REKLAMA
REKLAMA

Rüdiger: Duża krytyka? Najwyraźniej moje nazwisko zapewnia bardzo wiele kliknięć

Antonio Rüdiger pojawił się na konferencji prasowej na zgrupowaniu reprezentacji Niemiec. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi stopera Realu Madryt z tego spotkania z dziennikarzami. Obrońca przedłużył swoją umowę z Królewskimi na kolejny sezon.

REKLAMA
REKLAMA
Rüdiger: Duża krytyka? Najwyraźniej moje nazwisko zapewnia bardzo wiele kliknięć
Antonio Rüdiger na tej konferencji prasowej. (fot. Getty Images)

[moderator; potem pytania zadawali dziennikarze] Serdecznie witamy. Oczywiście serdecznie witamy również Antonio Rüdigera po zwycięstwie 7:1. Toni, uznałam ten mecz za interesujący między innymi dlatego, że mieliśmy aż sześciu różnych strzelców. Zwróciłam jednak również uwagę na ławkę rezerwowych. Z jednej strony weszło z niej wielu zawodników, którzy napędzili drużynę, ale także ci, którzy na niej pozostawali, cały czas wspierali kolegów. Czy jako wicekapitan i człowiek z ogromnym doświadczeniem możesz powiedzieć, jak odbierasz obecnie atmosferę w drużynie?
Przede wszystkim, witam wszystkich. Panuje bardzo dobra atmosfera. I nie chodzi tylko o nastrój po tym spotkaniu, bo było tak już wcześniej w Chicago i w Herzogenaurach. Ogólnie mamy tutaj naprawdę bardzo dobrych chłopaków. Młodzi pomagają mi oczywiście również w tym, żebym sam pozostawał młody, prawda? [śmiech] To naprawdę bardzo dobra mieszanka. Cieszę się, że jestem częścią tej drużyny. Jeśli chodzi o drugą rzecz, o której wspomniałaś, czyli atmosferę na ławce, to wydaje mi się, że dla piłkarza siedzenie na ławce nigdy nie jest łatwe. W reprezentacji wygląda to jednak trochę inaczej niż w klubie, ponieważ wszyscy mamy tutaj tylko jeden cel. W tym przypadku każdy jest ważny. Jeżeli możesz dać drużynie coś od siebie również z zewnątrz, to tym lepiej.

REKLAMA
REKLAMA

Jak wygląda pańska codzienność? Co konkretnie pan robi, żeby popychać tę drużynę do przodu?
Tutaj na co dzień chodzi po prostu o to, żeby dobrze bawić się z ludźmi, rozsiewać pozytywną energię i tyle. Nic więcej.

Trzy czy cztery tygodnie temu, przy okazji pańskiego powołania, pojawiło się trochę krytycznych głosów ze strony kibiców, ekspertów i mediów. Jak pan to odbiera? Czy ma pan czasami poczucie, że jako człowiek jest pan źle rozumiany? Czy jest coś, co chciałby pan powiedzieć swoim krytykom?
Po pierwsze, szanuję opinie. Nie jestem aniołkiem, ale mówię o poważnych, merytorycznych opiniach. Udzieliłem już wcześniej wielu wywiadów na ten temat. Biorę pod uwagę poważne opinie i jednoznacznie przeprosiłem za tamte sprawy. Dlatego nie mam w tej kwestii wiele więcej do powiedzenia. Również w kierunku moich krytyków, nawet tych, którzy trochę przesadzają. Nigdy nie byłem piłkarzem, który publicznie odnosił się do takich rzeczy. Poważna krytyka jest u mnie zawsze mile widziana. To bardzo proste.

