REKLAMA
REKLAMA

Cucurella: Enzo mi pogratulował, oby doszło do jego transferu

Marc Cucurella udzielił wywiadu Radio MARCA. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi nowego obrońcy Realu Madryt z tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Cucurella: Enzo mi pogratulował, oby doszło do jego transferu
Marc Cucurella w barwach Hiszpanii. (fot. Getty Images)

Czy już czujesz, że jesteś zawodnikiem Realu Madryt?
Mniej więcej, bo ostatecznie na dziś moje życie nie zmieniło się za bardzo. Dalej robię te same rzeczy. To prawda, że jesteśmy tutaj bardzo skupieni na reprezentacji. Nie miałem jeszcze czasu, żeby poznać ośrodek treningowy ani być na Bernabéu. To będzie musiało poczekać, ale jestem bardzo szczęśliwy, przede wszystkim z powodu tego transferu, z powodu tej szansy. Nie mogę się doczekać, żeby to wszystko poznać, al oby jak najpóźniej, bo będzie to oznaczało, że tutaj osiągamy dobre rzeczy. A potem przyjdzie też czas, żeby cieszyć się tym drugim.

REKLAMA
REKLAMA

Madridismo czeka na to, jakiego Cucurellę zobaczymy. Bo w Realu jesteśmy po roku z trzema lewymi obrońcami o uznanych nazwiskach, ale sprawy nie poszły dobrze ani z Franem, ani z Álvaro Carrerasem, ani z Mendym.
Na końcu postaram się dać z siebie wszystko. Uważam, że jestem intensywnym zawodnikiem, który zawsze daje wszystko dla drużyny i dla kolegów. Myślę, że najważniejsze jest ponownie stworzyć ten zespół, ten zwycięski gen, który Real Madryt ma już u podstaw, ale może trzeba jeszcze poprawić parę rzeczy, które w ostatnich latach nie do końca działały i sprawiły, że Real Madryt nie zdobywał trofeów. Myślę, że wszyscy chcemy tego samego: wygrywać trofea i być jak najwyżej.

To, że jesteś dobry, jest oczywiste. Tylko że w Madrycie czasami dodajemy, że trzeba się też nadawać do tej drużyny.
Tak, jasne. To wielkie wyzwanie. Ostatecznie wszyscy zawodnicy, którzy trafiają do Realu Madryt, są dobrzy, a dopasowanie się albo odniesienie tam sukcesu nie jest łatwe. To coś trudnego. To bardzo wymagający klub, w którym musisz być na 100% w każdym meczu. Wszystkie zespoły chcą cię pokonać ze względu na to, co oznacza pokonanie Realu Madryt. A potem wszystko ocenia się na koniec sezonu, patrząc na trofea, które zdobyliście i mecze, które rozegrałeś. Myślę, że to wielkie wyzwanie i przychodzi do mnie w dobrym momencie. Przeżyłem już wszystko: dobre chwile i złe chwile. I całe to doświadczenie sprawia, że jestem zawodnikiem i osobą, którą jestem teraz. Mam ogromną ochotę zacząć to nowe wyzwanie.

REKLAMA
REKLAMA

Widzę cię dzisiaj, jak wielkiego Davida Silvę, który zaczynał u Mendilibara również w Eibarze.
Tak, przeszedłem trochę przez wszystko. Przeszedłem od szukania swojego miejsca w skromniejszych zespołach, potem spróbowałem doświadczenia w Premier League, też w zespole, który nie był zbyt znany w Hiszpanii, a potem w Chelsea, gdzie to były wielkie lata. To prawda, że na początku było trochę trudno, ale udało mi się tam wygrać dwa trofea, dostać szansę przyjazdu do reprezentacji, wygrać EURO, a teraz zrobić krok do Realu Madryt. Myślę, że to wielka nagroda za całą tę pracę, która nie była łatwa, ale cały ten wysiłek, który włożyliśmy oraz cała pomoc ludzi, którzy mi pomagali, były tego warte.

A co twoim zdaniem zobaczyli w tobie, czego teraz nie widzą w Carrerasie, Mendym i Franie Garcíi?
Tego nie wiem. Myślę, że to są sprawy trenera albo dyrektora sportowego… Jako zawodnicy wydają mi się bardzo dobrzy. Jasne, że to trudne, tym bardziej na tej pozycji w obronie, bo jeśli drużyna nie wygrywa albo nie zdobywa trofeów, to normalne, że to obrońcy wyglądają tak, jakby to była ich wina. Bo ostatecznie jeśli nie wygrywasz, to dlatego, że tracisz gole, a jeśli tracisz gole, to znaczy, że coś było źle. Ale myślę, że zwykle gole albo akcje, po których padają gole, rzadko wynikają z błędu jednej osoby. To raczej łańcuch rzeczy. Ostatecznie przeszłość jest przeszłością. Na pewno wyciągnięto z tego naukę, co trzeba poprawić. Mam ochotę tam być, poznać kolegów i dawać z siebie wszystko. Myślę, że nieważne, jacy są zawodnicy i jaka jest rywalizacja. Najważniejsza zawsze jest drużyna i tyle.

REKLAMA
REKLAMA

Kiedy ogłoszono twój transfer, w audycji tutaj w Radio MARCA pojawił się cały szereg nazwisk z porównaniami: Nuno Mendes, Gvardiol…
Tak, myślę, że w ostatnich latach byłem na bardzo dobrym poziomie. Dla mnie na dziś najlepszy jest Nuno Mendes. Zawsze to mówiłem. Bardzo mi się podoba to, jaki jest, co daje, przede wszystkim ofensywnie. Ale myślę, że jesteśmy różnymi zawodnikami i możemy dawać różne rzeczy. Uważam też, że wartość zawodnika jest bardzo ważna w danym kontekście. Być może gdyby Nuno Mendes nie był w PSG, to mimo tego, jak dobry jest, nie mówiono by o nim tak samo. Ale ostatecznie zdobył dwie Ligi Mistrzów z rzędu, są mistrzami ligi, więc to normalne, że się o nim mówi. A każdy niech myśli, co chce, niech ma swoją opinię. Ja zawsze będę próbował dawać z siebie wszystko i tyle.

Dlaczego Real Madryt powinien sprowadzić Enzo Fernándeza? Znasz go dobrze.
Tak, zobaczmy. Dla mnie to wielki zawodnik. Poza tym jest moim przyjacielem i…

Rozmawiasz z nim?
Tak, rozmawiamy.

Pogratulował ci transferu?
Tak, pogratulował mi.

Co ci powiedział? „Dokąd idziesz, draniu? Chcę mieć dom obok”?
Nie, nie [śmiech]. Ale oby do tego doszło. Ja byłbym bardzo szczęśliwy, bo tak jak mówię, w Chelsea byliśmy bardzo szczęśliwi, ale musieliśmy też przeżywać trochę trudne momenty i stworzyliśmy piękną przyjaźń. Trzymaliśmy się razem również w tych trudnych chwilach. Możliwość przejścia tego samego lata do Realu Madryt przez nas dwóch, przy tym, co oznacza Real Madryt, byłoby wyjątkowym doświadczeniem. Życzę mu wszystkiego najlepszego i oby miał szczęście, oby do tego doszło.

REKLAMA
REKLAMA

W kadrze masz przed sobą takich ludzi jak Nico Williams czy Baena, czyli pracowitych zawodników, którzy pomogą ci na skrzydle. W Realu Madryt, chyba że latem pojawi się jakaś niespodzianka, bo nigdy nic nie wiadomo, będziesz miał Viníciusa.
Myślę, że będziemy dobrze się rozumieć albo przynajmniej będziemy próbować. Kiedy masz takich decydujących zawodników jak on…

Decydujących, ale też dobrze byłoby, żeby wracał…
No dobrze, byle dawał mi dużo w ataku, to ja zrobię wszystko, czego on nie będzie chciał robić. Myślę, że jeśli będzie decydujący, to na tej podstawie spróbujemy się dogadać, stworzymy jakiś plan, żeby on był świeży do strzelania goli, a ja już wezmę na siebie brudną robotę.

Chodzić może tylko Messi!
[śmiech] Cóż, jasne, że to trudne, ale myślę, że Vinícius pokazał już, że jest wielkim zawodnikiem, bardzo decydującym zawodnikiem. Był bardzo, bardzo wpływowy w Ligach Mistrzów Realu Madryt. Oby w tym sezonie znów tak było i oby w tym roku, już jako kolega z drużyny, mógł dać mi wiele rzeczy.

