[Informa Betis] Gratulacje za zwycięstwo. Mourinho powiedział przed chwilą, że Betis zagrał mecz „na remis”. Czy podziela pan tę opinię Portugalczyka?
Dobry wieczór. Nie, nie zgadzam się z taką analizą, bo uważam, że od pierwszej minuty wyszliśmy, żeby wygrać. Chcieliśmy szukać bramki przeciwko tak wielkiemu rywalowi jak Real Madryt, co oczywiście jest trudne. W pierwszej połowie obie drużyny miały swoje momenty. My mieliśmy bardzo klarowną sytuację, oni też. W drugiej połowie, moim zdaniem, mieliśmy więcej piłki na ich połowie. Real stworzył zagrożenie głównie po stałych fragmentach, gdzie Álvaro Vallés wykonał trzy świetne interwencje. Ale ostatecznie to my strzeliliśmy gola i zgarnęliśmy trzy punkty w bardzo wyrównanym meczu, który przy remisie też można by uznać za sprawiedliwy. W piłce często tak bywa — my wykorzystaliśmy swoją okazję, oni nie.
[El Desmarque] Gratuluję. To był trudny tydzień: najpierwsz porażka z Levante, później niepewność w końcówce okienka, ale pan zawsze jest spokojny. Co przekazał pan drużynie przed meczem z Realem?
To samo, co przekazuję od siedmiu lat w Betisie. W piłce masz 24 godziny: 24, żeby cieszyć się zwycięstwem i 24, żeby przeżyć porażkę. W meczu z Levante wydarzyło się wiele konkretnych rzeczy, które trzeba umieć zrozumieć, przeanalizować i dokonać autokrytyki, zarówno po wygranej, jak i po przegranej. A po 24 godzinach trzeba znów być przekonanym o tym, co robisz, żeby wygrać następny mecz. I to właśnie zrobiliśmy.
[Cadena SER Sevilla] Wczoraj pytałem pana, czy może pan zagwarantować, że drużyna „pokaże twarz” przeciwko Realowi, bo po takim upadku jak w niedzielę zwykle reaguje. I tak się stało: Betis był bardzo konkurencyjny i wygrał. Czy wiedział pan, że zobaczymy dziś taki Betis?
Trudno powiedzieć „wiedziałem”, ale byłem bardzo przekonany, że tak będzie, bo pracujemy razem już siedem lat. Zawodnicy doskonale znają mentalność, którą staramy się zaszczepić: nie popadać w euforię po zwycięstwach, nie robić sobie „hara-kiri” po porażkach. Trzeba analizować, wiedzieć, że piłka zmienia się przez dwa–trzy konkretne zdarzenia w meczu. Wynik się zmienia, ale przekonanie do własnej pracy, nie. Indywidualna odpowiedzialność, nie. Ambicja grupy musi być taka sama, nawet przy potknięciach, które zdarzają się każdej drużynie. I jak pan mówi: ten zespół wiele razy pokazał, że trudno nam o dwa potknięcia z rzędu. A jeśli się zdarzą, to się podnosimy. Dlatego nasze sezony są tak regularne.
[PTV Sevilla] Zmiany były kluczowe. Nie chodzi tylko o gol Troya, ale też o to, że drużyna wyglądała inaczej niż w pierwszej połowie. Czy dla pana też zmiany były decydujące?
Można uważać, że zmiany są dobre, ale to zależy od tego, jak wchodzą zawodnicy. To indywidualne występy decydują o tym, czy zmiany są skuteczne. W drugiej połowie mieliśmy piłkę tyle samo co oni. Najgroźniejsze sytuacje Realu były po stałych fragmentach. Było 36 stopni, więc wysiłek się kumulował. Uważam, że odświeżenie środka pola było dobre, podobnie wejście Anthony’ego. Ale powtarzam: zmiany wykonuje się na podstawie tego, co się widzi, a ich wartość zależy od tego, jak grają zawodnicy. Dziś, na szczęście, wszyscy, którzy weszli, byli bardzo „podłączeni” do meczu i dzięki temu wygraliśmy.
[Radio Marca] Mówił pan o interwencjach Álvaro Vallésa. Real jest fizycznie potężny i świetny w powietrzu, ale Betis ma problemy przy stałych fragmentach. Jak bardzo pana to martwi?
