Enrique Riquelme postanowił wystartować w wyborach na prezesa Realu Madryt mimo wymagających warunków narzuconych przez zarząd kierowany przez Florentino Péreza, podaje El Confidencial, który dotychczas w największym stopniu informował o ruchach i planach Riquelme w kontekście Realu Madryt.
Internetowy dziennik przekazuje, że według bliskich mu źródeł, biznesmen z Alicante ma już uzgodniony z kilkoma bankami wstępne poręczenie potrzebne do zostania oficjalnym kandydatem. Jednak poza swoją zdolnością ekonomiczną zdecydował się rzucić wyzwanie obecnemu sternikowi Los Blancos, aby spróbować naprostować sytuację klubu, pogrążonego w kryzysie wyników i reputacji.
Według tych źródeł, Riquelme po spotkaniu w ten weekend z najbliższymi sobie osobami, zdecydował się postawić krok naprzód i zgłosić swoją kandydaturę na prezesa Realu Madryt. Choć bliskie mu osoby ostrzegały go przed niewielkimi szansami na pokonanie Florentino Péreza, to właściciel Cox Energy doszedł do wniosku, że klub z Chamartín potrzebuje przyszłościowej alternatywy dla obecnego zarządu. Szczególnie po spektaklu, jaki obecny prezes dał w ubiegłym tygodniu przed mediami. Ale przede wszystkim dlatego, że obecna ekipa zarządzająca ma na koncie serię porażek, zarówno sportowych, jak i korporacyjnych, w tym została wyprzedzona przez Barcelonę bardzo ograniczoną pod względem zasobów finansowych.
Dlatego po powrocie do Madrytu w ubiegły czwartek wieczorem z Meksyku Riquelme zdecydował, że powinien zaoferować socios Realu Madryt opcję na przyszłość. To krok naprzód mimo pośpiechu w kalendarzu wyborczym zatwierdzonym przez Florentino Péreza, który – jak określa to El Confidencial – rozpisał wybory wyłącznie po to, by w rzeczywistości nikt się nie zgłosił, aby utrwalić się u władzy i zastosować represyjną politykę wobec tych, którzy według jego wersji zawiązali przeciwko niemu spisek.
Jednak Riquelme, po kilku spotkaniach odbytych w ciągu ostatnich trzech dni, postawił na zebranie bankowego zabezpieczenia w wysokości 194 milionów euro (inne media mówiły o 187 milionach euro) i stworzenie kandydatury mogącej ubiegać się o prezesurę Realu Madryt. Główny zarządzający Cox Energy, spółki wycenianej na 1 miliard euro, w ostatnich godzinach pracował z kilkoma bankami nad uzyskaniem certyfikatu wypłacalności potwierdzającego, że może przedstawić swoją propozycję. To warunek bezwzględny, który musi spełnić przed 23 maja. Zgodnie z regulaminem wyborczym Florentino nie ma obowiązku tego robić, bo pokrywa ten temat poprzez zyski jakie wygenerował w trakcie swojej prezesury, przez co pretendent od początku startuje z gorszej pozycji.
El Confidencial dodaje, że w tej sytuacji, aby uniknąć możliwego weta Florentino Péreza, prezesa ACS, wobec któregoś banku – który mógłby obawiać się represji w postaci braku dalszej współpracy z firmą budowlaną, jeśli pobłogosławi kandydaturę Riquelmego – biznesmen prowadził rozmowy nawet z trzema instytucjami finansowymi, aby ułatwić wystawienie gwarancji. Bo choć jest właścicielem 75% Cox, co oznacza majątek na poziomie 750 milionów euro, zdolność nacisku niemal 80-letniego inżyniera jest nieskończona, co pokazał, gdy wbrew interesom sportowym Realu Madryt poprosił Banco Sabadell o wsparcie kandydatury Joana Laporty na prezesa Barcelony.
Droga Riquelme nie będzie łatwa, ponieważ według innych źródeł obecny zarząd narzucił przepis, który jeszcze bardziej komplikuje ewentualne pojawienie się opozycji. Konkretnie każda kandydatura będzie musiała poinformować zarząd dwa dni przed upływem i tak już napiętego terminu o zamiarze wystartowania w wyborach. Dlatego Riquelme musi oficjalnie potwierdzić swój ruch już w najbliższy czwartek, 21 maja, a nie w sobotę, która pozornie jest ostatecznym terminem. Nie pada informacja, gdzie można znaleźć taki zapis w statucie czy przepisach. Innymi słowy, 37-letni przedsiębiorca ma zaledwie cztery oficjalne dni na sformalizowanie swojej kandydatury. Wstępne poręczenie — które niezależnie od tego, czy wygra, czy przegra wybory, będzie kosztował około czterech milionów euro — będzie musiał uzyskać do 23 maja.
Ponadto zgodnie z regulaminem wyborczym spis socios klubu nie jest udostępniany kandydatom, przez co każdy zainteresowany nie może komunikować się z wyborcami. Jakby tego było mało, wysyłką materiałów reklamowych kampanii zajmują się służby klubu, a nie kandydat na prezesa. Chodzi o słynne głosowanie korespondencyjne, które było tak istotne w innych wcześniejszych procesach, jak ten Ramóna Calderóna w 2006 roku.
Riquelme, któremu towarzyszy David Mesonero, wysoki rangą dyrektor Iberdroli, doszedł do wniosku, że kibice Realu Madryt po dwóch latach bez tytułów, po tym jak zostali wyprzedzeni przez młodzieżową Barçę i z klubem skonfliktowanym ze wszystkimi instytucjami, potrzebują alternatywy, która odzyska historyczne wartości klubu. Propozycji odnowy, która wzbudzi entuzjazm wśród socios, którzy od miesięcy pokazują na Santiago Bernabéu swoje niezadowolenie z powodu sportowego i instytucjonalnego dryfu niegodnego tej instytucji.
Komentarze (38)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się