Grałeś w Eibarze i Getafe przeciwko Realowi Madryt. Nie wysyłał cię do Segundy?
[śmiech] Nie, nie, nie, nie. Szczerze mówiąc, nie. Przy tym ja to rozumiem... Takie rzeczy się zdarzają.

REKLAMA
REKLAMA

A ty jesteś zaczepny na boisku? Spinasz się z rywalami?
Nie, jestem zaczepny, ale nie jestem zbyt gadatliwy. To jednak prawda, że jeśli ktoś zna mnie tylko z boiska, możliwe, że mnie nienawidzi. Potem, gdy poznają mnie poza boiskiem, wszyscy wiedzą, że jestem bardzo dobrą osobą, zupełnie inną osobą. To są dwie bardzo różne rzeczy. Rozumiem, że on też robi to po to, żeby wytrącić rywali z kontekstu meczu czy wytrącić ich z koncentracji. Myślę też, że on czuje się dobrze w tym momencie konfrontacji, on czuje się w tym komfortowo. Ostatecznie każdy używa swoich taktyk. Dopóki nie wpływa to na drużynę w kwestii wykluczeń czy takich rzeczy, to nic takiego. I jeśli potem każdy daje odpowiedni poziom na boisku, może robić, co chce.

Co ciekawe, Marc zadebiutował naprawdę, zadebiutował naprawdę w seniorskiej reprezentacji na Bernabéu. I z kim wtedy się spiąłeś?
Tak, z Endrickiem, trochę [śmiech]. Pamiętam, pamiętam! Cóż, to rzeczy, które się zdarzają. Ja na przykład dla drużyny, w której gram, czy w tym przypadku dla reprezentacji, zawsze będę próbował dawać z siebie wszystko. Nieważne, kto jest rywalem, ale zawsze z szacunkiem. Na końcu to gra. Kiedy mecz się kończy, wszystko zostaje tam i tyle. Myślę, że tak trzeba. Na boisku to jedno, poza boiskiem to drugie i tyle. Każdy szuka tego, co najlepsze dla swojej drużyny, dla swojej reprezentacji i tyle.

REKLAMA
REKLAMA

Co usłyszałeś od Mourinho, co cię zdobyło? Powiedziałeś, że on podał ci szczegóły z meczu Chelsea–Benfica, z września 2025 roku, wygraliście 1:0. Kiedy ci o tym mówił, co przechodziło ci przez głowę?
Nic, na końcu kiedy dzwoni do ciebie taki trener jak Mourinho, myślę, że to jest coś, z czego można być dumnym.

Ale odebrałeś telefon? Mówię to, bo wielu zawodników mówi: „Nie mogłem w to uwierzyć i nie odebrałem”.
Tak, tak, tak. Najpierw do mnie napisał i wiedziałem, że to on. Porozmawialiśmy trochę i to były piękne rzeczy, piękne doświadczenie. To trener, który wygrał tyle rzeczy… Kiedy taki wielki trener do ciebie dzwoni i opowiada ci takie rzeczy, myślę, że to coś bardzo pięknego. Mam ochotę zacząć z nim pracować.

Na koniec szybki test. Podam ci pięć nazwisk z każdej formacji, historycznych zawodników Realu Madryt i musisz wybrać jednego. Zaczynamy: bramkarz, obrońca, dwóch pomocników i napastnik. Pięciu bramkarzy, żaden już nie gra: Keylor Navas, Casillas, Buyo, Zamora albo Miguel Ángel.
Casillas.

Obrońca: Carvajal, Roberto Carlos, Hierro, Sergio Ramos albo Marcelo.
Uff, tutaj zebrałeś wielu, których lubię, ale... Carvajal mnie zabije, ale Marcelo [śmiech].

Modrić, Kroos, Redondo, Casemiro albo Pirri.
Hmm… Modrić.

REKLAMA
REKLAMA

Zidane, Figo, Gento, Míchel albo Raymond Kopa?
Zidane.

Di Stéfano, Puskás, Ronaldo Nazário, Raúl albo Cristiano.
Tu przez to, że niektórzy są z moich czasów i widziałem ich więcej, powiem Cristiano.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (8)

REKLAMA