Po trzech wygranych w trzech spotkaniach każdy kolejny mecz, który nie należy do łatwych, należało traktować jako test dla drużyny José Mourinho i dla samego trenera. Portugalczyk zaskoczył obecnością Eduardo Camavingi w pierwszym skladzie, ale sam występ Królewskich w pierwszej połowie – pomimo wyniku – mógł się podobać.
No właśnie, niestety trzeba dodać „pomimo wyniku”, ponieważ piłkarze obu drużyn schodzili do szatni przy wyniku 0:0. Real Madryt oddał 15 strzałów, obił słupek, poprzeczkę, dwukrotnie w jednej akcji Mbappé został zatrzymany przez interweniujących tuż przed bramką Bartrę i Natana, a swoją szansę na początku meczu miał też Huijsen. Z drugiej strony obrona Madrytczyków nie przeciekała. Przytrafiały się pomyłki, czasem brakowało zaangażowania poszczególnych graczy, ale Courtois musiał interweniować tylko raz, i to przy niezbyt groźnym uderzeniu Antony’ego.
Real całkowicie zdominował Betis i potrafił mocno uprzykrzać życie obrońcom. Brakowało jednak tego, co w futbolu najważniejsze: goli. Świetnie spisywał się Álvaro Valles, bramkarz Betisu, a gdy go brakowało, na pierwszy plan wyszli obrońcy. Pole do poprawy było ogromne, ale przede wszystkim właśnie w grze przy samej bramce rywala. Skuteczność była jednak ponurym żartem.
W drugiej połowie Real nie wszedł na poziom z pierwszej. Nie atakował tak chętnie, nie stwarzał sytuacji, a kolejne wpuszczenie Bernardo, Trenta i Diomandé nie przyniosły wiele korzyści. Królewscy wyglądali gorzej fizycznie, grali bez werwy i bez pomysłu. Betis wytrzymał trudne momenty w pierwszej połowie i w drugiej momenty szarpanej gry wykorzystał dla siebie w najlepszy możliwy sposób. Gapiostwo przy rzucie rożnym i przytomne zachowanie wprowadzonego z ławki Parrotta przyniosło gospodarzom gola w 81. minucie.
Dopiero po utracie gola Real przypomniał sobie o atakowaniu. W 87. minucie piłkę do bramki po zagraniu Viniego w świetny sposób skierował Carlos Espí, ale chwilę wcześniej – podczas rozegrania akcji – napastnik był na spalonym i arbiter słusznie anulował gola. Później Vini raz jeszcze się pokazał, został sfaulowany w polu karnym, a do piłki podszedł Mbappé, który dziś był w katastrofalnej formie strzeleckiej. Karnego też nie strzelił. Real Madryt sam okradł się dziś z trzech punktów. Brakowało lepszej odpowiedzi w drugiej połowie, ale sytuacji było dziś tyle, że gdyby niektórzy mieli dzień konia, to Betis mógłby przy identycznej grze cieszyć się, że nie stracił pięciu goli.
Real Betis – Real Madryt 1:0 (0:0)
1:0 Parrott 81'
❌ Mbappé 90+4' (niestrzelony rzut karny)
Betis: Valles; Bellerín, Diego Llorente (39' Bartra), Natan, Fran García; Roca, Bernal (68' Deossa); Antony (77' Riquelme), Isco (60' Fidalgo), Fornals; Cucho Hernández (68' Parrott)
Pozostali na ławce: Manu González, De Pablo, Ángel Ortiz, Valentín Gómez, Junior Firpo, Losada i Morante
Real Madryt: Courtois; Dumfries (65' Trent), Konaté, Huijsen, Cucurella (88' Carreras); Valverde (82' Espí), Camavinga (65' Bernardo); Arda Güler (65' Diomandé), Bellingham, Vinícius; Mbappé
Pozostali na ławce: Łunin, Navarro, Rüdiger, Rivas, Sergio Martínez, Cestero i Brahim
Komentarze (1983)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.