „Ma pełne prawo uważać, że to, co robię, jest gówniane, ale to część tej gry”.
Tak, nadal tak uważam. Isco może uważać, że to, co robię, jest gówniane. Oczywiście zarówno Isco, jak i każdy inny piłkarz. W dziennikarstwie jest tak, że jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do oceniania, do wypowiadania się o pracy innych – trenera, piłkarza, działacza, prezesa… – a nagle sami uważamy się za nietykalnych. Moim zdaniem jak najbardziej mogą nas krytykować, a tym bardziej kogoś takiego jak ja, kto kieruje programem. Oczywiście, jeszcze tego by brakowało! Mówię tylko, żeby zachowywać pewne granice kultury i szacunku oraz uważać z napuszczaniem na kogoś ludzi, bo to niebezpieczne. W tym przypadku po tym tweecie Isco rzuciła się na mnie w mediach społecznościowych cała chmara podłych istot, co wtedy bardzo mnie dotknęło. Dzisiaj, kiedy mam już tak grubą skórę, wyglądałoby to inaczej, ale wtedy bardzo mnie to dotknęło.

REKLAMA
REKLAMA

Co Florentino Pérez sądzi o tym, co robisz?
Cóż, powiedział już publicznie na konferencji prasowej, że muszę bardziej pomagać Realowi Madryt. Tyle że ja nie jestem tu po to, żeby pomagać Realowi Madryt, tylko żeby opowiadać o tym, co się dzieje. Rozumiem, że pewne rzeczy mogą się Florentino nie podobać, ale tak samo jest z Joanem Laportą, Javierem Tebasem, Rafaelem Louzánem i Miguelem Ángelem Gilem. Niestety musimy mówić o rzeczach, o których oni nie chcą, żebyśmy mówili, i komentować sprawy, których oni nie chcą, żebyśmy komentowali. Mamy jednak ogromne szczęście: pracuję w takiej telewizji jak Movistar+, która ma prawa do Ligi Mistrzów, La Ligi… I doskonale wiem, jaką swobodę mam w COPE, by mówić o Lidze Mistrzów, La Lidze i wielu innych sprawach, ponieważ jesteśmy medium, które nie ma z nimi relacji handlowych, co pozwala nam bardzo swobodnie wyrażać opinie. A ponieważ niczego im też nie zawdzięczamy, bo niczego nam nie dają, pod tym względem jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji.

Czy Florentino Pérez odpowiedział ci ostatecznie na wiadomość na WhatsAppie, którą wysłałeś mu przed wyborami? [dziennikarz napisał do Florentino po słynnej konferencji: „Wiem, że w głębi mnie cenisz. Uściski i cieszę się, że z tobą wszystko dobrze”]
Nie, nigdy. Nie odpisuje mi już od co najmniej trzech lat. Oczywiście nie pisałem do niego zbyt wiele, ale już mi nie odpowiada.

REKLAMA
REKLAMA

Uważasz, że Florentino Pérez stoi ponad Realem Madryt?
Nie, nie stoi ponad nim. Ale ani on, ani nikt inny, bo Florentino odejdzie, a Real Madryt będzie istniał dalej. Florentino Pérez jest postacią o absolutnie fundamentalnym znaczeniu dla historii Realu Madryt. Uważam, że jest najważniejszym prezesem w historii Realu Madryt, chociaż Alfredo Relaño mnie karci, kiedy to mówię, bo jego zdaniem jest nim Santiago Bernabéu. Doceniam bardzo wiele rzeczy, które zrobił Florentino Pérez, naprawdę mnóstwo, ale on nie bierze tego pod uwagę. Bierze pod uwagę krytykę, tę owszem, ją sobie zapisuje, ale dobrych rzeczy zazwyczaj nie odnotowuje.

Kiedy ktoś ma tak wielką władzę, zyskuje więcej wrogów niż przyjaciół? Mam na myśli nie tylko Florentino Péreza, ale też Joana Laportę, Javiera Tebasa…
Myślę, że władza przysparza ci raczej poddanych niż przyjaciół czy wrogów. Wrogowie tych ludzi są bardzo wysoko, bo będąc niżej, trudno być ich prawdziwym wrogiem: nawet cię za takiego nie uznają, a do tego przydeptują cię butem. Tam na górze toczy się wojna, w zarządach i we wszystkich tych miejscach, do których nie mamy wglądu. My tymczasem poruszamy się po ziemi i czasami spoglądamy w górę, widząc, jak walczą tam w niebiosach, ale nie możemy włączyć się do tej wojny.

REKLAMA
REKLAMA

Kilka dni temu konto programu El Día Después na X usunęło nagranie, na którym przyłapano Rodriego Hernándeza, jak na ławce Barcelony rozmawiał z Pau Cubarsím o tym, jak „słabi” i „beznadziejni” są piłkarze Valencii. Wzbudziło to podejrzenia i pojawiły się przypuszczenia, że filmik usunięto po telefonicznej interwencji Barcelony.
Bardzo łatwo jest wyrażać opinie, jeśli nie jest się szefem sportu w Movistar+. Jeśli jesteś szefem sportu w Movistar+, publikujesz ten film, a Barça mówi ci, że jeśli nagranie zostanie w mediach społecznościowych, to jeszcze zobaczymy, jak będą wyglądały nasze relacje w najbliższych miesiącach, należałoby zobaczyć, jakie rozwiązanie wybierzesz, biorąc pod uwagę, że film nadal jest dostępny na platformie. Rozumiem, że normalną rzeczą jest nie usuwać nagrania, ale Movistar+ pokazuje wszystkie mecze Barcelony w Lidze Mistrzów oraz połowę jej spotkań ligowych i w Pucharze Króla. To oznacza mnóstwo wywiadów pomeczowych, materiałów przedmeczowych, programów… Jeśli przez ten film albo przez to, że pozostaje on w mediach społecznościowych, doprowadzisz do głębokiej wrogości w relacjach z Barceloną, to być może ktoś uznał, że dalsze utrzymywanie nagrania przyniesie więcej strat niż korzyści i dlatego je usunięto. Przy czym film usunięto, a efekt jest taki, jakby go nie usunięto, bo nadal tam jest. Kiedy wrzucasz coś do mediów społecznościowych, kropla jest już w oceanie i od tej chwili plama się rozprzestrzenia. Więc gdybym był szefem sportu w Movistar+, powiedziałbym: „Nie martw się, usunę to z mediów społecznościowych Movistar+, ale to jest w Marce, w COPE, w Asie, na Instagramie… i we wszystkich tych miejscach będzie widniało moje logo Movistar+”. Mówię to ze świadomością, jak trudna jest praca szefa sportu w Movistar+, właśnie ze względu na posiadanie praw do rozgrywek, które wymieniłem. Czym innym jest być telewizją z zewnątrz, będącą z boku, a czym innym telewizją, która transmituje sport.

REKLAMA
REKLAMA

Czyli była telefoniczna interwencja Barcelony?
Wszystko wskazuje na to, że tak. Przypuszczam, że Movistar+ nie usunęło nagrania z własnej woli.


Przed meczem Realu Madryt z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów Kylian Mbappé niespodziewanie wystąpił na konferencji prasowej, podczas której, jak stwierdzono, był atakowany i odpowiadał z pewną wrogością. Ty w radiu broniłeś stanowiska, że przy zadawaniu pytań jesteś zwolennikiem atakowania.
Tak, oczywiście. Uważam, że wszyscy odgrywali swoje role, a prowokowanie kogoś, żeby wywołać jego reakcję, jest stare jak świat. Idziesz na konferencję prasową i nie zamierzasz nikogo obrażać, ale chcesz też wywołać reakcję rozmówcy i poruszyć tematy, przy których wiesz, że może pojawić się coś ciekawego. I na konferencji Mbappé takie rzeczy się pojawiły. Dlaczego? Bo poruszono temat Pucharów Europy Paris Saint-Germain, bo wytknięto mu, że nie broni tyle co Raphinha i Dembélé, bo zapytano o Złotą Piłkę… Więc oczywiście, kiedy nadepniesz komuś na odcisk, podnosi nogę i się odgryza. I właśnie to mi się podoba, to oczywiste. Uważam, że wszyscy odgrywali swoje role i nie możesz nazywać Mbappé arogantem, jeśli się odgryza, kiedy depczesz mu po odciskach. Jeśli mu na nie nie nadepniesz, nie będzie się odgryzał.

REKLAMA
REKLAMA

W 2023 roku spotkałem się z [dziennikarzem] Rubénem Cañizaresem z ABC podczas wyjazdu do Meksyku zorganizowanego przez La Ligę, żeby relacjonować Klasyk i przeprowadzić wywiady z Fernando Morientesem i Carlesem Puyolem. Zespół prasowy La Ligi uprzedził nas, że nie możemy pytać Puyola o sprawę Negreiry, ale Rubén to zrobił, co wywołało złość jego menedżera, milczenie piłkarza i zakończenie wywiadów. Dlaczego nie można zapytać Puyola o sprawę Negreiry, skoro był wtedy kapitanem Barcelony?
No właśnie. To zła strategia ze strony Puyola, bo moim zdaniem powinien przygotować sobie dobrą odpowiedź, zamiast mówić: „Nie pytaj mnie o to”. Zawsze uważam, że unikanie konkretnego tematu bardziej rzuca się w oczy niż zła odpowiedź. Musisz więc mieć świadomość, że mierzysz się z bieżącymi wydarzeniami i powinieneś naturalnie rozmawiać na przykład o sprawie Negreiry. Co powiedziałbym na jego miejscu? Że wszystkie mecze wygraliśmy w uczciwej walce i że jeśli zostanie udowodnione coś przeciwnego, będzie mi przykro, ale na boisku tego nie odczuwałem. Kropka.

W takim razie szef sportu w Movistar+ będzie musiał przygotować sobie odpowiedź na wypadek, gdyby zapytano go, dlaczego usunięto tweet z nagraniem Rodriego…
Ponieważ nie jestem szefem sportu w Movistar+, nie zamierzam układać za niego odpowiedzi. Powiem ci jednak, że akurat Enric Rojas jest dość otwartym człowiekiem, który daje dużą swobodę w pracy i odważnie podejmuje decyzje. Nie wiem więc, czy decyzja w sprawie tweeta należała do niego, czy zapadła wyżej, czy podjął ją prezes Telefóniki. Nie mam pojęcia. Ale ktokolwiek ją podjął, niech odpowie.

REKLAMA
REKLAMA

Zaskakuje cię korupcja w piłce nożnej?
Korupcja… Korupcję trzeba udowodnić. Potrzebne są dokumenty, trzeba dokładnie wiedzieć, o jakim rodzaju korupcji mówimy. Sprawa Negreiry to korupcja, ale wciąż nie została udowodniona. Udowodniono płatności, ale nie udowodniono, że te płatności miały bezpośredni wpływ na wyniki Barcelony przez te wszystkie lata. Były przypadki korupcji, które udowodniono i które doprowadziły do upadku prezesów. Barçagate, wiadomości… To wszystko prawda, ale potrzebne są dokumenty. Nie możesz wejść na antenę i powiedzieć, że twoim zdaniem dzieje się tam coś podejrzanego, bo musisz mieć wszystko.


Kilka dni temu zadałeś pytanie, ile lat ma piłka nożna skoro nadal nie do końca rozumiemy obowiązujące w niej zasady i przepisy.
Bo je zmieniają. Za sprawą monitorów, chipów i nie wiem czego jeszcze zmieniają przepisy: bierny spalony; jeśli gol pada bezpośrednio po zagraniu ręką, trzeba sprawdzić, czy to część tej samej akcji ofensywnej; czy kontakt jest szczątkowy, czy ktoś zasłaniał widok, ale zawodnik i tak nie zdążyłby do piłki; czy ręka była w naturalnym, czy nienaturalnym ułożeniu… Używamy teraz pojęć, których wcześniej nie używaliśmy i ta zmiana trochę nas wszystkich doprowadza do szaleństwa.

REKLAMA
REKLAMA

A teraz piłka ma chip.
Tak, do tego piłka z chipem, co akurat jest przydatne. Ostatnio byłem z Valdano w telewizji i kiedy pojawiła się wątpliwość, czy piłka wyszła za linię boczną, zapytał mnie: „Ale czy nie ma chipa?”. Tyle że chip jest tylko od linii bramkowej, a nie bocznej. Rozumiesz! Ale tak myśli Valdano. Jeśli on tak myśli, to wyobraź sobie mojego ojca. Co mój ojciec może wiedzieć o chipie, o tym, gdzie działa, a gdzie nie, czy to w strefie wpływu na grę… Tak to wszystko komplikujemy, że nawet piłkarze nie znają przepisów. Nawet Mourinho! Bo najwyraźniej przepis [o wbiegnięciu w pole karne] zastosowano prawidłowo, ale on nie tylko go nie zna, lecz także kilka dni później nadal tkwi w błędzie.

Po meczu Realu Madryt z Betisem, w związku z konferencją prasową i konkretnie kwestią tego, czy Marc Bartra powinien powtórzyć rzut karny, mówiono, że José Mourinho zaczął „pokazywać pazurki”, narzekając na decyzję VAR-u.
Moim zdaniem jeszcze nie „pokazał pazurków”. Jest barankiem w porównaniu z tym, co już widzieliśmy. Ale przecież ma pełne prawo narzekać na sędziowanie. Jeszcze tego by brakowało! Oczekuje się od niego tylko, żeby nikomu nie wkładał palca w oko, nie wskakiwał piłkarzowi na plecy [w sensie prowokowania kibiców] i nie robił tych rzeczy, które robił wcześniej.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA