REKLAMA
REKLAMA

Po Trofeo Herrera hurraoptymizmu nie ma

Real Madryt wygrał na wyjeździe z Deportivo A Coruña 1:0 po golu Brahima Díaza i asyście Andrija Łunina.

REKLAMA
REKLAMA
Po Trofeo Herrera hurraoptymizmu nie ma
Brahim Díaz. (fot. Getty Images)

Z meczu na mecz Real Madryt odzyskuje kolejnych zawodników, którzy wracają po letnich zmaganiach w Ameryce Północnej. José Mourinho nie postawił dziś na ani jednego gracza z cantery i po raz pierwszy w trakcie tej pretemporady mógł wykorzystać jedenastu graczy pierwszego zespołu. Zaległości treningowe były jednak bardzo często aż nadto widoczne.

REKLAMA
REKLAMA

Zawodnicy Królewskich nie wyglądali dobrze pod względem technicznym. Tak łatwe straty i niewymuszone błędy między innymi Endricka czy Viníciusa w ważniejszych meczach byłyby niedopuszczalne. W ataku pozycyjnym Real spisywał się słabo. Grał wolno, nie tworzył okazji, a indywidualnego błysku nie miał kto zaoferować. Teoretycznie drużyna Mourinho wychodziła wysoko z piłką, ale nie wgniatała Deportivo w swoje pole karne, bo często brakowało właśnie precyzji.

Przez to mecz oglądało się średnio, zwłaszcza że Deportivo też niewiele mogło zaoferować. Kilka razy wyszło szybszym atakiem, ale i gospodarzom brakowało skuteczności, szczęścia czy też wyrachowania. Po stronie Realu trudno było kogoś wyróżnić pozytywnie, chyba że na siłę szukalibyśmy piłkarzy, którzy popełnili najmniej prostych błędów. Dziś największą frajdą w A Coruñi było zaćmienie Słońca, ale w doliczonym czasie pierwszej połowy Real chciał z tym powalczyć. Andrij Łunin złapał strzał po rzucie rożnym gospodarzy, doskonale wyrzucił piłkę do wybiegającego Brahima, a ten po profesorsku wykończył sytuację sam na sam.

Pierwsza połowa nie mogła nikogo rozpieścić. Real – poza golem Brahima – stworzył jedną niezłą okazję po dośrodkowaniu Ardy Gülera do Endricka. Wtedy dobrą interwencją popisał się Leo Román. Gospodarze oddali jeden celny strzał, po którym… Real strzelił gola.

REKLAMA
REKLAMA

W przerwie Mourinho przeprowadził cztery zmiany, co spowodowało też zmianę pozycji Dumfriesa. Na murawie pojawili się między innymi Mario Rivas czy Trent Alexander-Arnold, ale ani oni, ani Fede Valverde i Carlo Espí nie podnieśli poziomu tej rywalizacji. Na tle partnerów nieźle wyglądał Bernardo Silva, który miał co najmniej kilka momentów, gdy brał na siebie reżyserowanie gry i robił to z powodzeniem. Pod względem czucia piłki był półkę wyżej niż na przykład Camavinga, który niezłe zagrania przeplatał z niewymuszonymi stratami na swojej połowie, które od jakiegoś czasu są jego znakiem rozpoznawczym.

Im bliżej było końca meczu, tym mniejsze były emocje, jeśli w ogóle możemy mówić o jakichkolwiek. Real Madryt drugi raz z rzędu wygrał jednym golem i nie ma się co oszukiwać – taka gra nie cieszy oczu kibica. Ale… gdyby to był mecz o punkty i Real wywiózłby z El Riazor trzy oczka, madridista kładłby się spać z delikatnym uśmiechem.

Deportivo A Coruña – Real Madryt 0:1 (0:1)

0:1 Brahim 45+1' (asysta: Łunin)

Deportivo: Román; X. Navarro (60' Comas), Noubi (68' Barcia), Ede (46' Loureiro); Carrillo (22' Villares), Amatucci (46' Mella), Soriano (68' Gilslehart), Angeliño (46' Quagliata); Luismi Cruz (68' Riki), Nsongo (60' Zakaria), Aubameyang (60' Kevin Sánchez)
Pozostali na ławce: Germán i Ferllo

REKLAMA
REKLAMA

Real Madryt: Łunin; Dumfries, Rüdiger (46' Rivas), Huijsen, Carreras (90' Lamini Fati); Camavinga, Bernardo (86' Ciria); Brahim (46' Trent), Arda Güler (46' Valverde), Vinícius (71' Cestero); Endrick (46' Espí)
Pozostali na ławce: Mestre, Joan Martínez, Lacosta i Yáñez


Wyjściowy skład dostarczony przez Superscore

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (459)

REKLAMA