REKLAMA
REKLAMA

Jak bardzo kara od Realu uderza w portfel Valverde i Tchouaméniego?

Real Madryt ukarał obu zawodników grzywną w wysokości pięciuset tysięcy euro. Klub nie doprecyzował jednak, w jaki sposób ta kwota zostanie rozliczona, dlatego można jedynie orientacyjnie zestawić ją z szacowanymi zarobkami obu zawodników.

REKLAMA
REKLAMA
Jak bardzo kara od Realu uderza w portfel Valverde i Tchouaméniego?
Aurélien Tchouaméni i Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Real Madryt zakończył wewnętrzne procedury dyscyplinarne wobec Federico Valverde i Auréliena Tchouaméniego. Po przesłuchaniu obu piłkarzy, ich wzajemnych przeprosinach, okazaniu skruchy i oddaniu się do dyspozycji klubu Królewscy zdecydowali, że każdy z zawodników zostanie ukarany finansowo kwotą pięciuset tysięcy euro, o czym Los Blancos poinformowali w piątek w oficjalnym komunikacie.

REKLAMA
REKLAMA

Na pierwszy rzut oka to bardzo wysoka suma, szczególnie jak na wewnętrzną karę klubową. W przypadku piłkarzy Realu Madryt trzeba jednak spojrzeć na nią w odpowiednim kontekście. Wynagrodzenia zawodników Los Blancos nigdy nie były, nie są i najpewniej nigdy nie będą jawne. Klub nie publikuje szczegółów kontraktów, a do opinii publicznej trafiają jedynie szacunki przygotowywane przez portale branżowe, które specjalizują się w analizowaniu płac piłkarzy.

Warto też zaznaczyć, że w oficjalnym komunikacie nie doprecyzowano, czy kwota pięciuset tysięcy euro odnosi się do wartości brutto, netto, potrącenia od wynagrodzenia czy innej formy rozliczenia wewnętrznej sankcji. Z tego powodu wszystkie porównania należy traktować wyłącznie orientacyjnie. Można jednak rozdzielić dwa warianty: potrącenie od wynagrodzenia brutto oraz realną zapłatę z pieniędzy, które zawodnicy mają już do dyspozycji po opodatkowaniu.

Według dostępnych wyliczeń Fede Valverde, który ma kontrakt ważny do 30 czerwca 2029 roku, zarabia obecnie około 16,67 miliona euro brutto rocznie. Jeśli kara zostanie potrącona od wynagrodzenia brutto, pięćset tysięcy euro odpowiada mniej więcej 3% jego rocznej pensji brutto. W przeliczeniu na wynagrodzenie miesięczne daje to około 36% jednej miesięcznej pensji brutto.

REKLAMA
REKLAMA

Inaczej wygląda to jednak w wariancie, w którym zawodnik faktycznie musiałby pokryć karę z własnej kieszeni, czyli z pieniędzy, które normalnie trafiłyby do niego już po opodatkowaniu. Przy bardzo orientacyjnym założeniu, że z wynagrodzenia brutto po podatkach zostaje mniej więcej połowa kwoty, roczne zarobki netto Valverde można szacować na około 8–9 milionów euro. W takim ujęciu kara w wysokości pięciuset tysięcy euro odpowiadałaby już około 5,5–6% jego rocznych zarobków netto, czyli mniej więcej dwóm trzecim jednej miesięcznej pensji netto.

W przypadku Auréliena Tchouaméniego kara jest procentowo bardziej dotkliwa. Francuz, którego umowa obowiązuje do 30 czerwca 2028 roku, ma zarabiać około 12,50 miliona euro brutto rocznie. Jeśli spojrzeć wyłącznie na wynagrodzenie brutto, pięćset tysięcy euro stanowi około 4% jego szacowanej rocznej pensji brutto. Miesięcznie pomocnik inkasuje w przybliżeniu 1,04 miliona euro brutto, więc nominalna wysokość kary odpowiada prawie połowie takiej kwoty.

Jeżeli jednak Tchouaméni musiałby zapłacić karę z pieniędzy, które realnie zostają mu po podatkach, ciężar sankcji byłby wyraźnie większy. Przy takim samym, poglądowym założeniu dotyczącym zarobków netto roczna pensja Francuza mogłaby wynosić około 6–6,5 miliona euro. Wtedy kara w wysokości pięciuset tysięcy euro odpowiadałaby około 7,5–8% jego rocznych zarobków netto, czyli niemal jednej miesięcznej pensji netto.

REKLAMA
REKLAMA

Nominalnie kara dla obu piłkarzy jest taka sama, ale proporcjonalnie mocniej uderza w Tchouaméniego. W zestawieniu z pensją brutto mowa o około 3% rocznego wynagrodzenia Valverde i około 4% w przypadku Francuza. Jeśli jednak spojrzeć na tę sankcję przez pryzmat szacowanych zarobków netto i założyć, że zawodnicy faktycznie płacą ją ze swojej kieszeni, ciężar kary rośnie odpowiednio do około 5,5–6% u Valverde i około 7,5–8% u Tchouaméniego. To nadal nie są kwoty, które zachwiałyby ich finansami, ale trudno mówić o symbolicznej reprymendzie.

W historii Realu Madryt zdarzały się już dotkliwe kary dyscyplinarne, choć przypadek Valverde i Tchouaméniego wyróżnia się samą skalą finansową. Jednym z najgłośniejszych przykładów pozostaje sprawa Nicolasa Anelki z 2000 roku, choć wówczas prezesem klubu był Lorenzo Sanz. Francuz odmówił udziału w treningach i został ukarany przez klub. W tamtym czasie mowa była o karze pięciu milionów peset, czyli po przeliczeniu około trzydziestu tysięcy euro. Później doszło jeszcze zawieszenie bez pensji, które w praktyce miało oznaczać dla niego utratę około 55 milionów peset, a więc mniej więcej 330 tysięcy euro. Nawet tamten przypadek, przez lata uznawany za jeden z najostrzejszych wewnętrznych środków dyscyplinarnych w Realu, wygląda jednak inaczej przy obecnych realiach finansowych i karach po pięćset tysięcy euro dla obu zawodników.

REKLAMA
REKLAMA

Podobne sankcje pojawiały się też w innych wielkich europejskich klubach, najczęściej po otwartych konfliktach z trenerem, odmowie wykonania polecenia albo starciu z kolegą z drużyny. Sadio Mané miał zostać ukarany przez Bayern kwotą zbliżoną do pięciuset tysięcy euro po incydencie z Leroyem Sané, Carlos Tévez w Manchesterze City mierzył się z karą sięgającą miliona funtów, czyli w przeliczeniu około 1,15 miliona euro, po sporze dotyczącym odmowy wejścia na boisko, a Kepa Arrizabalaga w Chelsea stracił tygodniową pensję po tym, jak nie chciał zejść z murawy w finale Pucharu Ligi. Na tym tle decyzja Realu nie jest więc całkowicie bez precedensu w europejskiej piłce, ale w historii samego klubu należy do najbardziej dotkliwych finansowo kar nałożonych na zawodników.

W praktyce pięćset tysięcy euro nie zachwieje finansami Valverde ani Tchouaméniego, ale trudno uznać taką sankcję za wyłącznie symboliczną. Zwłaszcza jeśli nie będzie to jedynie księgowe potrącenie od wynagrodzenia brutto, lecz realna zapłata z pieniędzy, które zawodnicy mają już do dyspozycji po opodatkowaniu. Real Madryt zamknął sprawę bez zawieszeń sportowych, ale uznał, że wydarzenia z Valdebebas wymagały mocnej reakcji finansowej.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA