Dla kibiców Leganés pańskie nazwisko na zawsze będzie związane z najlepszym etapem w historii klubu, tym związanym z awansami do Primera. Jak mija lato?
To było piętnaście sezonów z rzędu bez odpoczynku… Przez te dziesięć lat w Leganés były dwa awanse, pięć lat w Primera będąc mistrzem Segunda… Teraz się od tego odłączam, mam czas na refleksję i poświęcam go rodzinie, ponieważ nasza praca ostatecznie bardzo nas wyciska.
Pan na własne oczy oglądał eksplozję talentu Yana Diomande w Hiszpanii w barwach Lega. Od nieznanego do piłkarza wycenianego na ponad 100 milionów.
Teraz wszyscy ci, którzy byliśmy przy Diomande, na pewno będziemy chcieli przyznawać sobie medale. Ale na medal zasługuje ten chłopak, ze względu na to wszystko, przez co przeszedł. W wieku 19 lat zderzał się z tragicznymi doświadczeniami. Próbował swoich sił w wielu krajach, jeździł na testy do wielu klubów, również w Anglii i nigdzie na dłużej nie zostawał… Ostatecznie skończył w Leganés. Podpisał z nami kontrakt w październiku czy listopadzie, ale nie mieliśmy go u nas do marca, ponieważ ze względów wizowych musiał wrócić do swojego kraju. Najpierw dołączył do drugiego zespołu, rozegrał dwa czy trzy mecze i szybko dostrzegliśmy jego możliwości… Gdy przenieśliśmy go do pierwszej drużyny, to zdaliśmy sobie sprawę z jego potencjału. Wiedzieliśmy, że zyska na wartości, ale że będzie to w takiej skali… Tego nikt sobie nie wyobrażał. Mieliśmy to szczęście mieć En-Nesyriego, Braithwaite'a czy Diego Rico, ale to wszystko wokół Yana było zaskoczeniem mimo tego, że widzieliśmy jego wielkie możliwości. Lipsk podjął duże ryzyko płacąc ważne pieniądze za zawodnika mającego tylko 10 meczów w Primera i wyszło im to na dobre.
Tak młody chłopak bez większego doświadczenia w Europie musi być niemałym ryzykiem. Może się zdenerwować na to, że nie gra, może chcieć wrócić do siebie…
Zbiegły się tu ze sobą dwie rzeczy – jego głód i ambicja dotycząca marzeń o przyjeździe do Hiszpanii oraz otoczenie Leganés, które bardzo pomaga. Zawsze broniłem tego, że ten klub jest jak rodzina. Postawienie na tak młodego chłopaka, który nie znał języka, było łatwe dzięki takim zawodnikom jak Cissé, który przechodził przez coś podobnego i był mu bardzo bliski. Przez te miesiące bardzo o niego dbał. Spał i jadał w miasteczku sportowym, żył dla futbolu. Wywalczył sobie to, co go teraz spotyka.
Wielu analityków w Bundeslidze podkreśla, że po fantastycznym sezonie Olise równie spektakularna była eksplozja talentu Diomande. Widzi pan go blisko tego poziomu?
Niełatwo jest cokolwiek prognozować, ale myślę, że jego potencjał jest większy od tego, co do tej pory pokazał. On ma gola – może rozgrywać sezony z wieloma bramkami, które będzie zdobywał z obu skrzydeł. Przy jego wieku nie wiemy, gdzie jest jego sufit, ale wykonał już te kroki, które innym zajmują dużo więcej czasu. Ostatecznie ludzie zostaną przy piłkarzu, którego widzą w telewizji, ale ja zostaję przy człowieku. Jeśli o kogoś dbasz, to jego forma jest lepsza. Yan miał momenty, w których mógł się podłamać jak na przykład mecz z Sevillą, gdy nie wykorzystał klarownej okazji w 92. minucie, a która jednocześnie mogła dać nam utrzymanie. Ale nigdy się nie poddał. Olise jest trochę bardziej globalny, ale myślę, że Yan jest na jego poziomie medialnym, a przy tym jest jeszcze młodszy.
Jaki styl atakowania najlepiej do niego pasuje?
Trenerzy są tak inteligentni, aby z każdego piłkarza wyciągnąć jak najlepszą formę. W Leganés, gdy na prawym skrzydle pojawił się Diomande, mieliśmy również Juana Cruza i Daniego Rabę. I czasami na boisku była jednocześnie cała trójka. Myślę, że Yan dobrze się czuje na lewym skrzydle, tak jak grał na mundialu. Bardzo dobrze gra lewą nogą, ale z lewego skrzydła blisko pola karnego daje nie tylko drybling, ale również gole – a one w futbolu są warte najwięcej.
Jeśli wszystko pójdzie po myśli Realu Madryt i dojdzie do transferu Diomande, to dla pana będzie to bardziej radość czy poczucie satysfakcji?
Zawsze odczuwasz dumę, ale jak już mówiłem wcześniej – to jest zasługa piłkarzy. My staramy się jak najmniej przeszkadzać, aby nie tracili głowy i zachowywali pokorę mimo kontraktów i zewnętrznego szumu. Pod względem osobistym mnie satysfakcjonuje to, że przeżyłem dziesięć najlepszych lat w historii Leganés, a to nie zdarza się codziennie. Albo jak w ciągu miesiąca sprzedaliśmy dwóch naszych napastników do Sevilli i Barcelony, chociaż później to nas rozbiło i spadliśmy. Ale powtarzam – medal powinien powiesić sobie ten chłopak. Klub może dać wszystko ze swojej strony, ale jeśli zawodnik nie chce, to jest to niemożliwe.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się