Mistrzostwa świata trwają od prawie tygodnia i kończy się już pierwsza kolejka fazy grupowej. Gdyby miał pan dokonać pierwszego podsumowania, co najbardziej rzuciło się panu w oczy – pozytywnego lub negatywnego – jeśli chodzi o mecze i warunki?
Ogólnie jest bardzo gorąco. [śmiech] Muszę jednak powiedzieć, że zespoły, również biorąc pod uwagę upał i wszystkie warunki, naprawdę dają z siebie bardzo dużo. Wczoraj trochę oglądałem Austrię z Jordanią i tam naprawdę sporo się działo. Nie możemy popełnić błędu polegającego na tym, że… Nie chcę teraz przykładać przesadnej wagi do naszego zwycięstwa 7:1, ale mimo wszystko w takich spotkaniach mamy więcej do stracenia niż do zyskania. Gra przeciwko teoretycznie mniejszym reprezentacjom nie jest łatwa. One są na takim poziomie, że są zmotywowane w stu procentach. Musimy dorównać im pod tym względem, żeby, że tak to ujmę, nie wpaść w kłopoty.

REKLAMA
REKLAMA

Dla Jonathana Taha sobotni mecz będzie wyjątkowy, ponieważ jego ojciec pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej. Jak ocenia pan rozwój Jonathana na boisku i poza nim w ostatnich latach?
Jona zrobił w ciągu ostatnich dwóch czy trzech lat kolejny ogromny krok naprzód, co budzi mój wielki szacunek. Jego ostatni sezon, czyli sezon rozegrany w Bayernie Monachium, był znakomity. Teraz to on jest nowym szefem.

Felix Nmecha publicznie się modlił, także razem z piłkarzami Curaçao i kolegami na boisku. Czy jest to coś, co pan również wyobraża sobie robić? Jak ogólnie pan to ocenia? Religia jest przecież czymś bardzo osobistym.
Sam pan to powiedział: to coś osobistego. On to zrobił i moim zdaniem nie ma w tym niczego złego. Wydaje mi się, że te wszystkie obrazki obiegły cały świat i były piękne, prawda? Jest to jednak bardzo osobiste. Jedni to krytykują, a inni uważają za coś bardzo dobrego. W życiu jest tak, że każdy ma swoją opinię na jakiś temat. Dla mnie osobiście… Żyjemy w kraju, w którym mówimy o wolności słowa i wolności wyznania, więc nie widzę tutaj żadnego problemu. Te obrazki były piękne.
Przepraszam. Czy pan również by to zrobił? Czy wyobraża pan sobie wspólną modlitwę z kolegami z zespołu albo z przeciwnikami?
Jak już powiedziałem, to coś osobistego. To sprawa pomiędzy mną a tym, w co wierzę. I tyle.

REKLAMA
REKLAMA

Panie Rüdiger, doskonale zna pan od środka funkcjonowanie wyjątkowo utytułowanych zespołów. Patrząc z zewnątrz na Real Madryt, czasami można odnieść wrażenie, że drużyna wcale nie znajduje się w odpowiedniej formie. Człowiek nie wie, jak naprawdę jest dobra, aż nagle przychodzi marzec czy kwiecień, Real Madryt się pojawia i ostatecznie ponownie wygrywa Ligę Mistrzów. Wszyscy z zewnątrz zadają sobie wtedy pytanie, jak do tego doszło. Wydaje się, że istnieje tam jakiś gen zwyciężania. Czy może pan wyjaśnić, co sprawia, że takie zespoły odnoszą sukcesy? Przekładając to na reprezentację: czy drużyna narodowa również ma już taki gen i jak można w bardzo krótkim czasie stworzyć kulturę zwyciężania?
Przede wszystkim ostatnie dwa lata w Madrycie były trudne i nie odnieśliśmy zbyt wielu sukcesów. Kiedy jednak spojrzy się na profile naszych zawodników, widać dokładnie takich piłkarzy jak Kylian Mbappé, Jude Bellingham czy Vinícius Júnior. Gdy przychodzą momenty, w których potrzebujemy właśnie takich gwiazd, oni są na miejscu. Powiedziałbym, że dobrym przykładem był wczorajszy mecz. Francja nie miała najlepszego dnia, ale Kylian i tak kończy go z dwoma golami. To jest właśnie jego jakość. Takiej jakości nie spotyka się często. Nie chcę teraz wywierać wielkiej presji, ale rzeczywistość jest, jaka jest. Mamy naszych młodych chłopaków, takich jak Flo Wirtz czy Jamal Musiala, a zaliczyłbym do tego również Leroya oraz Kaia Havertza. Tak, potrzebujemy właśnie tych piłkarzy..

