REKLAMA
REKLAMA

Bellingham jest wszystkim, czego Tuchel oczekuje od angielskiej „dziesiątki”

Jude Bellingham zdobył bramkę w wygranym 4:2 meczu Anglii z Chorwacją i pokazał, dlaczego Thomas Tuchel widzi w nim jednego z kluczowych zawodników swojej kadry. Michael Cox z The Athletic zwraca jednak uwagę, że pomocnik Realu Madryt tylko formalnie występuje jako numer 10.

REKLAMA
REKLAMA
Bellingham jest wszystkim, czego Tuchel oczekuje od angielskiej „dziesiątki”
Jude Bellingham. (fot. Getty Images)

Jude Bellingham wystąpił z numerem 10, miał status gwiazdy właściwy dla klasycznej „dziesiątki” i właśnie w tej roli został zapisany w ustawieniu Anglii na mecz z Chorwacją. Michael Cox z The Athletic podkreśla jednak, że zawodnik Realu Madryt wcale nie jest typowym rozgrywającym za napastnikiem. Thomas Tuchel doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

REKLAMA
REKLAMA

Przed turniejem w Anglii trwała debata, czy za Harrym Kane’em powinien grać Bellingham, czy Morgan Rogers. Według Coxa chodziło nie tylko o charakter i osobowość, lecz także o dokładne rozumienie tej pozycji przez selekcjonera. Tuchel nie szuka tam piłkarza, który będzie przede wszystkim przyjmował piłkę między liniami, odwracał grę i kreował akcje ostatnim podaniem. Do takiego profilu bliżej Rogersowi.

Bellingham daje Anglii coś innego. Cox opisuje go jako zawodnika, który albo schodzi głębiej, albo atakuje pole karne. Rzadko zajmuje klasyczne przestrzenie dla numeru 10. W praktyce Anglicy grają więc z duetem Kane – Bellingham, choć na papierze ustawienie wygląda inaczej. Napastnik Bayernu od dawna lubi opuszczać swoją strefę, odgrywać piłkę i szukać wbiegających partnerów. Bellingham idealnie pasuje do takiego mechanizmu, ponieważ ma siłę, dynamikę i timing, by atakować wolne przestrzenie.

Cox porównuje tę rolę do tej, którą w Tottenhamie przez pewien czas bardzo dobrze odgrywał Dele Alli u boku Kane’a. Bellingham nie ma być klasycznym kreatorem, lecz zawodnikiem, który uruchamia bieg za plecy obrońców, wchodzi w pole karne i wykorzystuje fizyczność. Już w pierwszej połowie pomocnik Realu Madryt miał swoje momenty, między innymi po podaniu Kane’a ruszył z piłką przez niemal pół boiska i znalazł się pod bramką Chorwatów.

REKLAMA
REKLAMA

Najważniejsza akcja przyszła zaraz po przerwie. Bellingham wbiegł między obrońców, uderzył nisko przy dalszym słupku i dał Anglii prowadzenie. Zlatko Dalić po spotkaniu przyznał, że właśnie gol na początku drugiej połowy był decydujący. Chorwaci dwukrotnie wracali do gry, ale po trzecim ciosie nie znaleźli już odpowiedzi.

Cox zwraca też uwagę, że Bellingham był widoczny nie tylko z przodu. Anglik stracił piłkę przed pierwszą bramką Chorwacji, ale później zanotował bardzo ważną interwencję we własnym polu karnym, zatrzymując Petara Musę przy stanie 1:0. W końcówce ważny blok zaliczył również Kane. Jak zauważa dziennikarz The Athletic, dwie kluczowe akcje defensywne Anglików wykonali więc piłkarze ustawieni najwyżej.

Po meczu Tuchel mocno chwalił Bellinghama. Selekcjoner podkreślał, że pomocnik Realu Madryt dobrze znosi mecze pod presją i właśnie w takich momentach pokazuje najlepszą wersję. Niemiec zaznaczył też, że decyzja o wystawieniu Jude’a od początku wynikała z tego, jak przez ostatnie dni pracował dla zespołu i zaakceptował pomysł na grę. Tuchel przyznał przy tym, że rola Bellinghama w reprezentacji różni się od tej, którą odgrywa w Realu Madryt.

Ciekawe były również zmiany w drugiej połowie. Gdy Tuchel wpuścił Rogersa, Marcusa Rashforda i Bukayo Sakę, czyli trzech piłkarzy naturalnie pasujących do ofensywnej trójki za Kane’em, z boiska zszedł Declan Rice, a nie Bellingham. Pomocnik Królewskich został przesunięty głębiej, obok Elliota Andersona. Według Coxa mogło to wynikać bardziej z kwestii fizycznych Rice’a niż z oceny jego występu, ale sam ruch pokazał elastyczność Bellinghama.

REKLAMA
REKLAMA

Dziennikarz The Athletic zaznacza, że po jednym meczu nie można uznać Bellinghama za nietykalnego, szczególnie w turnieju, w którym rotacje w fazie grupowej będą niemal konieczne. Anglia rozpoczęła rywalizację później niż inni faworyci, a przy ewentualnym dłuższym marszu terminarz stanie się bardzo wymagający.

Ten występ przypomniał jednak, kim Bellingham może być dla Tuchela. Nie klasyczną „dziesiątką”, lecz piłkarzem do atakowania przestrzeni, drugim napastnikiem bez formalnego wpisania go do tej roli, a w razie potrzeby również pomocnikiem zdolnym do ciężkiej pracy głębiej. Dla Anglii to profil niezwykle cenny. Dla Realu Madryt to kolejny dowód, że wszechstronność Jude’a pozostaje jednym z jego największych atutów.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (14)

REKLAMA