Bez wątpienia Real ma bardzo silnych zawodników w grze powietrznej. Trzeba przeanalizować mecz dokładnie, ale wydaje mi się, że dwie–trzy najlepsze interwencje Álvaro były właśnie po stałych fragmentach. Nasz gol też padł po stałym fragmencie. To są konkretne sytuacje zależne od wielu czynników. Ale oczywiście, przewaga fizyczna ma znaczenie.
[Dziennikarz nie przedstawił się] Dziś przed własną publicznością debiutował Troy Parrott i strzelił bramkę o ogromnej wartości. Jak pan to ocenia? I przy okazji: co z Diego Llorente, ile może pauzować?
Bardzo się cieszę z Troya. Przyszedł do nowego klubu, do innej ligi. W poprzednich meczach miał kilka minut, miał też sytuację w Levante, którą mógł zmienić wynik i spudłował. Dziś nie miał szczęścia, ale miał instynkt, żeby wykorzystać tę akcję po główce Nelsona. Bardzo się cieszę też z Nelsona, bo był mocno krytykowany. Zaczynać nowy etap w nowym klubie, w nowej lidze, strzelając gola dającego zwycięstwo nad Realem, to da mu ogromną pewność siebie. To zawodnik z wielką energią, siłą, a z Cucho stworzą dobrą parę, razem lub osobno.
Diego Llorente dostał uderzenie, które złamało mu nos. Zobaczymy, ile potrwa jego powrót.
[Dziennikarz nie przedstawił się] Czy uważa pan, że sędzia wpłynął na wynik? Trener Realu powiedział, że Betis grał „z pewną twardością” w pierwszej połowie, a oni dostali jedną kartkę, Betis żadnej.
Nie wydaje mi się, żebyśmy grali z jakąś przesadną twardością. Obie drużyny walczyły o piłkę. Nie sądzę, żeby była jakaś istotna ingerencja sędziego. Jedna żółta więcej czy mniej nie decyduje o wyniku. Wygraliśmy nie przez sędziego. Wygraliśmy, bo wykorzystaliśmy swoją okazję, a oni nie: albo zatrzymał ich Álvaro Vallés, albo nie trafili karnego. Wyniki w piłce zależą od konkretnych zdarzeń, ale nie uważam, żeby sędzia był powodem.
[Dziennikarz z Irlandii] Jak Troy zaaklimatyzował się w drużynie i co może mu dać ten gol?
Myślę, że będzie bardzo ważnym napastnikiem w naszej drużynie. Jego styl gry będzie bardzo przydatny. Wiemy, że w Irlandii i Anglii „dziewiątka” musi być silna, walczyć o każdą piłkę — i on to robi. A pracuje z nami dopiero dwa tygodnie.
Jaką rolę widzi pan dla Troya w tym sezonie?
Dopiero zaczyna sezon.
Jak ocenia pan adaptację Facundo Bernala w tej pierwszej dużej próbie?
Facundo to młody zawodnik, którego obserwowaliśmy. Ma wiele cech potrzebnych na tę pozycję, choć musi się jeszcze trochę zaadaptować do europejskiej piłki. Widać, że około 60–70 minuty odczuwa intensywność. Przyszedł już w trakcie sezonu. Ale uważam, że będzie bardzo ważny na tej pozycji — a im lepiej dopasuje się do funkcjonowania drużyny, tym więcej da.
[101TV] To był tydzień zamknięcia okna transferowego, może trochę przesadnie to przeżywany. Dziś na stadionie było 66 tysięcy ludzi, w drugi najgorętszy dzień września w historii Sewilli. Jaki ma pan przekaz dla kibiców?
Ten sam, który powtarzam od siedmiu lat. Kibice reagują tak samo w każdym meczu. Mówiłem wcześniej: zawodnicy mają 24 godziny, żeby przeżyć porażkę lub zwycięstwo, a potem zaczyna się nowy mecz. Kibice też cierpią, gdy wyniki nie są takie, jak oczekują, ale zawsze wracają w kolejnym meczu. Dlatego dziś było tu tyle ludzi. Są fundamentalną częścią tego, czym jest ten zespół.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.