REKLAMA
REKLAMA

Mam również pytanie dotyczące Realu Madryt. Właśnie przedłużyłeś kontrakt. Czy możesz powiedzieć, co to dla ciebie oznacza? Jak śledzisz to, co obecnie dzieje się w Realu? Jak bardzo cieszysz się na współpracę z José Mourinho? Czy ucieszyłbyś się, gdyby niemiecka grupa w Realu stała się jeszcze większa, na przykład dzięki Khedirze jako asystentowi trenera? Pojawiają się też plotki dotyczące Nico Schlotterbecka czy Nmechy. Czy przyjąłbyś taki ruch z zadowoleniem?
Przede wszystkim, dobrzy piłkarze są zawsze mile widziani. Nie mogę powiedzieć niczego więcej. Oczywiście bardzo bym się ucieszył. Jeśli chodzi o Khedirę, nie mogę wiele powiedzieć. Mogę natomiast powiedzieć, że bardzo cieszę się na współpracę z Mourinho. W końcu będę mógł pod jego wodzą zagrać. W przeszłości odbyłem z nim bardzo wiele rozmów, ale z jakiegoś powodu nigdy do tego nie doszło. Tym bardziej cieszę się teraz, że mogę powitać go u nas. Jeśli chodzi o to, co przedłużenie umowy oznacza dla mnie osobiście, to czuję dumę. Miałem trudny ostatni rok, szczególnie pod względem fizycznym. Zmagałem się z wieloma kontuzjami, ale ponownie się podniosłem. Madryt jest już właściwie moim domem. Czuję się tam bardzo dobrze i moja rodzina również czuje się bardzo dobrze. Tak naprawdę nigdy nie myślałem o niczym innym. Musiałem po prostu odzyskać pełną sprawność i zasłużyć na nowy kontrakt. I zrobiłem to.

REKLAMA
REKLAMA

Mam do tego pytanie uzupełniające. Dla wielu dzieci Real Madryt jest wymarzonym klubem, tym marzeniem z dzieciństwa. Zapewne dla pana również. Czy młodzi zawodnicy z obecnej reprezentacji często pytają pana, jak wygląda gra w Realu Madryt, szczególne zainteresowanie mediów i inne rzeczy? Co odpowiada pan chłopakom, kiedy o to pytają?
Po pierwsze, Real Madryt nigdy nie był tak naprawdę moim marzeniem, ponieważ nie sądziłem, że zdołam osiągnąć taki poziom. Dla mnie celem była Premier League. Mówiłem sobie: „Dobrze, to będzie dla mnie odpowiednie miejsce”. Później wygrałem Ligę Mistrzów z Chelsea i wtedy zrozumiałem: „Dobrze, to marzenie, które wcześniej nie było nawet marzeniem, może się spełnić”. Oczywiście koledzy pytają mnie, jak wygląda życie w Madrycie, jaki jest tam poziom presji i jak wygląda cały szum wokół klubu. Nie mogę im jednak powiedzieć zbyt wiele, ponieważ w pewnym sensie trzeba tego doświadczyć samemu. Uważam, że każdy zawodnik tej reprezentacji ma jakość, żeby pewnego dnia również tam zagrać. Zobaczymy.

