Trudno sztucznie pompować wagę każdego meczu i trzeba mieć świadomość, że takie trudności mogą mieć też piłkarze Realu Madryt. Dziś w Sewilli nie było z tym najmniejszego problemu, a przynajmniej na początku meczu. Królewscy dobrze zaczęli, choć tylko do czasu. Szybko odzyskiwali piłkę, na bardzo mało pozwalali rywalowi, który dopiero w 33. minucie zaliczył groźne uderzenie na bramkę Łunina.
Wtedy Real prowadził już jednak 1:0 po trafieniu Viníciusa. Brazylijczyk wykorzystał błąd Álvaro Vallesa po mocnym strzałe Fede Valverde i dobił odbitą przez bramkarza piłkę. Dominacja Realu skończyła się jednak kilka minut po wyjściu na prowadzenie. Końcówka pierwszej połowy należała do Betisu, który stworzył kilka okazji, ale świetnie bronił Andrij Łunin. Kapitalnie obronił dwa uderzenia Antony’ego i zatrzmyał Bakambu, który wyszedł sam na sam.
Królewscy byli w pierwszej połowie mimo wszystko bezbarwi. Mbappé czy Bellingham nie mieli wielu dobrych momentów, Viníciusowi wiele brakowało do zawodnika, który potrafił z łatwością łamać defensywę rywali, a Thiago Pitarch wyróżnił się przede wszystkim kolejną już w ostatnich miesiącach niewymuszoną stratą, która mogła kosztować Królewskich utratę gola. Mimo niezłego występu Realu Madryt przez większość pierwszej połowy, kibice nie mogli być do końca zadowoleni z jej przebiegu. W końcówce Los Blancos całkowicie oddali inicjatywę i tylko wyborna forma bramkarza uratowała ich przed co najmniej remisem.
Początek drugiej połowy wyglądał dobrze dla Realu Madry. Mieliśmy powtórkę z pierwszych minut pierwszej części. Królewscy dominowali, spokojnie operowali piłką, szybko ją odzyskiwali i… nie było konkretów. A nawet gdy się powtarzały, brakowało szczęścia, lepszego ustawienia lub wykończenia. Betis szybko się zorientował, że Madrytczycy mają gliniane nogi, coraz chętniej atakował i dopiął swego w końcówce spotkania.
Trudno silić się na jakieś nowe tezy czy wnioski po tym meczu. Trudno też zrozumieć niektóre decyzje i nietrudno zrozumieć, ile dla tej drużyny znaczą ci, którzy dziś byli nieobecni. Niestety najmniej widoczna była dziś absencja Thibaut Courtois, ponieważ Łunin stanął na wysokości zadania, ale nawet w tak dobrej dyspozycji nie zachował czystego konta. Mecz o uniknięcie dyskuzji o szpalerze został zremisowany, a więc przegrany. Kolejna szansa za ponad tydzień… w Barcelonie. O to gra w tym sezonie Real Madryt, co jest kompromitacją samą w sobie.
Real Betis – Real Madryt 1:1 (0:1)
0:1 Vinícius 17'
1:1 Bellerín 90'+4
Betis: Valles; Bellerín, Bartra (32' Diego Llorente), Natan, Ricardo; Amrabat (73' Isco), Fornals (68' Lo Celso); Antony, Fidalgo (46' Roca), Abde; Bakambu (46' Cucho)
Real Madryt: Łunin; Trent, Rüdiger, Huijsen (73' Alaba), Mendy; Valverde, Pitarch (73' Camavinga), Bellingham; Brahim (81' Manuel Ángel), Vinícius, Mbappé (81' Gonzalo)
Nie oglądałeś tego meczu? Dostawaj powiadomienia o golach i wynikach szybciej niż gdziekolwiek indziej. Pobierz aplikację Superscore Polska. [współpraca]
Wyjściowy skład dostarczony przez Superscore
Komentarze (639)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się