Real Madryt przegrał drugi ligowy mecz z rzędu. Powody do niepokoju są, ale nie chodzi o wynik. Przegrana z Bilbao nie uruchamia żadnego alarmu, bo Królewscy od dawna są pewni pierwszego miejsca w sezonie zasadniczym, a poza tym przystępowali do tego spotkania bez kilku ważnych zawodników. Jednocześnie dla Basków był to kluczowy mecz w walce o play-offy, szczególnie że Unicaja przegrała swoje spotkanie. O ból głowy Scariolo mogą przyprawiać braki, które dzisiaj uwidaczniały się w walce o zbiórki, bo pod tym względem Bilbao miało wyraźną przewagę.
Pierwsza piątka była bardzo nietypowa i znalazł się w niej między innymi Almansa. Można było się obawiać braku zgrania takiego zestawienia i faktycznie to gospodarze prezentowali się lepiej w pierwszych fragmentach spotkania. Oni wyszli na prowadzenie głównie dzięki bardzo dobrej grze Hilliarda. Królewskim brakowało na początku skuteczności, ale z czasem było coraz lepiej i po dziesięciu minutach różnica nie była znacząca (24:22).
W drugiej części Real Madryt prezentował się lepiej. Wyższy bieg wrzucił Campazzo i to on prowadził drużynę do ataku. Na początku kwarty udało się odzyskać prowadzenie, chociaż Bilbao było w stanie odpowiedzieć. Przed przerwą jednak ponownie to Madrytczycy mieli inicjatywę. Wyprzedzili rywali i mogli uzyskać większą przewagę, gdyby tylko wykorzystywali wszystkie rzuty z dobrych pozycji (40:44).
Po zmianie stron mogło się wydawać, że Real Madryt przejął kontrolę nad spotkaniem, bo ani na moment nie oddali prowadzenia w trzeciej kwarcie. Poprawiła się skuteczność, dobre minuty rozgrywali Deck, Maledon czy Lyles. Bilbao miało swoje problemy na obwodzie, jednak pod koszem radziło sobie ze zbyt dużą swobodą, chociaż ciągle oglądało plecy Madrytczyków (60:66).
Ostatnią kwartę można by podzielić na dwie równe części. Pierwsze pięć minut to kontynuacja trzeciej części, czyli przewaga Realu Madryt utrzymywana mniej więcej na równym poziomie. Niestety, ale końcowe pięć minut należało w pełni do gospodarzy. Hlinason czy Hilliard siali spustoszenie pod koszem Królewskich. Uwidoczniła się też przewaga przy zbiórkach. Prowadzenie szybko zniknęło i przeszło w ręce Bilbao, które tak korzystnego wyniku już nie wypuściło.
88 – Bilbao (24+16+20+28): Normantas (1), Frey (0), Hilliard (21), Petrasek (5), Hlinason (22), Jaworski (9), Krampelj (15), Bagayoko (0), Pantzar (11), Sylla (0), Font (0), Lazarević (4).
82 – Real Madryt (22+22+22+16): Lyles (19), Campazzo (10), Procida (2), Almansa (6), Llull (5), Krämer (2), Abalde (8), Maledon (13), Deck (12), Amosow (-), Feliz (5), Grinvalds (-).
Poza kadrą znaleźli się:
Edy Tavares – uraz więzadła w kolanie (nie wróci już do gry w tym sezonie)
Ołeksij Łeń – uraz stopy
Usman Garuba – uraz dłoni
Mario Hezonja – odpoczynek
Chuma Okeke – jeden z trzech zawodników z paszportem spoza Wspólnoty, a do każdej kolejki Ligi Endesa można zgłosić dwóch takich graczy, tym razem byli to Lyles oraz Deck).
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się