Powiedział pan wcześniej, że akceptuje poważne, merytoryczne opinie. Obecnie można zauważyć trend, że w telewizji pojawia się coraz więcej ekspertów. Jeden już nie wystarcza, tylko przy stole siedzą cztery osoby. Jak pan odbiera to, że jest pan tak mocno oceniany już nie tylko przez nas, media i kibiców, ale obecnie także przez całą grupę ekspertów?
Jak już powiedziałem, biorę pod uwagę poważną, merytoryczną krytykę. Czasami, kiedy słyszy się tak wiele rzeczy, trzeba jednak zadać sobie pytanie… Mam wrażenie, że chodzi głównie o generowanie kliknięć, szczególnie dzisiaj, w czasach mediów społecznościowych. Dostrzegam w tym coś pozytywnego, ponieważ najwyraźniej moje nazwisko zapewnia bardzo wiele kliknięć [śmiech]. Nie widzę innego wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje. Dlatego powiedziałbym, że czasami zła prasa jest również dobrą prasą [uśmiech].

REKLAMA
REKLAMA

Toni, było widać, że bardzo się cieszyłeś się z gola Deniza Undava, a później wykonaliście wspólną cieszynkę. Czy możesz wyjaśnić, co się za nią kryje?
On zawsze wykonuje tę cieszynkę w Stuttgarcie. Bardzo mi się podoba i chciałem kiedyś wykonać ją razem z nim. Zrobiliśmy to więc spontanicznie. Szczerze mówiąc, nie wyszło najgorzej [śmiech].

Powiedziałeś, że Madryt jest twoim domem. Dlaczego Hiszpanie i Portugalczycy inaczej podchodzą do agresywnych liderów, takich jak Pepe czy Ramos? Dlaczego my nie podchodzimy w ten sposób do Antonio Rüdigera?
Szczerze mówiąc... Nie wiem, dlaczego tak jest. Jak już powiedziałem, w świecie mediów społecznościowych jestem czarnym charakterem. Dla mnie to już jest w porządku, nie ma problemu. Ogólnie w Hiszpanii pewne zagrania – oczywiście nie mówię o całkowicie szalonych rzeczach – są bardziej celebrowane, jeżeli pozostają zgodne z zasadami. Tak samo jest jednak w Niemczech. Rozegrałem bardzo wiele spotkań, w których wykonywałem dobre wślizgi, a później grupy kibiców na trybunach skandowały moje nazwisko. Ostatnia sytuacja, którą pamiętam, miała miejsce przeciwko Włochom w Lidze Narodów. Wykonałem wślizg jako ostatni obrońca na Moise Keanie i cały stadion zaczął krzyczeć. Zostawmy więc media społecznościowe mediom społecznościowym, a sami pozostańmy w prawdziwym świecie.

REKLAMA
REKLAMA

Cześć, Toni. Chciałbym wrócić do twojej sytuacji w drużynie. Odniosłem wrażenie, że powiedzenie, iż Jonathan jest nowym szefem, kosztowało cię trochę wysiłku. Być może zrozumie to każdy, kto sam kiedyś grał w piłkę.
Znasz mnie?
Nie, ale takie odniosłem wrażenie, dlatego o to pytam. Chciałbym więc wiedzieć, jak wyglądają twoje relacje z Joną, który jest teraz nowym szefem defensywy.
Twoje odczucie było błędne. Moje relacje z nim zawsze były dobre. Gramy razem już od… Nie chcę skłamać, ale właściwie od 2016 roku, kiedy dopiero zaczynał w reprezentacji. Zawsze było między nami bardzo harmonijnie i z wielkim wzajemnym szacunkiem. Dużo się razem śmiejemy. Od czasu do czasu również tańczymy, ale w tym elemencie musi się jeszcze poprawić [śmiech]. Nie kosztowało mnie żadnego wysiłku powiedzenie, że Jonathan Tah jest szefem defensywy. Nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Jest tak, jak jest. Mówiłem już, że każdy ma swój czas. Teraz jest ich czas, a ja mogę ich jedynie wspierać.
Nie chciałem zabrzmieć lekceważąco. Jak już powiedziałem, każdy, kto uprawiał sport – w tym również ja – wie, że czasami jest to trudna sytuacja, kiedy wcześniej było się szefem defensywy, a później wchodzi się z ławki. Dlatego nie miałem złych intencji. Chciałem tylko dopytać.
Wszystko w porządku.

