Tuż po rozpoczęciu sezonu 2024/25 Carlo Ancelotti kilka razy zwracał uwagę na pewien niematerialny aspekt, który uważał za decydujący, by Realowi Madryt nie przydarzyło się to, co właśnie mu się wydarzyło, czyli dwa kolejne sezony bez znaczących trofeów. Wówczas dopiero zaczynał się pierwszy z tych dwóch lat bez sukcesów, ale trener już dostrzegł niepokojące sygnały: „Straciliśmy ważne ogniwa pod względem osobowości, które muszą zostać zastąpione przez młodszych zawodników. Straciliśmy takich piłkarzy jak Lucas, Nacho czy Kroos… To elementy, które tworzą atmosferę w szatni. Stopniowo młodzi, tacy jak Vinicius, Rodrygo czy Vinícius, muszą przejąć większą rolę także w tym sensie”, wskazywał. „To bardzo ważne, by utrzymać poważną i zmotywowaną atmosferę”. Dzisiaj ta transformacja wciąż jeszcze nie nastąpiła.
David Álvarez z El País podaje, że analizy, którymi posługują się działacze w Valdebebas, próbując wyjaśnić to, co uznają za „zły sezon”, przywiązują dużą wagę do czynnika wskazanego przez Ancelottiego na początku tego załamania. W klubie uważają, że stopniowe odejście weteranów, którzy prowadzili olśniewający cykl 6 triumfów w Lidze Mistrzów w ciągu dziesięciu lat, oznaczało utratę „dojrzałości” w kadrze. Tak przekazują to źródła znające diagnozę władz klubu. Część kryzysu przypisuje się właśnie temu brakowi. Szczególnie w lidze, gdzie zespół traci 9 punktów do Barcelony na siedem kolejek przed końcem.
Álvaro Arbeloa również dostrzega największe braki w rozgrywkach krajowych: „Na pewno mamy margines poprawy w lidze w ostatnich latach i musimy robić wiele rzeczy dobrze. W tych miesiącach, kiedy tu byliśmy, to myślę, że spisywaliśmy się dużo lepiej w wielkich spotkaniach, w meczach o większym stopniu trudności, niż wtedy, gdy mierzyliśmy się z rywalami o mniejszej tożsamości”.
Gdy mowa o przywództwie w szatni, Arbeloa zwraca uwagę na wiek piłkarzy: „To jasne, że to bardzo, bardzo młoda kadra. Jeśli porównasz ją z kadrami, które zdobywały tutaj Puchar Europy, to one miały średnią wieku 28–29 lat, gdy rozgrywały finały, a teraz, kiedy wystawiamy jedenastkę, to zwykle mamy 23–24 lata”. Dwa lata temu, gdy Real zdobył swój 15. Puchar Europy w 2024 roku na Wembley, średnia wieku kadry wynosiła 28,2 roku. 30 maja, kiedy zostanie rozegrany finał obecnego sezonu, średnia wyniesie 26,5 roku, czyli prawie o dwa lata mniej. Przy tym różnica zmniejsza się o połowę, jeśli spojrzeć na wyjściowe jedenastki finału na Wembley (28,1) i ostatniego meczu tego sezonu z Bayernem (27,1).
„Jest jasne, że to bardzo młoda kadra, że od wielu zawodników chcemy wymagać wiele zbyt wcześnie, ale też mamy wielkich liderów. Mogę wymienić wielu. Na przykład, Carvajal, Alaba, Militão, Bellingham, Valverde, Vinícius, Mbappé... Myślę, że jest wielu zawodników z dość dużym doświadczeniem, którzy spędzili wiele lat w klubie i wiele lat w świecie futbolu. Oni mają ogromną osobowość, ale mamy też mnóstwo młodych piłkarzy, którzy dopiero niedawno przyszli do klubu, a to nie jest klub łatwy do adaptacji [uśmiech], ale pracują dobrze i mam do nich wszystkich wielkie zaufanie”, dodał szkoleniowiec.
Do trudności typowych dla każdej zmiany pokoleniowej doszedł w październiku 2024 roku bardzo poważny uraz Daniego Carvajala, obecnego kapitana i jednego z wielkich liderów ostatnich lat, który na wiele miesięcy wyłączył go z ogólnej dynamiki grupy. Wrócił w czerwcu 2025 roku, podczas Klubowego Mundialu, już z Xabim Alonso na ławce, ale kolejne kontuzje uniemożliwiły mu regularne wejście w codzienny rytm drużyny. Kilka źródeł mających dostęp do szatni zapewnia, że przez te miesiące bardzo brakowało wpływu kapitana jako tego ostatniego wielkiego reprezentanta złotej dekady, także nastawionego na rywalizację piłkarza wychowywanego w La Fábrice od 10. roku życia. Kiedy wrócił do pełnej dyspozycji, u Arbeloi nie znalazł tylu minut, ile oczekiwał, co według źródeł z jego otoczenia, wywołało u niego ogromną frustrację.
Diagnoza klubowych gabinetów uwzględnia wpływ zmiany pokoleniowej i napływu młodych piłkarzy, ale za istotę problemu uznaje przede wszystkim charaktery zawodników. Uważa się, że w tej mieszance brakuje mocnych osobowości przywódczych, a także dostrzega się kilku piłkarzy, których wpływ działa w kierunku przeciwnym do tego, czego drużyna potrzebuje. Od tamtego ostrzeżenia Ancelottiego w 2024 roku przez ławkę Realu przewinęło się trzech trenerów i wszyscy osiągali podobne wyniki pod tym względem. Dlatego władze Realu Madryt uważają, że problemu nie rozwiąże sama zmiana szkoleniowca. Nie oznacza to, że wykluczono zastąpienie Arbeloi, co pozostaje bardzo prawdopodobne, lecz klub jest zdania, iż sam ten ruch nie wystarczy. „Naprawia się to, zmieniając ludzi”, komentuje się w klubie.
Sam Arbeloa nie widzi potrzeby przeprowadzania wielkiej przebudowy: „Nie sądzę, że potrzebna jest jakakolwiek rewolucja, żeby spróbować znów walczyć o tytuły. Zawsze jest jasne, że można się poprawić. Wszystkie drużyny patrzą latem w przyszłość, żeby dokonywać ulepszeń i jestem pewien, że Real Madryt też to zrobi, a następnie dzięki temu znów będziemy walczyć o zwycięstwa”.
Wcześniej jednak od dzisiaj czeka go niekomfortowe wyzwanie rozegrania siedmiu ligowych meczów bez realnej nagrody. „Dla nas są ważniejsze niż mogłoby się wydawać. To jest nasze życie i sądzę, że to jest coś, co musimy pokazać w tym meczu - jakie znaczenie będzie miało tych 7 meczów dla naszej drużyny”, dodał Hiszpan.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się