– Najbardziej szalone zdarzenie z kibicem? Mam ciekawą historię. Real Madryt ma umowę z BMW. Więc każdy zawodnik dostaje swoje auto BMW. I pewnego dnia moja siostra jechała nim po mieście. Jakiś facet ją zatrzymał, bo dokładnie wiedział, jaki mam samochód. On myślał, że to ja jestem w tym aucie. I powiedział coś w stylu: „Wiem, że jesteś z rodziny Tchouaméniego, bo znam ten samochód. Znam rejestrację i wszystko”. A ja na to: „Wow, ok”. Jakby weszliśmy na inny poziom. To szalone.
– Czy amerykańska trawa zmienia coś w naszej grze? Zdecydowanie, bo w naszym sporcie trawa jest bardzo ważna, jakość murawy jest bardzo ważna. Na naszym meczu [Francji] w Bostonie boisko nie było… No, jakość trawy nie była zbyt dobra i to wpływa na naszą grę. Dla was [w NFL] to nie ma aż takiego znaczenia, ale dla nas to jest naprawdę, naprawdę ważne. Dlatego przez większość czasu, kiedy gramy w Stanach Zjednoczonych, to trawa jest na tyle inna, że musimy się do tego odpowiednio dostosować.
– Czy przez cenę mojego transferu czułem większą presję, do której doszła początkowo krytyka mojej gry? Czuję, że niektórzy ludzie tak naprawdę nie wiedzieli, jak oceniać mój sposób gry. Są pewne rzeczy, które żeby zobaczyć i docenić, to naprawdę trzeba znać się na futbolu i zwracać uwagę na drobne detale. Ja nie jestem napastnikiem. Nie będę strzelał trzech goli na mecz, ale te małe rzeczy, które robię, uważam za bardzo wartościowe dla drużyny. I na początku trochę miałem z tym problem, bo chcesz, żeby ludzie dobrze o tobie mówili. Nie chcesz być krytykowany. Chcesz, żeby po każdym meczu ludzie mówili: „Ale on zagrał!”. Ale zrozumiałem, że nie powinienem kierować się tym, co mówią ludzie, tylko tym, co ja sam myślę o swojej grze i tym, co myślą ludzie wokół mnie: moi koledzy z drużyny, moi trenerzy, cały sztab szkoleniowy. A jeśli oni są zadowoleni z tego, co robię, to jest najważniejsze. I w pewnym momencie zmieni się też, że ludzie zaczną mówić o tobie dobrze. Tak jak teraz, na przykład. Jak sam cytujesz, teraz wszyscy mówią dobrze o mnie i o tym, jak gram, ale rok temu czy dwa lata temu byłem tym „złym piłkarzem”, byłem wygwizdywany na stadionie i wydarzyło się wiele różnych rzeczy. Więc czuję, że bardzo dużo przeszedłem i to na pewno pomogło mi mentalnie, bo teraz wiem, że bez względu na to, co zrobię, ludzie i tak będą gadać swoje, więc po prostu nie trzeba zwracać na to uwagi.
– Jak trudne było wysłuchiwanie gwizdów? To był naprawdę bardzo ważny moment w moim życiu i na pewno w mojej piłkarskiej karierze. Byłem wtedy w trudnej sytuacji i w tamtym czasie przede wszystkim nie grałem na swojej pozycji, bo nasi środkowi obrońcy byli kontuzjowani. Więc musiałem grać na środku obrony i miałem z tym problemy, bo to nie była moja pozycja. Po prostu próbowałem pomóc drużynie, ale jednocześnie muszę też wziąć odpowiedzialność, bo nawet kiedy grałem na swojej pozycji, nie grałem naprawdę, naprawdę za dobrze. Było ok, ale mogłem grać lepiej. Mieliśmy mecz, przyjechaliśmy na stadion. Tydzień wcześniej Barcelona rozbiła nas w finale. Więc wiedziałem, że w pewnym sensie to ja będę trochę kozłem ofiarnym. Przyjechaliśmy na stadion i przez pierwsze 10–20 minut, przy każdym moim kontakcie z piłką, cały stadion mnie wygwizdywał. I na początku nie bardzo rozumiałem, o co chodzi. A potem pomyślałem: „Czy to chodzi o mnie?”. I masz wtedy dwie opcje. Albo cię to zniszczy, albo mówisz sobie: „Ok, trudno, tak już jest. Zobaczmy, co mogę kontrolować”. A jedyne, co mogę kontrolować, to mój występ. I tego dnia zagrałem naprawdę, naprawdę dobry mecz. A pod koniec meczu ludzie bili brawo i w ogóle. Jednak na pewno następnego dnia o tym myślałem i powiedziałem sobie: „Ok, trudno, tak już jest, ludzie i tak będą gadać swoje, będą robić to, co chcą robić, ale ja nie mogę dawać im okazji, żeby mnie wygwizdywali”. Więc to, co mogę zrobić, to pracować jeszcze ciężej i być najlepszą wersją samego siebie.
– Czy w piłce nożnej gra ze złością może pomóc zawodnikowi? To zależy od konkretnej osoby. Jak mówiłem, oglądam dużo meczów NFL i widzę, że wy, chłopaki, musicie się sami nakręcić, być w pewnym sensie wkurzeni czy coś takiego. Ja z kolei doszedłem do tego, że przed meczem muszę być maksymalnie spokojny. Oglądałem podcast Micaha Parsonsa i rozmawiali tam o podejściu do meczu. Chyba George Pickens powiedział, że on oglądał jakieś filmiki z jedzeniem i wtedy pomyślałem sobie: „Okej, może zmiana zadziała”. Więc całkowicie zmieniłem swoją playlistę, której słucham przed meczem. I teraz przed spotkaniem słucham już tylko spokojnej muzyki, klasycznej, R&B, a nie rapu. Ja muszę być bardzo spokojny i wtedy, kiedy mecz się zaczyna, to jestem gotowy.
– Media i kibice zajmują się też naszym życiem osobistym? Na pewno trudno sobie z tym radzić, ale uczymy się każdego dnia. Nikt nas przecież nie uczy, jak to wszystko działa. Sława, presja, ciągła ocena ze strony innych - to wszystko przychodzi razem z tym. To część tego pakietu. Kiedy jesteś piłkarzem Realu Madryt i spotykasz się z kimś, to wszyscy chcą wiedzieć, co się dzieje. Wymyślają różne rzeczy, tak jak to się stało w moim przypadku kilka tygodni temu. To zdecydowanie nie jest zabawne, ale koniec końców, jak mówię, to część naszego życia. Nic nie możemy z tym zrobić. Więc tak już po prostu jest.
– Plotka, że moja dziewczyna mnie zdradziła i załamałem się na tyle, że nie mogłem grać? To było szalone. Dosłownie grałem wtedy w grę wideo, a moja dziewczyna była w domu, moja mama też i mój wujek. Oni jedli razem, kiedy zadzwonił do mnie agent. Powiedział coś w stylu: „Słuchaj, ktoś właśnie wysłał mi tego tweeta, ok?”. Więc oczywiście przestałem grać i zacząłem to czytać. I pomyślałem sobie: „Co…”. Zawołałem mamę i dziewczynę, pokazałem im to i mówię: „Patrzcie, widzicie, co się dzieje? Widzicie, co zrobiłyście?”. [śmiech] Moja mama była wściekła. Mojej dziewczynie to było obojętne, bo teraz już rozumie, jak to wszystko działa. Ale moja mama była wściekła, a ja zazwyczaj w ogóle tego nie komentuję. Nie muszę, bo wiesz, ludzie po prostu kochają dramy.
– Dlaczego to zdementowałem? Bo to stało się viralowe. Wszyscy mi wysyłali tego tweeta. Więc pomyślałem sobie: „Nie, muszę coś powiedzieć, bo rozumiem, że pewne rzeczy można po prostu puścić mimo uszu, ale nie, to jest poważne”. A następnego dnia mieliśmy mecz i oni dosłownie mówili, że z powodu tego, co się wydarzyło, nie zagram w tym spotkaniu. I to, co faktycznie sprawiło, że wrzuciłem ten wpis, to było to, że moi koledzy z drużyny dzwonili do mnie, żeby się dowiedzieć, co się dzieje. Więc pomyślałem: „Ok, to zaczyna być poważne. Trzeba się do tego odnieść, uciszyć ten szum i tyle”.
– Dlaczego piłkarze w Europie są tak skromni i zawsze mówią o sukcesie drużyny? Wy myślicie, że jesteśmy skromni, ale gdybyście zapytali ludzi w Europie o piłkarzy, to raczej nie powiedzieliby, że jesteśmy skromni. Więc nie wiem, czy to kwestia kultury, ale u nas sposób mówienia wygląda tak, że jeśli okazujesz zbyt dużo pewności siebie, jeśli za dobrze się o sobie wypowiadasz, to ludzie raczej nie będą tego lubić. Dlatego musimy uważać na wszystko, co mówimy i na wszystko, co robimy. Ale jak już mówiłem: ludzie i tak zawsze będą gadać głupoty. Koniec końców i tak powiedzą swoje i tyle. Tak po prostu jest i to jest ok. [poruszony wątek, że francuski koszykarz Wembanyama z Francji mówi, że powinien być MVP ligi NBA ze względu na swoją obronę] Gdyby powiedział coś takiego samego we Francji, ludzie by oszaleli. On jednak może powiedzieć coś takiego, zdecydowanie. Wiecie, taki gość jak Kylian Mbappé za każdym razem, kiedy coś powie, to ludzie mają z tym problem. Ale gdyby przyjechał tutaj, do Stanów, to powiedzielibyście: „Ok, super, podoba nam się to”. Mi też to się podoba. Dlatego podoba mi się amerykańska kultura. Że pozwalacie tu ludziom wyrażać siebie. Dobrze jest pokazywać pewność siebie, wiesz. Na przykład, w Europie nie możemy mówić o pieniądzach, nie możemy rozmawiać o swojej pensji, o tym, ile zarabiasz i w ogóle, a tutaj to jest w porządku i wszyscy wiedzą, kto ile zarabia.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się