REKLAMA
REKLAMA

Pytanie do pana jako eksperta od defensywy. Wielokrotnie chwalił pan już Jonathana Taha. Jakie konkretne cechy wyróżniają go na boisku? Czy może pan również powiedzieć, co dobrze robi Nico Schlotterbeck i w jakich elementach obaj mogliby się jeszcze poprawić?
Przede wszystkim muszę również wyróżnić Nico. Rozegrał bardzo dobry mecz. Szczególnie przy stałych fragmentach gry nieustannie stwarzał zagrożenie. Mam oczywiście na myśli ofensywne stałe fragmenty. [śmiech] W pojedynkach był bardzo stanowczy, pozostawał blisko przeciwnika i radził sobie bardzo dobrze. To samo dotyczy Jony. W przypadku Nico trzeba też podkreślić jego znakomite wyprowadzanie piłki. Naprawdę ma lewą nogę ze złota, trzeba mu to przyznać. Jona natomiast po prostu robi ogromne wrażenie samą swoją obecnością. Gdybym był napastnikiem i musiał grać przeciwko Jonie, byłoby to naprawdę trudne. Oglądałem niedawno jego wywiad. On nie musi koniecznie dużo mówić, zachowywać się odpychająco czy być wyjątkowo nieprzyjemnym rywalem. Już sama jego fizyczność sprawia, że kiedy się na niego wpada, może zrobić się nieprzyjemnie. Jest bardzo czysty w pojedynkach, zrobił ogromny krok naprzód i jest ważnym zawodnikiem Bayernu Monachium. Dla mnie Bayern jest jednym z trzech najlepszych klubów świata – oczywiście po Realu Madryt. To znakomity klub. Jona czuje się tam dobrze, rozwija się i mogę się tylko cieszyć szczęściem tych chłopaków.

REKLAMA
REKLAMA

Toni, gdyby któryś z młodych chłopaków – być może ktoś tak młody jak Nathaniel Brown – przyszedł do ciebie i zapytał, jak znaleźć na boisku idealną równowagę między agresywną grą i zadawaniem przeciwnikowi bólu a nieprzekraczaniem granicy, co byś mu odpowiedział?
To bardzo dobre pytanie. Myślę, że zależy to trochę od charakteru każdego człowieka. Są również wrażliwi piłkarze. W przypadku Nene Browna nie musiałbym jednak wiele mówić. Ogólnie jestem nim bardzo pozytywnie zaskoczony. Pierwszy raz spotkałem go podczas marcowego zgrupowania. Później zobaczyłem, jak całkowicie wyłączył z gry Semenyo. Takiemu zawodnikowi naprawdę nie muszę wiele mówić. Na co dzień jest spokojnym człowiekiem, ale na boisku zamienia się w potwora. Szczerze mówiąc, takiemu piłkarzowi nie trzeba przekazywać zbyt wielu wskazówek. Muszę oddać młodym chłopakom, że jak na swój wiek są już bardzo daleko w rozwoju. Naprawdę trzeba im to przyznać. Jest bardzo dobrze.

Jesteście tu razem jako drużyna już od około dziesięciu dni. Z pewnością zdążyliście się zaaklimatyzować. Jak ocenia pan tutejsze warunki i co najbardziej pan w nich docenia?
Naprawdę doceniam to, że nie mamy daleko na treningi. Bardzo doceniam również swoje łóżko, ponieważ właśnie w nim spędzam najwięcej czasu [śmiech]. Jest bardzo dobre. Śpię naprawdę bardzo dobrze. Ogólnie cały zespół pracujący za kulisami drużyny wykonał bardzo dobrą pracę.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA