– Kontuzja w meczu z Alavés? To był moment, w którym byłem tam, by wykończyć akcję, gdy Bellingham dośrodkował mi piłkę. Kiedy obróciłem się, żeby wykonać ruch do strzału, wtedy poczułem coś dziwnego. To nie było takie jak za pierwszym razem. Teoretycznie nie wyglądało to na nic poważnego. Bo zszedłem, idąc normalnie, w szatni zrobiono mi badania i tak dalej. Nic nie wykazały. Na końcu zaakceptowałem to, co się wydarzyło. Zaakceptowałem, chociaż to jest bardzo bolesne. Zostałem poza mundialem, ale trzeba też myśleć o sobie, bo wciąż mam przed sobą długą karierę. Mogłem tam grać, ale mogłem doznać urazu na treningu z reprezentacją. Albo mogłem rozegrać cały mundial, a nagle zerwać coś później i byłoby gorzej.
– Po kontuzji skontaktowali się ze mną Raphinha, Endrick, Bruno Guimarães, byli też inni zawodnicy... Paquetá i tak dalej. Pytali, jak się czuję, martwili się.
– Czy praktycznie trzecia poważna kontuzja z rzędu coś u mnie zmienia? Zaczynasz mieć większe doświadczenie. Ja sam byłem takim zawodnikiem, który bazował na dużej eksplozywności, na dużej szybkości. Zaczynasz mieć wtedy taką dojrzałość, żeby skracać dystans, już nie stawiając aż tak bardzo na szybkość. Zaczynasz się dostosowywać wraz z upływem czasu.
– Uczucie, gdy zabrakło mnie w kadrze na mundial? To uczucie, które akceptuję, że mnie tam nie ma, ale teraz też staję się kibicem, wspieram wszystkich, bo mam tam kolegów. Oczywiście chciałbym tam być i po to właśnie pracujemy, ale moje wsparcie jest na tysiąc procent. Będę oglądał niektóre mecze. Moja żona żartuje: „Ty oglądasz mecz na stojąco, leci piłka, a ty główkujesz”. Ale ja właśnie taki jestem. Żyję tym. Jeśli mnie tam nie ma, gram z boku, rozumiesz? W jakiś sposób próbuję przekazać pozytywną energię, wysłać ją na boisko, do kolegów.
– Rozwój Endricka i jego powrót do Realu? Zawsze był bardzo zdecydowanym zawodnikiem w swoich decyzjach. To chłopak, który zaliczył bardzo duży rozwój. Nie miał aż tylu minut, ale kiedy wchodził na boisko, pokazywał swoją wartość, gdy był w Realu Madryt. I podjął decyzję o odejściu. Myślę, że w tym procesie bardzo się rozwinął, strzelał dużo goli i zmienił oblicze Lyonu. To też gość z niesamowitym potencjałem, bardzo zaangażowano. Tak samo w reprezentacji, kiedy wchodzi, nawet na 2-3 minuty, zawsze zmienia mecz. Ma nad sobą gwiazdę i to ogromną, nie małą. A posiadanie takiego gościa po swojej stronie jest bardzo dobre. On pokazuje, że nie ma czegoś takiego, że wiek ci przeszkadza czy coś. Może mieć 16 czy 17 lat, ale zawsze robi swoje. Bardzo dobrze mu pójdzie w reprezentacji i w Realu Madryt. Jeśli Bóg pozwoli, to niech wróci i znowu będziemy razem dzielić szatnię.
– Główna różnica między Ancelottim z Realu Madryt a Ancelottim z reprezentacji? Nie, myślę, że nadal jest tą samą osobą. Jako człowiek, jako osoba, nadal jest tą samą osobą, niesamowitym gościem, takim ojcem. Treningi są jeszcze bardziej intensywne. Każdy się rozwija. Przy jego wieku wydaje się, że nie, ale zawsze jest coś do poprawy.
– Presja w Brazylii i Realu jest taka sama? To najlepszy klub świata i najlepsza reprezentacja świata. Po prostu. To jest presja, zdrowa presja. Na końcu robisz tam to, co lubisz. Myślę więc, że presja istnieje, ale nie możesz się zmieniać i musisz być sobą, prawda? Pracować i rozegrać najlepszy możliwy mecz swojego życia w każdym spotkaniu, bo będą dni, kiedy nie będziesz w dobrej dyspozycji. To normalne. Ale zawsze trzeba próbować przygotować się jak najlepiej, żeby być w swoim najlepszym momencie, pokazać swoją najlepszą wersję. I tyle. Myślę, że zarówno Brazylia, jak i Real Madryt to absurdalna presja. Ale co zrobić? To jest cena bycia wśród najlepszych, prawda? A jednocześnie jest to przywilej.
– José Mourinho? Top, niech przychodzi. Podoba mi się. Świetny trener. Niecierpliwie czekam na kolejny sezon.
– Nowy start po kontuzji i braku mundialu? Myślę, że życie składa się z niespodzianek. Czasami życie zaskakuje cię dobrymi rzeczami, czasami nie. Kiedy myślisz, że wszystko jest idealnie, nagle sprawy nie układają się dobrze. Ale ważne jest, żeby być dobrze nastawionym mentalnie. Bo myślę, że to jest fundamentalne, to daje ci też energię. Jeśli masz dobrą głowę, jeśli z rodziną jest dobrze, to myślę, że wszystko sprzyja. Po tych kontuzjach, które miałem, mam też wiele, wiele dobrych wspomnień z czasu, kiedy byłem w domu z rodziną. Myślę więc, że te momenty trzeba zachować w sobie na całe życie. I myślę, że z tą kontuzją też nie będzie inaczej. To teoretycznie mniejszy uraz, ale jeśli nie masz dobrej głowy, to myślę, że wszystko staje się dużo trudniejsze. Jeśli jednak masz dobrą głowę, to jesteś od razu na bardzo dobrej drodze.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się