REKLAMA
REKLAMA

Ile jest wart piłkarz?

„Rynek transferowy stał się bańką, w której za piłkarzy płaci się ogromne kwoty, a oczekiwania wobec nich rosną proporcjonalnie do ich ceny”, pisze Jorge Valdano w swoim felietonie dla El País. Argentyńczyk to były piłkarz, trener i dyrektor generalny Realu Madryt. Przedstawiamy jego pełny komentarz.

REKLAMA
REKLAMA
Ile jest wart piłkarz?
Yan Diomandé. (fot. Getty Images)

Ile jest wart piłkarz?
Autor: Jorge Valdano

REKLAMA
REKLAMA

Jeśli przed 1 września wyjął pan piłkę ze schowka i w przypływie natchnienia poszedł do pobliskiego parku trochę ją pokopać, mógł pan zarobić kilka milionów. Wystarczyło tylko, żeby zobaczyła pana odpowiednia osoba. Do takiego szaleństwa doszedł rynek, który z uporem powiększa coraz bardziej absurdalną przepaść między wartością piłkarza a jego ceną. Musiałby pan tylko zrobić minę człowieka, który jest wart tych pieniędzy. Gdyby się pan roześmiał, cały interes mógłby upaść.

Koniec okna transferowego pozostawił po sobie absurdalne liczby. Premier League wydała blisko 4 miliardy euro, podczas gdy La Liga – 743 miliony. Jeszcze kilka danych, które – jeśli nie robią na państwu wrażenia – powinny dać do myślenia: PSG zarobiło 400 milionów na sprzedaży rezerwowych, a Real Madryt ponad 200 milionów na wychowankach. Mógłbym wymieniać dalej, ale to tylko księgowe liczby. Pomagają jednak zrozumieć, w jakim momencie znalazł się futbol, i rodzą ciekawe pytania: kiedy pieniądze stały się najważniejszą miarą wszystkiego? Jak to możliwe, że cena ustala piłkarską hierarchię jeszcze przed rozpoczęciem sezonu?

Były czasy, gdy na rynku próbowano odkrywać piłkarzy za rozsądne pieniądze. Było w tym ryzyko, intuicja i odrobina przygody. Dziś rynek koronuje zawodników z wyprzedzeniem. W wielu przypadkach cena wynosząca od 100 do 150 milionów przypisuje piłkarzowi status, na który ten jeszcze nie zapracował. Trafia do nowego klubu skazany na to, by dorównać swojej cenie, jak gdyby sama kwota mogła popchnąć do przodu jego talent i formę.

REKLAMA
REKLAMA

Dla przeciętnego kibica 20-letni zawodnik kupiony za sto milionów zaczyna nową pracę z długiem wynoszącym sto milionów. Każdy słabszy mecz wygląda bardziej jak niespłacona rata niż naturalne rozczarowanie czy po prostu część okresu adaptacji. Kibic, pełen pasji i wiary, chce otrzymać zwrot natychmiast. Futbol zawsze był niecierpliwy. Teraz jest bardziej niż kiedykolwiek. Media społecznościowe jeszcze to przyspieszają. Dziennikarstwo przyspiesza. Pasja przyspiesza. Klub, który zapłacił fortunę, również. Tyle że talent wciąż rozwija się według tych samych biologicznych etapów: nauki, nabierania pewności siebie, sukcesów, porażek i dojrzewania.

Jest jeszcze coś. Rynek nie kupuje już wyłącznie piłkarzy. Kupuje także opowieści. Cena zapowiada wielkość, rozbudza oczekiwania, trafia na pierwsze strony i zmusza wszystkich do patrzenia. Sto milionów nie mówi tylko: „ten piłkarz jest dobry”. Mówi: „ten piłkarz musi być ważny”. Pieniądze produkują reputację.

Uważam, że Hiszpania jest w lepszej sytuacji niż ktokolwiek inny, by przekuć to szaleństwo w szansę. Futbolowi opartemu na kupowaniu, który napędza inflacyjną spiralę, jakiej najwyraźniej nikt nie zamierza zatrzymać, może przeciwstawić futbol oparty na rozwijaniu zawodników, korzystając z niezwykle rozbudowanego systemu szkolenia w klubach La Ligi. Zdobycie mistrzostwa świata jest znacznie bardziej przekonującym dowodem piłkarskiej jakości danego kraju niż jakakolwiek kwota transferu. Poza mistrzami świata poza kadrą znaleźli się przecież tacy zawodnicy jak Fermín czy Barrios, którzy znaleźliby miejsce w niemal każdej reprezentacji. Oczywiście również w tej, która została mistrzem.

REKLAMA
REKLAMA

Chodzi o to, by odkrywać, szkolić i wierzyć. By zrozumieć, że akademia nie jest wyłącznie rozwiązaniem ekonomicznym, lecz także szkołą piłkarskiej i klubowej tożsamości. Skoro sytuacja wygląda właśnie tak, zadajmy sobie nieco optymistyczne pytanie: ile setek milionów euro kryje się dziś w hiszpańskich akademiach, czekając tylko na kogoś, kto potrafi je dostrzec?

Hiszpański piłkarz ma już własną markę pochodzenia. Jest tu talent, który może wzbogacać La Ligę i rywalizować z deszczem milionów, którym Premier League próbuje wszystkich onieśmielić. Cztery miliardy wobec siedmiuset milionów mówią wiele o sytuacji finansowej angielskich klubów, ale nie oznaczają, że podobna proporcja istnieje pod względem jakości.

Pieniądze znaczą coraz więcej, ale same nikogo nie wyszkolą. Kto nie może z nimi konkurować, musi robić to inteligencją, metodą, cierpliwością i własną ideą futbolu. Akademia buduje piłkarzy, zespoły i tożsamość. Wciąż istnieje jedna ogromna przewaga: można odkryć zawodników, zanim ten rozpędzony rynek zdąży przykleić im cenę.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (6)

REKLAMA