REKLAMA
REKLAMA

Deco: Bernardo chciał przyjść do Barçy, ale chciał mieć zagwarantowane minuty

Deco udzielił wywiadu rozgłośni RAC1. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi dyrektora sportowego Barcelony z tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Deco: Bernardo chciał przyjść do Barçy, ale chciał mieć zagwarantowane minuty
Deco. (fot. Getty Images)

Bernardo Silva nie chciał przyjść do Barçy czy jednak chciał?
Prawda jest taka, że w tej sprawie Bernardo nie gra na pozycji, którą chcieliśmy wzmocnić. Pod względem profilu nie był zawodnikiem, którego szukaliśmy. Jest znakomitym piłkarzem, uwielbiam go, tym bardziej że jest Portugalczykiem i gra w mojej reprezentacji. Moim zdaniem w ostatnich latach był jednym z najlepszych zawodników na świecie, ale w tym przypadku nie chodziło o pozycję, której wzmocnienia szukaliśmy. Dotarła jednak do nas informacja, że Bernardo chciał przyjść do Barçy. Oczywiście, jeśli zawodnik tej klasy chce przyjść, zawsze wniesie coś do zespołu. Potem sprawa nie poszła dalej, ponieważ mamy określone ramy i jasne założenia dotyczące nie tylko wynagrodzenia, ale także znaczenia zawodnika w drużynie. Kiedy oczekiwania zaczynają wykraczać poza te rzeczy, nie możemy przekraczać ustalonych przez nas granic. Mamy jasne zasady: jeśli chcesz przyjść, to na takich warunkach. Jeżeli chcesz innych, z naszej strony to nie mogło się udać.

REKLAMA
REKLAMA

Kiedy mówisz „na takich warunkach”, chodzi wyłącznie o kwestie finansowe czy także o minuty na boisku?
Myślę, że o jedno i drugie. Przede wszystkim nie mówimy zawodnikowi: „Będziesz grał”. Każdy musi wywalczyć sobie miejsce w zespole. To leży całkowicie w gestii trenera. Nasza praca polega na pomaganiu mu, zapewnianiu tego, o co prosi, a przynajmniej na robieniu w tym kierunku wszystkiego, co możemy. Na końcu jednak, kiedy zawodnik ma inne oczekiwania niż to, co możemy mu zaoferować, to nie możemy kontynuować rozmów. Nie chodzi już tylko o kwestie finansowe, ale o całokształt. Tak właśnie to wyglądało.

Rozumiem, że chciał mieć zagwarantowane minuty?
Myślę, że tak. Zawodnik, który przychodzi z City, chce grać, ma swoje ambicje, ale wolę o tym nie mówić.

Z Rodrim było zupełnie odwrotnie?
Myślę, że przede wszystkim jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie rozważalibyśmy sprowadzenia Rodriego. Nigdy tego nie rozważaliśmy, ponieważ sądziliśmy, że nie odejdzie z City. To pierwsza kwestia. Nie chodziło więc o to, że go nie chcieliśmy. Po prostu jeśli miał nie odchodzić, sprawa była bardzo trudna. Uważaliśmy jego odejście za niemożliwe, ponieważ miał jeszcze rok kontraktu, a ja wyobrażałem sobie, że City pracuje nad jego przedłużeniem. Dlatego nigdy nie myśleliśmy o tym zawodniku. Kiedy pojawiła się możliwość, czyli kiedy zaczęło się mówić, że Rodri mógłby odejść z City, to pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy… Znam Hugo Vianę, ich dyrektora sportowego, graliśmy razem, więc zadzwoniłem do niego i zapytałem, czy to prawda, że Rodri mógłby odejść. Powiedział mi, że pracuje nad przedłużeniem jego kontraktu, że Rodri ma ofertę nowej umowy, ale gdyby w pewnym momencie zdecydował się odejść, trudno byłoby mu na to nie pozwolić. Ze względu na jego historię, na wszystko, co zrobił dla klubu i na wszystko, co się wydarzyło. Piłkarze tacy jak Rodri czy Bernardo zapisali się w historii klubu i wyobrażam sobie, że nie mieliby możliwości zatrzymania go. Takie informacje mieliśmy. Od tego momentu zaczęliśmy rozważać, czy możemy przeprowadzić tę operację. Była trudna, skomplikowana, ale najpierw musieliśmy porozmawiać z trenerem o takiej możliwości: „Trenerze, jeśli pojawi się taka opcja, jak to zrobimy?”. A on powiedział, że porozmawia ze sztabem i wydał zgodę. Wtedy zaczęliśmy pracować.

REKLAMA
REKLAMA

I przy tym odrzucił Real Madryt. Powiedział Realowi: nie. To mnie naprawdę zaskoczyło. Gdyby przed początkiem lata ktoś powiedział nam, że Bernardo Silva będzie grał w Realu Madryt, nie uwierzylibyśmy. I gdyby powiedział, że Rodri podpisze kontrakt z Barçą, też byśmy nie uwierzyli…
O to musisz zapytać go [śmiech wszystkich].


Jeszcze w sprawie Rodriego chciałem cię o coś zapytać. Z Manchesteru dochodzą informacje, że prawdopodobnie musi przejść operację pleców. Że nie jest to poważny uraz, ale wymaga operacji. Będzie musiał się jej poddać?
Tak, przeszedł już operację, ale to kwestia bardziej… Nie jestem lekarzem i trudno mi wypowiadać się na tematy medyczne, ale myślę, że to bardziej coś, co przeszkadzało mu w codziennym życiu niż w karierze sportowej. Czyli coś, co dokucza ci, kiedy siedzisz albo w podobnych sytuacjach. Ale to operacja…

Ale już przeszedł operację?
Tak. To była bardzo prosta sprawa.


Wiesz, co mnie teraz martwi w przypadku Raphinhi i wielu innych piłkarzy Barçy? Ta przerwa reprezentacyjna, podczas której odbędą się cztery mecze. Należałoby zacząć przyglądać się temu kalendarzowi UEFA, ponieważ cenę za to płacicie przede wszystkim wy, kluby.
To temat do szerokiej dyskusji, trudna kwestia. Przede wszystkim to, że zawodnik wyjeżdża na prawie 20 dni na początku sezonu, kiedy sezon dopiero się zaczyna, jest dla mnie trudne do zrozumienia. Jest coraz więcej meczów oficjalnych, nie ma już spotkań towarzyskich. Myślę, że 20 lat temu, kiedy jeździłem na reprezentację, zawsze był jakiś mecz towarzyski. Można było uzgadniać pewne rzeczy z trenerami. Selekcjonerzy też walczą o utrzymanie swoich posad. Każdy znajduje się na innym etapie kariery. Wyobraź sobie, że jestem selekcjonerem Włoch i nie zakwalifikowałem się na mundial. Przecież nie zrezygnuję z powoływania najlepszych. Albo jestem De la Fuente i muszę utrzymać status mistrza świata. Każdy ma więc swoje sprawy. Myślę, że bardzo dobrze dogadujemy się z [hiszpańską] federacją. Mamy możliwość rozmawiania, także z [dyrektorem] Karanką, który jako człowiek jest 10/10. Zawsze staramy się, żeby nasi zawodnicy byli w dobrej kondycji. Tak samo jest z pozostałymi federacjami. Myślę, że najwięcej kontaktu mamy z hiszpańską, ale relacje ze wszystkimi są dobre. Zawsze staramy się przede wszystkim wysyłać raporty o stanie naszych zawodników, o tym, w jakiej kondycji przyjadą. Klubowy sztab medyczny próbuje przewidywać możliwe problemy. Myślę, że na razie jest dobrze.

REKLAMA
REKLAMA

Jest coś, co z każdym rokiem, w miarę jak się starzeję, coraz bardziej mnie irytuje: temat Złotej Piłki. Te indywidualne nagrody… A dyskusja o Złotej Piłce trwa praktycznie sześć miesięcy w każdym roku. Znowu mamy kampanię, teraz mówi się o Mbappé i tak dalej. Chcę jednak zapytać cię o konkretnego zawodnika: Lamine’a Yamala. Uważasz, że Lamine Yamal powinien być największym kandydatem do zdobycia Złotej Piłki?
Myślę, że tak. Nie mam żadnej wątpliwości. Po pierwsze, z powodu całego poprzedniego sezonu z Barceloną. Zdobył mistrzostwo świata ze swoją reprezentacją, miał ważne momenty. Nie zapominajmy, że przyjechał na mundial po kontuzji, więc nawet podczas turnieju stopniowo się rozkręcał. W poprzednim sezonie był kluczowy w ważnych momentach dla zespołu. Myślę, że był najlepszym zawodnikiem La Ligi. Dla mnie tak, nie mam w tej kwestii żadnych wątpliwości. Przy tym oczywiście każdy broni swoich, ale nie mówimy tego tylko dlatego, że chodzi o Lamine’a. Po prostu lubię piłkę. To tak, jakbyś zapytał mnie o lata, w których wygrywał Leo: czy mogli wygrać inni? Tak, ale dla mnie Leo był najlepszy. W naszych czasach w Barcelonie była naprawdę ciekawa dyskusja dotycząca Andrésa [Iniesty] i Xaviego, kiedy zajmowali te wysokie miejsca. Jednak w tym przypadku uważam, że nie ma zbyt wiele do dyskusji.

REKLAMA
REKLAMA

Dla ciebie to skandal, że Pedriego czy Raphinhi nie ma na liście do Złotej Piłki?
Dla mnie to skandal na skalę światową [śmiech]. Po prostu tego nie rozumiem. Przede wszystkim, nie rozumiem tych list, nie rozumiem głosowań... Mnie też kiedyś coś takiego spotkało, ale cóż… Te indywidualne nagrody bardzo często są niesprawiedliwe. W piłce nożnej, która jest sportem zespołowym, dochodzi do niesprawiedliwości. Zawsze trudno jest sprowadzać wszystko do jednostek w sporcie drużynowym, ale tak to wygląda. Kiedy jednak widzę, że nie ma tam takiego zawodnika jak Pedri… Już ze względu na sam talent. Nawet nie mówię o zdobywaniu trofeów, już w to nie wchodzę. Podobnie z Raphinhą. Trudno więc zrozumieć, że naszych zawodników tam nie ma.


Na koniec: jak oceniasz Real Madryt w tym sezonie?
Myślę, że dobrze. Po pierwsze, zawsze mówiłem, że moim zdaniem ma zawodników na bardzo wysokim poziomie i świetnego trenera, który był również moim trenerem. Przeżyliśmy z Mourinho ważne chwile w Porto. Życzę mu powodzenia, oczywiście nie przeciwko nam, ale poza tym jak najbardziej. Tyle. Myślę, że to zespół z piłkarzami na bardzo wysokim poziomie. Jeśli uda się zbudować z nich drużynę, będzie trudnym rywalem w tym sezonie. A my, jak powtarzamy przez te wszystkie lata, robimy swoje. Nie skupiamy się na innych, choć ich szanujemy. Wiemy jednak, że musimy pracować, żeby utrzymać ten poziom.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (15)

REKLAMA